0

Wciąż od nowa. Recenzja komiksu „Eileen Gray. Dom pod słońcem”

Miała zostać zapamiętana jako artystka tworząca obiekty z laki. Innymi słowy – zapomniana. Eileen Gray projektowała nie tyle domy i meble, ile styl mieszkania, który dzisiaj uznalibyśmy za spójny z ideą user experience i user-centered design.

Komiks Charlotte Malterre-Barthes (scenariusz) i Zosi Dzierżawskiej (rysunki) mógłby skupić się na konflikcie Gray z Le Corbusierem, albo na związku z Jeanem Badovicim, dzięki któremu powstał tytułowy “dom pod słońcem”, obiekt E-1027. Ale, jak piszą dziewczyny z Feministycznego Klubu Książki, autorki przeciwstawiły się takiemu podejściu do biografii. Dzięki temu dostałyśmy herstorię, komiks wpisujący się w nurt historii osobistej, indywidualnej, skupionej na jednostkach i zmianach, jakie w ich świecie wprowadzał bieg czasu.

Wspomnienia mieszkają w przedmiotach

Dom pod słońcem warto oglądać na spokojnie. Potraktujcie go jak “obiekt”, kawałek sztuki, który ma przekazać wiedzę i nastrój międzywojnia, ale nie tego z Kabaretu, tylko modernistycznego. Łagodne, naturalne, lekko przygaszone kolory. Twarda okładka przyjemna w dotyku, jakby płócienna. Gruby i lekki papier. Już pierwszy kontakt pozwala poczuć, czym miało być projektowanie funkcjonalne i zmysłowe, oferujące doświadczenie i wygodę. Ta książka mogłaby leżeć na stoliku w E-1027.

Komiks Malterre-Barthe i Dzierżawskiej to w zasadzie zbiór migawek pokazujących codzienne życie w E-1027, a w retrospekcjach – biografię Gray. Widzimy dziewczynkę w wielkiej irlandzkiej posiadłości, potem studentkę pochyloną nad laką i chłopczycę należącą do paryskiej bohemy. Prawdopodobnie uderzy was to, jak bardzo damska moda zmieniała się w ciągu tych niecałych pięćdziesięciu lat. Od ciężkich sukien, które stanowiły niemal architektoniczne konstrukcje, po przewiewne bluzki, odsłonięte ramiona i spodnie. Ta pokazana mimochodem parada modowych wspomnień była dla mnie najbardziej emancypacyjnym wątkiem komiksu, prawie czułam, jak bohaterce coraz lepiej się oddycha i pracuje. I jakoś nieuchronnie uwolnienie kobiecego ciała skojarzyło mi się z główną ideą Gray – przedmioty, meble, domy, powinny być wygodne. Dopiero posłowie i okolice uświadomiły mi, że nie było w tym niczego przypadkowego, autorki komiksu dokładnie to chciały nam pokazać.

Lepiej zaczynać od nowa

“Dom to nie maszyna do mieszkania! Stanowi przedłużenie swego gospodarza – jest jego emanacją, uwolnieniem jego istoty”. Być może Eileen Gray zaczęła tak myśleć o projektowaniu wnętrz już na początku swojej artystycznej kariery, kiedy pracowała z laką i miała kontakt z japońską kulturą i sztuką. Może dopiero w czasach paryskich, jako właścicielka sklepu z autorskimi meblami. Bardzo ciężko stwierdzić to na pewno, bo po tej twórczyni zostało bardzo mało dzieł i dokumentów. Wierzyła, że nie należy skupiać się na przeszłości, a najlepsze, co może zrobić, to zacząć od nowa. Dlatego pozbywała się pamiątek. Nie pomagało także to, że niechętny jej Le Corbusier, samozwańczy kronikarz modernizmu, nie wspominał nigdzie jej nazwiska. Dopiero w latach 70., kiedy galerie i publiczność zaczęły znowu interesować się jej projektami, udzieliła kilku wywiadów, a potem zgodziła się na uporządkowanie swojego archiwum i oddanie go pod opiekę kuratorom. Zajmowali się tym Prunella Clough i J. Steward Johnson. Ten ostatni opisał życie i twórczość Gray w katalogu do wystawy MoMA, dostępnym online. To świetne uzupełnienie komiksu, chociaż nie figuruje w zamieszczonej w nim bibliografii, gdzie znajdziecie kilka innych ciekawych pozycji.

Jak napisałam, ta książka to “obiekt”, piękny przedmiot oferujący wiedzę. Na wewnętrznych okładkach znajdziecie szkice najsłynniejszych mebli zaprojektowanych przez Gray, w samym komiksie pojawi się przede wszystkim jeden z nich, wyglądający na bardzo wygodny fotel dopasowujący się do kształtu ciała. Kilka innych zobaczycie we fragmencie poświęconym autorskiemu sklepowi Jean Désert

Dom pod słońcem to pięknie skonstruowana opowieść o pionierce współczesnego wzornictwa, kobiecie, o której zapomniano, podczas gdy jej pomysły zmieniały sposób, w jaki mieszkamy. Zachwyca mnie “totalność” tej książki i to, jak jej fizyczny kształt przekazuje czytelnikowi coś w rodzaju zmysłowej wiedzy, kontaktu z ideami Gray. Podejrzewam, że została mi tam jeszcze niejedna przyjemność do odkrycia – to komiks nie tylko do przeczytania, ale wielokrotnego przyglądania się.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *