0

Noś maseczkę, bądź gangsta! Recenzja mangi „Fruits Basket #4”

Trzeci tom Fruits Basket był wręcz zaskakująco dramatyczny jak na tempo i poziom emocji, do których przyzwyczaiła nas Natsuki Takaya. Na chwilę zamiast spokojnego, uroczego shojo z mrocznymi wątkami w tle dostałyśmy pełnowymiarowe i pełne grozy fantasy. Wrażenie jest tym silniejsze, że czytając pierwszy tom, mogłyśmy być pewne, że Furuba to romans z klasycznym trójkątem. Stopniowo wątki romantyczne były uzupełniane o rzeczy z gatunku slice of life, a soczewka narracji przesuwała się ze skomplikowanej rodziny Somów na szkolne życie bohaterów. Potem był wybuch, o którym starałam się zdradzić jak najmniej w poprzedniej recenzji. Gdzie poniesie nas ten rollercoaster w kolejnym tomie?

Wracamy na stare śmieci! Witajcie z powrotem we Fruits Basket, jakie lubię najbardziej. Wokół Tooru znowu kręci się mnóstwo przyjaciół. Pojawiają się też wrogowie, na przykład kolejny mały Zodiak, który uznaje dziewczynę za swoją główną rywalkę w tym, co Somowie uznają za wojnę – zyskaniu sympatii kuzynostwa. Jeśli pamiętacie drugi tom, dzieciaki szykowały się do egzaminów, a teraz mamy wreszcie lato – będzie akcja kupowania kostiumu kąpielowego. Szkoła jeszcze trwa, dlatego zobaczymy też kilka scen z udziałem Fanklubu księcia Yukiego.

Dla mnie osobiście najciekawszymi postaciami po raz kolejny okazały się szkolne przyjaciółki Tooru. Tym razem Uotani opowie chłopakom swoją historię. Kiedyś była gangsterką: nie chodziła do szkoły, przemierzała miasto krokiem wygłodniałego drapieżnika, zasłaniała twarz maseczką. Aż pewnego dnia poznała swoją wielką idolkę, przywódczynię gangu, mamę Hondy. Przejście z mroków w ciepełko zwykłego życia było dla Uo trudne, ale to w tych scenach znajdziecie to, co w Furubie najważniejsze – ludzi pomagających sobie nawzajem samą swoją obecnością. Byciem obok siebie i wysłuchiwaniem „dziecinnych” problemów. Na pewno można by kręcić nosem na pewną naiwność historii byłej przestępczyni, ale weźcie pod uwagę, że opowiada tu o sobie bardzo młoda dziewczyna, która nie zdążyła się na szczęście przesadnie stoczyć. No i jesteśmy jednak w estetyce shojo, które che uczyć, bawiąc, a nie fundując czytelnikowi ciężką, brutalną opowieść. Takaya jeszcze dojdzie do mroczniejszych tonów, wtedy będziemy wszystkie razem płakać i przeklinać antagonistów.

Czwarty tom tego wydania jest o tyle specyficzny, że (jak przeczytacie w posłowiu) mangaczka miała półroczną przerwę między rozdziałem 44. i trzema kolejnymi. Czy oderwanie się od Fruits Basket albo zyskanie do niego pewnego dystansu wpłynęło na sam komiks? Ciężko powiedzieć – bohaterowie jak dotąd gadają głupoty, przekrzykują się, robią bajzel, toczą wieczne spory i… przepraszają, że żyją. Tooru zaczyna sobie uświadamiać, jak wielka jest różnicą pomiędzy nią a Somami – żadne z nich nie ma łatwo, ale mama Hondy dała córce głębokie poczucie bycia kochaną. Żadne z Zodiaków nie ma pojęcia, jak może się czuć najukochańsze dziecko swoich rodziców.

„Jeśli to możliwe, chciałabym żyć dla kogoś”. Te słowa stanowiłyby dobre podsumowanie wielu wątków Furuby, jednak nie padają na końcu tego tomu. Opisują raczej styl życia i osobowość całej patchworkowej rodziny Tooru, osób mierzących się ze swoim niedopasowaniem, egoistycznym pragnieniem miłości i zwykłą potrzebą codziennego kontaktu z innymi. Bohaterowie tej mangi w gruncie rzeczy nie chcą niczego niezwykłego, wręcz przeciwnie, a jednak cała ich rodzina udowadnia każdego dnia, że w ich przypadku to przesadne wymagania. Nie wiemy, czy to prawda, na pewno głęboko w to wierzą. W pierwszym i trzecim tomie zobaczyliśmy, że coś jest na rzeczy, a sekrety Somów mogą być nieładne. Ale czy taka strategia faktycznie przyczynia się do przetrwania Zodiaków i ich bliskich? Obawiam się, że odpowiedź może nie być prosta, a przynajmniej nie w tym pokoleniu.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *