0

Zbyt szybko, zbyt słodko. Recenzja mangi „Pieta” t.2

W pierwszym tomie Piety dało się wyczuć nostalgię za oldschoolowymi mangami w stylu Oniisama E, przepełnionymi dziewczęcymi dramatami. Było to też studium depresji i dysfunkcyjnej rodziny. Czy zmiany zaserwowane przez autorkę w recenzowanej części mają pozytywny wpływ na historię?

Po wszystkich nieszczęściach, jakich Rio doświadczyła w poprzednim tomie, w końcu pojawił się promień nadziei na poprawę sytuacji. Dramatyczny środek wybrany przez bohaterkę, stanowiący niejako akt desperacji i – być może – będący próbą zwrócenia na siebie uwagi Sahoko, przyniósł całkiem wymierne rezultaty. Większość akcji drugiego tomu rozgrywa się w szpitalu, gdzie dziewczyna dochodzi do siebie po wypadku. Poznajemy więcej szczegółów z dzieciństwa bohaterek, swój finał znajduje także kwestia rodziców Rio i jej dziedzictwa. Dziewczyna bierze się w końcu w garść, dzięki czemu udaje jej się zamknąć kwestię rozdzielności majątkowej. Wraz z Sahoko kontynuują swoją relację, która w tym tomie zaczyna przypominać zabawę w dom, ale na pewno nie w partnerskiej relacji.

Haruno Nanae nie szczędzi zmian w kreacji bohaterów. Rio staje się irytująco kapryśna, jej rodzice pozostają źli i obojętni na los córki. Małżeństwo Minorich traci funkcję statystów i jako pełnoprawni bohaterowie uczestniczą w życiu dziewcząt, zastępując im najbliższych. A Sahoko? Dziewczyna wciąż poświęca się opiece nad Rio, dzielnie i wiernie trwając u jej boku. Bez chwili refleksji zupełnie zatraca się w tej uzależniającej relacji, całkowicie podporządkowującą swoje życie przyjaciółce. W zestawieniu z rozsądkiem i dojrzałością Sahoko z pierwszego tomu, szczególnie rzuca się w oczy ta niekonsekwencja w prowadzeniu postaci.

Graficznie recenzowana część zachowuje standard z poprzedniej odsłony. Duże zastrzeżenia budzi natomiast warstwa fabularna. Pierwszy tom budował relacje między bohaterkami powoli, dając każdej z nich przestrzeń na zobrazowanie uczuć. Obie orbitowały wokół siebie, zagubione i pełne obaw, dzieląc wspólne doświadczenia z młodości. Był całkiem udanym, choć nie pozbawionym wad, dramatem psychologicznym, w centrum którego umieszczone zostały toksyczne relacje. W tej odsłonie depresyjny klimat ustępuje miejsca nadmiarowi słodyczy oraz pozytywnemu i intensywnemu biegowi zdarzeń. Czarę goryczy dopełnia zbyt duża liczba zbiegów okoliczności przytrafiających się bohaterce. Autorka wręcz nas nimi bombarduje. Efekt jest taki, jak gdyby Haruno Nanae bała się skrzywdzić Rio. Jest w tym na tyle konsekwentna, że uszczęśliwiając Rio, pcha w jej ramiona Sahoko, czyniąc z niej postać zupełnie bierną i nijaką. A przecież była to manga z dwiema równorzędnymi bohaterkami. Miernego odbioru tego tomu nie poprawia przeniesienie akcji z murów szkoły do murów szpitala i zastąpienie scen dramatycznych romantycznymi.

Haruno Nanae pokazała w pierwszym tomie Piety, jak czerpiąc garściami z gatunkowych schematów można je umiejętnie przełamać. W tomie drugim, przez konieczność szybkiego domknięcia wszystkich wątków skutkujące mało prawdopodobną i nudną fabułą, zaprzepaszcza to osiągnięcie. Tym samym seria, mogąca stać się kamieniem milowym nurtu yuri, jest tylko produkcją przeciętną, która szybko zniknie z pamięci czytelników.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *