1

Gdy stajesz się rodzicem dla swoich rodziców. Recenzja komiksu „Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym”

Są rzeczy, o których nie chcemy nie tyle nawet rozmawiać, co wręcz myśleć. Dla rodziców autorki, Roz Chast, takim tematem była powoli rozwijająca się starość i wszystko to, co ze sobą niesie: choroby, nieporadność, osłabienie, demencje, a także – śmierć. A czas płynie nieubłaganie.

Historia końca życia

Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym to autobiograficzny komiks rysowniczki znanej przede wszystkim z prac drukowanych na łamach „New York Times”. To również pierwszy jej album, który ukazał się w Polsce – wydany pięć lat po amerykańskiej premierze. Rysowany w stylu klasycznych komiksów prasowych, zawiera tak jedno czy dwustronicowe scenki, zdjęcia z rodzinnego albumu oraz fragmenty tekstowych opisów pozwalających umiejscowić nam w odpowiednim kontekście komiksowe wycinki.

Jest to również album warty przeczytania przez każdą i każdego – pokazuje bowiem te nazbyt często ignorowane i odkładane na półkę „zajmę się tym później, ponieważ mam jeszcze czas” sprawy. No, a poza tym to naprawdę dobry komiks.

Historia przedstawiona przez Roz Chast zaczyna się w momencie, gdy po dekadzie sporadycznych kontaktów z rodzicami narratorka przyjeżdża do nich w odwiedziny na Brooklyn. Nie przepada za tą dzielnicą Nowego Jorku, zbyt wiele wiąże z nim przykrych wspomnień z dzieciństwa, prześladowanego nieco tęsknotą za normalnym życiem i bardziej zwykłymi rodzicami. Sęk w tym, że Elizabeth i George Chast nie byli aż tak zdziwaczali, jak wydawało się nastoletniej Roz, chociaż mieli dość specyficzne nawyki oraz fobie. Niemałe znaczenie w relacjach pomiędzy rodzicami a ich jedyną latoroślą miał również fakt, że pojawiła się ona na świecie, gdy oni sami nie należeli już do młodzików. Zawsze również doskonale sobie radzili – albo przynajmniej takie sprawiali wrażenie, nie wymagając od córki niczego poza tym, aby żyła swoim życiem. Tym większy zatem szok przeżyła Roz, kiedy wróciła do rodzinnego domu swoich „staruszków”. Wszystkie dotychczasowe dziwactwa rodziców się uwypukliły, mieszkanie przypominało nieogarniętą graciarnię, postępująca demencja ojca wywoływała u niego coraz większe stany lękowe, a matka uważała, że wszystko sama ogarnie, lekarze to diabły wcielone i wcale a wcale nie ma niczego złego w jeździe samochodem z jednym zaklejonym okiem. Krótko mówiąc – nadszedł czas, w którym Roz musiała nie tylko im pomóc, ale również poznać wszelkie detale dotyczące ich chorób, finansów, ubezpieczeń czy emerytur. Musiała stać się rodzicem dla swoich rodziców.

Fikcja, nie-fikcja

„Rozpakowanie” Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym dla celów niniejszego tekstu nie jest proste. Mamy bowiem do czynienia z komiksem autobiograficznym, zawierającym informacje dotyczące prywatnego życia autorki, ale jednocześnie będącego twórczym przeobrażeniem tych samych, rzeczywistych wydarzeń. A zatem jest to dzieło znajdujące się pomiędzy fikcją oraz nie-fikcją, do pewnego stopnia poddane modyfikacjom wynikającym z wymagań komiksowego medium oraz charakterystycznego stylu storytellingowego Chast. Ale również i takim, które zapewnią pozostałym bohaterom oraz bohaterkom anonimowość, jak i dotknięte nieuniknioną (nie)świadomą autocenzurą. Pozostaje, oczywiście, oceniać to, co ostatecznie znalazło się w komiksie, potraktować to jak każdą inną historię. Zawsze jednak gdzieś z tyłu głowy pozostaje myśl, że to opowieść o czyimś życiu oraz śmierci. Nie pozwalają o tym zapomnieć umieszczone w książce zdjęcia pochodzące z czasu, gdy Roz porządkowała opuszczone już mieszkanie rodziców czy też zamieszczone na końcu szkice przedstawiające rodziców tuż przed śmiercią. Tworzy to bardzo trudną sytuację dla osoby mającej ocenić ten komiks jako tekst kultury, ale również stanowi istotny element samego odbioru.

Pamiętając, że to, o czym czytamy, to nie jest czysta fikcja, pochylamy się z większą uwagą nad tym, co Chast próbuje nam nie tylko opowiedzieć, ale również doradzić, pokazać momenty, w których sama popełniła błędy, ustrzegając nas przed nimi. Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym można czytać też bowiem jako niecodzienny poradnik, pomoc w przygotowaniu się na to, co w życiu nieuniknione, przestrogę czy emocjonalne wsparcie („nie tylko ja przez to przechodzę”, „nie tylko ja popełniłam/łem takie błędy”). Jednocześnie nie upiększa swoich relacji z Elizabeth i Georgem, upamiętnia nie tylko ich samych, ale również wszelkie ich dziwactwa, lęki czy humory. Pokazuje, jak na nią wpływali i jak wielkim wyzwaniem okazała się opieka nad dotkniętymi niemocą czy demencją rodzicami – jak sama reagowała na trudne sytuacje, nieraz robiąc coś, czego później żałowała.

Obowiązek dziecka, obowiązek córki

Roz jest jedynaczką, dlatego też nie miała z kim podzielić się koniecznością opieki nad rodzicami. Jeździła do nich sama, zostawiając własne dzieci pod opieką – zapewne – męża. O tym, jak przez osiem lat do śmierci matki, wyglądało życie rodziny, którą sama założyła, niewiele nam opowiada. Nie wiemy zatem, jak wyglądały relacje dziadków i wnuków, czy mąż jej pomagał również w opiece, czy może zupełnie od tego się odciął. Ba! Opierając się na samym komiksie, nie wiemy nawet czy partner z Roz przez ten czas pozostał. Dlaczego o nim wspominam? Ponieważ zadziwiająco często opieką nad osobami jej wymagającymi obarcza się właśnie kobiety – niezależnie od tego czy potrzebują przy tym wsparcia, czy nie. Fabularna nieobecność męża sprawia, że nie wiemy, w jakim stopniu społeczne normy kulturowe wpłynęły na takie a nie inne wydarzenia.

Poza tym, Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym jest również komiksem o relacjach między członkami rodziny: starych rodziców z córką. Roz w rozdziale poświęconym porządkowaniu rzeczy Elizabeth i George’a wspomina, że przeraża ją myśl, co zostawi własnym dzieciom po sobie. Dlaczego więc nie włączyła ich w ten proces? Były zbyt małe? Niezainteresowane? Co się tam stało? Być może Chast nie zdecydowała się wspominać o dzieciach i mężu, aby zachować ich anonimowość – w końcu w momencie sportretowania ich w tekście kultury może już na zawsze w wyobraźni czytelników odmalować ich w niechciany sposób. Podobna decyzja wydaje się być racjonalna z punktu widzenia dbania o rzeczywistych bohaterów komiksu, a z drugiej pozostawia niedosyt w kwestii samej historii.

Naprawdę warto przeczytać

Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym nie jest miłą i zabawną historią, chociaż od czasu do czasu autorka przedstawia niektóre zachowania rodziców oraz swoje w wyraźnie komediowym tonie. To również historia potrzebna w XXI wieku oraz w tak zwanej kulturze zachodniej, zmuszająca do refleksji, wywołująca poczucie smutku oraz zadumę.

Zobacz także:

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *