0

Co jest z tym kotem? Recenzja mangi „Fruits Basket #3”

Jak pisze sama autorka w krótkim posłowiu do tego tomu, to przełomowy moment Furuby. Może odtąd będzie lepiej, a może wszystko się zawali dokumentnie – na pewno nadciągną zmiany. Bohaterowie spojrzą na siebie nawzajem inaczej, zaczną się ze sobą oswajać, testować wzajemne zaufanie i bliskość.

Przełomowy moment fabuły to jednocześnie dobra okazja, żeby zastanowić się, które elementy Fruits Basket ciągle poruszają odbiorcę, a które być może trochę się postarzały. Jak pisałam w recenzji poprzedniego tomiku z tej serii, moim zdaniem największą siłą mangi Natsuki Takayi są elementy gatunku slice of life, świetnie oddane w tłumaczeniu Karoliny Balcer. Ale to przecież komiks fantasy, jego motywem przewodnim jest klątwa chińskiego zodiaku. Oczywiście, nieco ponad dwadzieścia lat to żaden wiek dla takiej twórczości – a jednak przełom wieku przyniósł spore zmiany w języku mangi, a co za tym idzie, w oczekiwaniach odbiorców.

Trzeci tom Furuby to przede wszystkim sporo refleksji na temat rodziny patchworkowej. Naznaczone klątwą chińskiego zodiaku dzieci Somów rzadko doświadczają standardowego dzieciństwa. Ich rodzice często je porzucają, i to definitywnie, dosłownie wymazując z umysłów wspomnienia o posiadaniu potomków. Jeśli postanawiają jednak samodzielnie wychowywać zmieniających się w zwierzaki dziwaków, bywają nadopiekuńczy. Obojętnie, co robią mama i tata, rodowa maszyneria prędzej czy później przechwyci maluchy, żeby wysłać je na treningi i szkolenia. Oznacza to samotność i rozłąkę, ale czasami pozwala znaleźć coś w rodzaju zastępczej rodziny. Z Somami nigdy nic nie jest proste, a jednak zdarzają się wyspy ciepła i radości w tym zimnym wychowie.

Kilka takich światełek rozjaśniających mroki klątwy zobaczycie w tym tomiku. Pojawi się na przykład mała dziewczynka, która (prawie ja w Muminkach) stara się zniknąć, żeby inne dzieci jej nie dręczyły. Poznacie też osobę bardzo ważną dla Kyo, wiecznie złego Kota. Wreszcie Honda, jak w poprzednich tomach, będzie kontynuować dobrą robotę stwarzania przyjaznej, bezpiecznej atmosfery.

I właśnie w tym pełnym dobrych emocji tomie wydarza się moment przełomowy, który jest bardzo brutalny, dramatyczny i nieoczekiwany. Dotyczy Kyo i… na pewno nie spodziewałyście się takiego obrotu spraw. To kolejny mocny fragment fantasy, bardzo wyrazisty wizualnie i emocjonalnie. Jednak za pierwszym razem właściwie mnie nie obszedł. Dlatego właśnie zadałam sobie pytanie o to, czy przypadkiem Furuba  troszeczkę nie trąci myszką. Wspomniany fragment odbiega od reszty mangi w wielu aspektach, przede wszystkim rysunkiem i dramatyzmem, który wydał mi się przesadnie ciężki. Nie zdziwię się, jeśli w was także wywoła nieprzyjemne zaskoczenie. Mam jednak dobrą wiadomość – czytany po raz kolejny nie budzi we mnie niechęci, nawet zaczynam wczuwać się w emocje bohaterów. Poza tym kolejny tom wróci do nastroju szkolnego slice of life, który tak bardzo mi się podoba.

Fruits Basket przemawia do czytelniczek żartobliwymi dialogami, poważnymi rozmowami o życiu, wreszcie magią i fantastyką, nagle nabierającą tempa i ekspresji. Trzeci tom uświadamia nam, że rodzina Somów może mieć sekrety znacznie mroczniejsze od zmieniania się w zwierzęta pod wpływem kontaktu z płcią przeciwną. Być może opresyjna atmosfera ich rodowej siedziby nie jest narracyjną przesadą i robieniem z igły wideł. Tylko czy to oznacza, że klątwa uniemożliwia normalne życie, przyjaźń, pracę poza rodzinnym imperium finansowym? Na pewno proponowane przez Takayę metafory są wciąż czytelnym sposobem na wywołanie w nas gonitwy myśli o tym, jak opieka i kontrola mieszają się ze sobą w każdej grupie bliskich sobie osób. Pewnie dlatego tak wiele czytelniczek wciąż uwielbia Furubę miłością podobną do tej otaczającej powieści sióstr Brontë.

 

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *