0

Żadne tam romansidło. Recenzja mangi „Fruits Basket #2”

W recenzji pierwszego tomu Fruits Basket wydanego przez Waneko napisałam, że to kultowa manga shoujo, bardzo urocza, uwielbiana przez mnóstwo czytelniczek. Ale pewnie wyczułyście, że osobiście nie mogę do końca podzielić zachwytów – ot, niezły komiks, klasyk.

Tym razem zostałam kupiona, w dużej mierze dzięki tłumaczeniu, które raz, że jest bardzo dobre, dwa – świetnie oddaje relacje międzyludzkie, trzy – brzmi jak autentyczny, polski język mówiony. Bohaterowie wyzywają się od „pałek”, mówią jedno przez drugie, a kiedy zejdzie im na głębsze tematy, nie przesadzają z patosem. Takaya ma tendencję do pisania bardzo króciutkich wypowiedzi, często pojedynczych słów. Czasem rozbija rozmowy na wiele małych dymków, a nawet coś bliższego onomatopejom. Autorka pokazuje w ten sposób przede wszystkim rozrywki w grupach, rzadziej dialogi, ale jest w drugim tomie częste i stanowi wyzwanie dla tłumaczki. Poradziła sobie koncertowo, czytając nie gubiłam sensu słownych potyczek ani szkolnych rozmów na korytarzach.

Drugi tom kolekcjonerskiego wydania Fruits Basket, czyli tomy 3 i 4 oryginalnego, jest mniej dramatyczny od pierwszego, mniej też skupia się na rodzinie Somów. Sporo w nim komiksu obyczajowego i szkolnego. Ogromnie na tym zyskał – lepiej poznajemy bohaterów, którzy nie są katalogiem chińskiego zodiaku, tylko grupką przyjaciół robiących razem rzeczy. Czyli przede wszystkim chodzących do szkoły, czasem chorujących lub organizujących podwójne randki. Moim ulubionym fragmentem pozostanie chyba szkolny bieg przełajowy. Takaya wykorzystuje tu klasyczny motyw lekkiej choroby (przeziębienia), która sprawia, że bohater musi starać się bardziej i potrzebuje pomocy – to wątek relacji międzyludzkich. Całość nie osuwa się w oklepany dramacik dzięki postaciom drugoplanowym, przyjaciółkom Hondy, silnym osobowościom potrafiącym zorganizować sobie rozrywki na najnudniejszym WF-ie. Dodajcie do tego żywe, pełne energii tłumaczenie – i macie najbardziej jajcarski wątek w Furuba od czasu pojawienia „chińskiego dzika”.

Jeśli chodzi o elementy obyczajowo-romantyczne, motywem przewodnim tego tomu jest uśmiech, za którym bohaterowie skrywają ból i smutek. Znamy to z licznych mang i anime, w tym takich (świetnych) wyciskaczy łez  jak Clannad studia Kyoto Animation. Honda, „szczur”, „kot” i inne zwierzaki będą w tym wątku rozmawiać o rodzinie i codzienności. Czytają przy tym między słowami o tym, jak wiele wysiłku trzeba czasem włożyć w to, żeby być zwyczajnie miłym i sympatycznym. Wspomniałam już o podwójnej randce, jednak w porównaniu do pierwszego tomu Fruits Basket ten jest dużo mniej shoujowy, ma raczej klimat slice of life. Kwestia „kto z kim” jest tu dużo mniej oczywista i kluczowa, niż wydawało się poprzednio. Od czasu do czasu autorka przypomina o mroku kłębiącym się wokół Somów. Pojawianie się dorosłych członków rodziny sugeruje, że kolejne tomy będą miały inny nastrój. Szykuje się intryga i manipulowanie niewinnymi – ale to temat zupełnie nie na dzisiaj.

Jeśli po pierwszym tomie Furuba nie byłyście pewne, po co właściwie czytać takie stare shoujo, teraz powinnyście już wiedzieć. Ta manga to nie tylko pozycja, którą wypada znać, ale nieźle napisana historia, która wzrusza i rozśmiesza. Humor wcale nie bazuje tu na tym, że ktoś nagle zmienia się w puchate zwierzątko. Tym razem bohaterowie celowo kreują zabawne sytuacje, rzucają żarty, głupio się przy czymś upierają. Mamy do czynienia z mangą skupioną na postaciach i ich rozmowach, poruszającą poważne wątki, ale bez ostentacji. Tym razem mogę powiedzieć z radością, że klasyk dobrze się czyta i już powoli mogę dołączyć do grona fanek.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *