0

„Pamięć o tych wydarzeniach zawsze będzie częścią mnie.” Wywiad z Katie Green

Katie Green – autoportret. Źródło: https://www.instagram.com/katiegreenbean

Katie Green, autorka rewelacyjnego albumu Lżejsza od swojego cienia, w którym opisuje swoje zmagania z anoreksją i nadużycia, jakich doświadczyła. Nam opowiada o pracach nad komiksem, dochodzeniu do zdrowia i swoim projekcie zinowym.

Pierwszy raz o stworzeniu powieści graficznej pomyślałaś w 2001 roku, za prace zabrałaś się dopiero 8 lat później. Czy powstałe w międzyczasie szkice wykorzystałaś w ostatecznych pracach nad albumem już po 2009 roku?

Nie, żaden z oryginalnych szkiców nie został wykorzystany w komiksie. Odniosłam się do wielu notatek, które zrobiłam przez lata, ale te rysunki były okropne!

Skoro przez wiele lat prowadziłaś dzienniki, to może jednak łatwiej byłoby ci napisać powieść niż narysować komiks. Proza to nie twoja bajka?

Proza nie wydawała mi się właściwym językiem. Mimo, że pisałam dzienniki, sposób w jaki operowałam słowami był bardzo surowy, nieprzetworzony. Dzięki obrazom mogłam kształtować bardziej wyrazistą historię,  bliższą mojemu prawdziwemu doświadczeniu. I w sposób, który byłby odpowiedni dla czytelników.

Po podjęciu ostatecznej decyzji o rozpoczęciu prac nad komiksem rozmawiałaś o tym z rodziną i znajomymi? Ktoś z nich nie zgodził się na przedstawienie jego lub jego dotyczących wątków w komiksie?

Właściwie to nie pytałam nikogo. Dlatego musiałam zmienić imiona. Chciałam też przedstawić historię taką, jaka utkwiła mi w pamięci, więc nie sprawdziłam żadnych faktów, ani nie poprosiłam innych o opinie. Była to głównie wewnętrzna podróż i chciałam napisać ją wyłącznie z własnego punktu widzenia.

W jednym z numerów swojego zina „The Green Bean” przedstawiłaś swoje obawy, że po lekturze „Lżejszej od swojego cienia” ludzie będą wiedzieli o tobie wszystko. Dlaczego zatem już na etapie planowania nie zdecydowałaś się opowiedzieć swojej historii za pomocą postaci fikcyjnej. Jakiejś Meg czy innej June?

Zawsze wydawało mi się ważne, aby czytelnicy wiedzieli, że to prawdziwa historia. Uważam, że musi być autentyczna, aby ktoś kto boryka się z tymi samymi problemami wiedział, że także dla niego jest nadzieja.

Masz jeszcze te gotowe plansze, które ostatecznie nie znalazły się w albumie, o których wspominałaś na blogu? Gdyby trafiło się nowe wydanie, chciałabyś aby zawierało dodatek w postaci tych odrzuconych stron? A może specjalne wydanie zina „The Green Bean” tylko z nimi?

Te strony zostały pominięte z konkretnego powodu, zakłócały bieg fabuły. Gdzieś jeszcze je mam i może kiedyś opublikuję je na blogu. Ale nie uważam, aby były częścią albumu.

Mimo, że twój album to autobiografia to wciąż przefiltrowana i uformowana przez ciebie. Część rzeczy zapewne pominęłaś, na część z biegiem czasu patrzysz już inaczej. Czy jest ktoś lub coś czego nie uwzględniłaś w komiksie lub czemu nie poświęciłaś odpowiedniej uwagi i teraz tego żałujesz?

Nie, nie żałuję, ponieważ historia uchwyciła chwilę. Oczywiście, gdybym tworzyła ją teraz, wiele rzeczy bym zmieniła, ponieważ mam inną perspektywę. Ale nie, nie żałuję tego, jak ją wtedy napisałam.

W kilku miejscach w „Lżejszej od swojego cienia” zamiast kadrów pozostawiłaś opis słowny. Z czego to wynikało? Czy były to zbyt trudne momenty i nie chciałaś do nich wracać, pominęłaś w ten sposób mniej istotne wątki czy może to wydawca – Jonathan Cape – podsunął ci ten pomysł?

To był mój pomysł. Uważam, że bardzo istotne jest poświęcenie chwili na zmianę tempa, zmianę sposobu, w jaki czytelnik odnosi się do treści albumu. Umożliwiło mi to dodanie pauzy i zwrócenie szczególnej uwagi na dany fragment.

Lżejsza od swojego cienia – okładka.

Jak udawało ci się łączyć prace nad albumem z pracami nad zinem? Traktowałaś go jako odskocznię od regularnego rysowania?

Aby móc kontynuować prace nad albumem potrzebowałam zina, ponieważ jego sprzedaż była częścią moich dochodów. Trudno było znaleźć czas na oba projekty, ale trzeba zachować równowagę, ponieważ zrobienie dużego komiksu zajmuje dużo czasu, ale nie daje pieniędzy, dopóki się go nie skończy.

Te przepisy i wyszywanki, jakimi dzieliłaś się w zinach, to twoje projekty, które sama testowałaś?

Oczywiście!

W „The Green Bean” wspomniałaś o chęci przeniesienia na formę dłuższego komiksu śmiesznych opowieści o swoim dziadku. Poczyniłaś już jakieś kroki w tym kierunku?

Nie, jeszcze nie, ale mam nadzieję, że kiedyś to zrobię.

Stworzyłaś monumentalne dzieło. I jak na razie jedyne. Nie obawiasz się zaszufladkowania: O, Katie Green, ta od anoreksji?

Tak! To dla mnie duże zmartwienie i prawdopodobnie główny powód, dla którego nie stworzyłam drugiego komiksu.

Gdybyś spotkała osoby, które cię prześladowały w szkole czy skonfrontowałabyś się z nimi? Wyrzuciła im, że to pośrednio przez nie zachorowałaś?

Nie, nie mam im nic do powiedzenia.

Swoich rodziców przedstawiłaś z jednej strony jako kochające i troskliwe osoby, od których otrzymałaś dużo wsparcia. Z drugiej, podkreśliłaś jak bardzo byli irytujący i nie potrafili ci pomóc. Wciąż masz do nich żal o brak zrozumienia i ich zachowanie?

Tak naprawdę nie odczuwałam żalu, tylko frustrację. Nie mogli bardziej się postarać ani być bardziej ofiarni, próbując mnie wspierać. Sądzę, że pod wieloma względami to było dla nich tak samo trudne doświadczenie, jak dla mnie i przechodzą własny proces dochodzenia do siebie.

Twój komiks, mimo że opisuje prywatne doświadczenia, jest swego rodzaju poradnikiem czego unikać, jak rozpoznawać objawy anoreksji, gdzie szukać wsparcia itd. Otrzymałaś jakiś feedback ze strony środowisk medycznych?

Tak, zostałam zaproszona do wygłoszenia wielu wykładów dla pracowników medycznych. Myślę, że przeczytanie historii napisanej z perspektywy pacjenta jest pomocne dla lekarzy i pielęgniarek, pomaga im zrozumieć zaburzenie, które może być bardzo trudne do wytłumaczenia.

Komiks jest dobrym medium do zaprezentowania fizyczności. Tego jak my się widzimy i jak widzą nas inni. Ty w swoim dziele idziesz o krok dalej opisując swoje ciało przechodzące przemiany w związku z chorobą, ale też ciało – obiekt. W kontekście medialnej obsesji na punkcie ciała i dzisiejszych standardów, miałaś takie momenty, że zastanawiałaś się czy odpowiednio się zilustrowałaś, czy ty z komiksu reprezentujesz siebie z rzeczywistości, czy czytelnik uwierzy, że byłaś szczupła i chora?

Zawsze zastanawiałam się, czy dokładnie siebie zilustrowałam, ponieważ – jak wyjaśnia komiks – moje postrzeganie rozmiaru i kształtu mojego ciała zmieniało się wraz z tym, jak się czułam. Niekoniecznie byłam świadoma rzeczywistości. Starałam się być tak dokładna, jak tylko mogłam, ale moja percepcja nie zawsze była miarodajna.

Zin The Green Bean – okładka.

Ciało pełni w twojej historii jeszcze jedną rolę. Jest przedmiotem wykorzystanym w akcie absolutnej władzy i kontroli przez osobę, której ufałaś bezgranicznie. Jego żona zdaje się wiedział o wszystkim, a mimo to nie reagowała i pozwoliła na odarcie cię z godności. Dużo mówi się o wtórnej wiktymizacji ofiar. Ty sama w jednej ze scen piszesz, że zasłużyłaś na to, co cię spotkało. Ile czasu zajęło ci dojście po tych wydarzeniach do punktu końca traumy i normalnie spojrzałaś na swoje ciało i potrzeby?

Powrót do zdrowia po traumie, takiej jak wykorzystywanie seksualne, jest zawsze procesem ciągłym, więc nie sądzę, abym doszła do końca. Pamięć o tych wydarzeniach nie wpływa już na moje codzienne życie i samopoczucie, ale zawsze będzie częścią mnie.

W przypadku komiksów z wątkiem nadużyć na tle seksualnym – o ile w ogóle ich obecność jest poruszana przez recenzentów i czytelników – spotkałam się już z reakcjami, że autorki próbują w ten sposób zwrócić na siebie uwagę, że to ekshibicjonizm i nadmierne oczernianie sprawcy. Jako autorka podejmująca ten temat doświadczyłaś podobnych zarzutów?

Nie. Miałam szczęście, że nie spotkałam się z takimi reakcjami.

Wiem, że to trudny temat, ale w ostatnich latach, także za sprawą ruchu #metoo, powstają antologie komiksowe opisujące przemoc seksualną. Wzięłabyś udział w takim projekcie, niekoniecznie nawet opowiadając własną historię, a będąc na przykład tylko rysowniczką czyichś wspomnień?

Otrzymałam propozycje udziału w kilku takich projektach, ale musiałam odmówić, ponieważ było to dla mnie zbyt bolesne wspomnienie.

Wpadły ci w ręce inne komiksy o zaburzeniach odżywiania lub przemocy seksualnej? Jakbyś je oceniła?

Przed stworzeniem mojego komiksu przeczytałam wszystkie publikacje na temat zaburzeń odżywiania, które byłam w stanie zdobyć. Żadna z nich nie opowiedziała tej historii w sposób, który do mnie przemówił, dlatego czułam, że muszę napisać swoją własną. Nie czytałam natomiast wielu publikacji o przemocy seksualnej.

Od brytyjskiego wydania albumu minęło sześć lat, od amerykańskiego już pięć. Od 2014 roku nie mamy też nowych numerów zina „The Green Bean”. Czujesz się zmęczona komiksową formą? Nie wrócisz już do swojej zinowej twórczości skupiając się jedynie na prywatnych zleceniach, podcastach i własnym biznesie?

W tym roku ukazał się w końcu nowy numer „The Green Bean”. Prawdę mówiąc, po opublikowaniu „Lżejszej od swojego cienia” walczyłam ze swoim zdrowiem psychicznym, więc musiałam zrobić sobie przerwę. Bardzo chciałabym zrobić kolejny, dłuższy komiks, ale dopiero wtedy, gdy będę gotowa.

 

Rozmawiała Sylwia Kaźmierczak

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *