0

Jedzenie w skali szarości. Recenzja komiksu „Lżejsza od swojego cienia”

Autobiograficzny komiks Katie Green o anoreksji i wykorzystaniu seksualnym jest jednych z tych ważnych. Czyta się go po coś – żeby skonfrontować swoje doświadczenia z cudzymi, zobaczyć, jak to jest być (nad)wrażliwą osobą w społeczeństwie: w rodzinie, szkole, na studiach. Czy to możliwe, żeby przeczytać tę ciężką knigę po prostu dla przyjemności?

Trochę prowokuję tym pytaniem – Lżejsza od swojego cienia nie stałaby się sławna, gdyby była jedynie poważna. Green ma ogromny talent do tworzenia prostych, zadbanych w każdym szczególe, wzruszających rysunków. Są dość cartoonowe więc drzemie w nich także potencjał humoru i zabawy. Ten aspekt najlepiej zrealizowała chyba w serii gadżetów z owcami, które sprzedaje w swoim sklepie. Z anoreksji ciężko zrobić ściereczkę czy torebkę, chociaż osobiście mogłabym mieć przypinkę z niektórymi metaforycznymi portretami Katie walczącej z chorobą. Wielkie zęby i paszcza otwierająca się w jej brzuchu pokazuje ogromne cierpienie, ale też emancypację i wyzwalanie się z choroby.

W wywiadach Green często powtarza, że narysowała komiks z myślą o rodzinach, w których pojawiają się zaburzenia odżywiania. Od pierwszych kadrów widzimy bohaterkę przy stole, z rodzicami i siostrą. Wszyscy dawno zjedli i tylko Katie męczy się z parówkami. Kiedy nie chce jeść, słyszy znane nam wszystkim hasła o biednym dzieciństwie dziadków, dzieciach w Afryce, wreszcie „to dla twojego dobra”. W wielu recenzjach pojawia się tu pytanie – czy anoreksja wzięła się z wychowania? Kliniczne zaburzenia zachowań i nastrojów nigdy nie mają jednej, prostej przyczyny (jakkolwiek przekonywałoby nas Hollywood). Pytana o to bezpośrednio, autorka nigdy nie wini rodziców, broni ich i powtarza, jak ciężko było im mieć córkę, której trzeba było ciągle pilnować, bo się głodziła. Zostawię wam to pod refleksję. Bardzo chętnie przeczytałabym analizę Lżejszej z punktu widzenia terapeuty czy psycholożki. Na przykład: czy to znamienne, że nawet jeśli rysunki są w tym komiksie spore, to tekst zawsze pojawia się nieproporcjonalnie małą czcionką i na marginesie kadru lub strony? Nawet fragmenty po prostu pisane prozą nie zajmują całej powierzchni strony, nie są wyśrodkowane. Tylko dymki dialogów mają prawo zajmować centralne miejsce w towarzystwie kreski.

Green opowiada o walce z anoreksją: rozpoznaniu problemu, leczeniu, nawrotach. Jej zaburzenie jedzenia to nie tylko „romantyczne” głodzenie się, także napady kompulsywnego wrzucania w siebie wszystkiego z lodówki, późniejsze poczucie winy i obrzydzenia – całe błędne koło karania się za bycie nieidealną. Jej autodiagnoza jest bardzo konkretna – chodziło o to, by mieć kontrolę nad sobą i życiem. W tym kontekście druga trauma bohaterki, wykorzystanie seksualne, wydaje się tym straszniejsza. Próbując odzyskać panowanie nad życiem dziewczyna trafiła na kogoś, kto wmówił jej pełne zaufanie i wykorzystał je, odbierając możliwość decyzji czy choćby sprzeciwu.

Opowiadając o procesie twórczym Green wspomina, że rysowanie tej części historii było dla niej koszmarem. Kończyła fragment rysunku i zakrywała, żeby nie musieć na niego patrzeć podczas dalszej pracy. Nie przeżyła katharsis, tylko typowe objawy PTSD. Przemoc i strach wróciły, jakby nigdy się nie skończyły. Chociaż powiedzenie o swoich przeżyciach zwykle uznawane jest za terapeutyczne, ona potrzebowała pomocy specjalisty także ze względu na pracę nad komiksem. Tym bardziej należy docenić, jak dobrze skonstruowana i narysowana jest Lżejsza od swojego cienia. To nie jest nagi krzyk rozpaczy, tylko przyjrzenie się sobie, żeby pokazać blizny innym. Green krzyczy w samotności, dla czytelnika jest bardzo łagodna.

Katie Green była zachwycona ruchem #metoo, tym, że wreszcie kobiety rozmawiały o przemocy seksualnej, mogły się nawzajem pytać i słuchać. W komiksie zastanawia się, dlaczego nikt w szkole nie ciągnął jej za język, gdy wróciła z leczenia anoreksji. Czemu żona jej gwałciciela bardzo późno dała jej do zrozumienia, że być może o wszystkim wiedziała? Ja z kolei złapałam się na nierozumieniu dlaczego rodzice, co prawda, pocieszają swoją płaczącą córeczkę, ale nie pytają co takiego jej się śniło, co ją przestraszyło.

Lżejsza od swojego cienia to komiks o milczeniu i udawaniu, że wszystko jest ok. Wpisałyśmy się w normy społeczne, mamy świadectwo z paskiem, jesteśmy czyste – więc wszyscy są z nas zadowoleni. A my? Głupie pytanie, przecież nie o szczęście w życiu chodzi. To ograne słowo także pojawia się w końcu w komiksie Green – trochę nieśmiało, na chwilę. Z drugiej strony Lżejsza to także świadectwo tego, jak bohaterka przechodziło od udawania, że wszystko jest cool, do rozumienia swojej historii i nieodsuwania od siebie przerażających faktów. Autorka na początku pokazuje czytelnikowi wygładzoną wersję wydarzeń, żeby w trakcie rysowania dojść do tego, jaka była ta prawdziwa. Chyba właśnie to powinna robić literatura – pomagać zrozumieć siebie i świat.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *