0

CLAMP gra z legendą yuki-onna. Recenzja mangi „Opowieści o białej księżniczce”

Yuki-onna to jeden z wielu typów japońskiego demona. Kobieca postać, cała w bieli, okryta długimi włosami pojawia się w czasie zamieci, przechadza zaśnieżonymi górami. W dosłownym tłumaczeniu: śnieżna kobieta. Według ludowych podań jest istotą przerażającą, złym omenem. Zespół CLAMP (Satsuki Igarashi, Nanase Ohkawa, Tsubaki Nekoi i Mokona) zainspirowany legendami, narysował zbiór trzech miniaturek przekształcających demona w księżniczkę.

Kadry Białej księżniczki powstały w 1992 roku na zamówienie magazynu Bar Pretty. Pomysł na postać tytułową zrodził się trochę wcześniej. Od początku miała stanowić istotę „spomiędzy”, należącą do warstwy narracyjnej pozostającej ponad lub pomiędzy fabułami. Dialog młodego wędrowca z piękną, bladą kobietą przeplata się z trzema opowiadaniami dziejącymi się być może w tym samym miejscu, ale podczas innych zim.

Opowiadania składające się na tę mangę są bardzo smutne, to jednoaktowe, ciche tragedie. Łączy je motyw miłości, czasem metafizycznej, przerwanej brutalnie przez pragmatyczną rzeczywistość śmierci. To dość oczywiste skojarzenie dla japońskiego czytelnika, w wielu azjatyckich kulturach biel to kolor ostatniej drogi (pomyślcie o białych proporcach pogrzebowych w wielu chińskich filmach). Twórczynie z grupy CLAMP wybrały do opowiedzenia tych miniatur pędzel i tusz, tradycyjne metody, które pozwoliły im przy okazji pracować nieco szybciej niż zwykle.

Opowieści zostały narysowane delikatnymi pociągnięciami pędzelków, lekką, a jednocześnie stanowczą kreską. Pierwsze opowiadanie (ze względu na stroje postaci, ale nie tylko) może trochę kojarzyć się z belgijskim stylem Thorgala. Z kolei wątek rozmowy wędrowca z księżniczką to piękny przykład kreski shoujo. Podobnie jak bardzo bogate wizualnie i minimalistyczne fabularnie drugie opowiadanie, Kwiat lodu. Z kolei ostatnia miniatura wykorzystuje obecny także w naszej kulturze motyw ptaków wiążących się ze sobą na całe życie.

Gdzie podziały się niegdysiejsze śniegi? I czy są łzami bogini lub demonicy? Na końcu mangi dostajemy nawet krótką, smutna odpowiedź na to pytanie. Jednak to z pewnością nie fabuła, ani nawet wykorzystanie japońskiego folkloru przemawia na korzyść tego tomiku. To rodzaj wizualnej poezji, o bardzo prostym tekście towarzyszącym klasycznym, czarno-białym lub uzupełnionym błękitami obrazom. Opowiadania zebrane w tym tomie mogą się wydawać dość naiwne, czasem zbyt patetyczne, jednak bronią się jako melancholijna, milcząca całość.

Żeby pozostać w kontekście japońskiej klasyki najlepiej byłoby, zgodnie z zasadami estetyki i wsłuchiwania się w przyrodę, czytać tę mangę zimą. Wyobrażam sobie (recenzując ją jesienią), że dopiero wtedy odczuwa się harmonię delikatnego rysunku artystek z CLAMPa. Z drugiej strony czuję podobna nostalgię, jak w przypadku Fruits Basket: wśród niegdysiejszych śniegów dorastania Opowieści zachwyciłyby mnie bardziej.

Yuki-onna czy bogini? W płaczu każda z nich może być straszna i okrutna, albo ledwo uchwytna, jeśli jej smutki są już tylko wspomnieniem. Nie wiemy czy Opowieści zostały opowiedziane w trakcie dialogu wędrowca z tajemniczą pięknością z gór. Może była ich świadkiem? A może są tylko zbiorem luźnych skojarzeń prowokowanych przez okrutne piękno zimy?

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *