0

Nie ufajcie tytułowi. Recenzja mangi Kabi Nagaty

Dziesięć lat to szmat czasu. Zdawać by się mogło, że wystarczająco długo by spróbować uporządkować swoje życie i znaleźć jakiś cel. To właśnie ten okres i zmagania z rzeczywistością są tematem „My Lesbian Experience with Loneliness” Kabi Nagaty. Żyjąca w odizolowaniu i nieświadoma własnych potrzeb bohaterka szybko rzuca studia i podejmuje się dorywczych prac. Wkrótce jednak zaczyna doskwierać jej poczucie braku przynależności. Dziewczyna popada w depresję, zaburzenia odżywiania, zaczyna się samookaleczać. Sytuacji nie ułatwiają rodzice, wiecznie martwiący się o pozycję zawodową córki, oczekujący od niej rzeczy nierealnych. Jej zmienne zachowania skutkują utratą pracy i tej garstki znajomych, którą miała. Goniąc za tajemniczą dorosłością, wciąż szukając zajęcia, bohaterka w końcu dociera do punktu zwrotnego. Z małą pomocą odkrywa, w czym czuje się dobra i czym chce zajmować się w życiu. A w poszukiwaniu bliskiej osoby oddaje się w ramiona prostytutki w hotelu miłości. Ma wtedy 28 lat.

Swój komiksowy dziennik Nagata pierwotnie publikowała na japońskiej platformie dla artystów Pixiv. Stał się na tyle rozpoznawalny i popularny, że zwrócił uwagę wydawcy East Press, który w 2016 roku wydał go w formie albumu. Rok później po tytuł sięgnęli Amerykanie. Manga zdobyła uznanie czytelników i krytyków, czego efektem była Nagroda Harvey’a oraz czołowe miejsca w różnych rocznych podsumowaniach. Za kilka dni ukaże się także polskie wydanie pod tytułem „Moje lesbijskie doświadczenia w walce z samotnością”, za które odpowiada Studio JG.

Nie ufajcie tytułowi i ilustracji z okładki obiecującym gorące, safickie momenty. Czytając opis wydawcy można odnieść wrażenie, że bohaterka to zakompleksiony, nieodpowiedzialny milenials płatnymi przygodami na jedną noc rekompensujący sobie swoje niedostosowanie społeczne. Nic bardziej mylnego. Owszem manga zaczyna się i kończy sceną łóżkową, ale seks jest tu tylko kołem napędowym za pomocą którego rusza cała machina opisująca skomplikowane życie autorki. Sam seks w wydaniu Nagaty jest nieporadny, krępujący. Zupełnie inny niż pokazują go media, jako fantastyczne doświadczenie i narzędzie, które może sprzedać wszystko. Mało tego, seks nie przynosi jej spełnienia, nie staje się remedium na problemy. Jest po prostu kolejną rzeczą odhaczoną na liście rzeczy jakie robią dorośli, a przecież to do tej dorosłości wciąż dąży bohaterka. Warte zaznaczenia jest, że rynek płatnych usług seksualnych autorka pokazuje z respektem.

Obserwowanie zmagań kobiety, opisanych ze wszystkimi krępującymi szczegółami, bywa szokujące, ale nie jest dołujące. Wszystko za sprawą angażującego, często humorystycznego ujęcia tematu, w którym nie brak drobnych, odniesień do kultury masowej. Dokonując introspektywy, Nagata serwuje nam jedynie te zdarzenia, które jej zdaniem były najważniejsze i ostatecznie zaczęły ją kształtować. A mamy tu cały przekrój problemów dotykających słabsze psychicznie jednostki: nierozumienie potrzeb, naiwność, nieprzystosowanie do realiów społeczno-ekonomicznych, potrzeba atencji i bezwarunkowej akceptacji, destrukcyjne zachowania.

Ile to już razy popkultura przemieliła obraz życiowego nieudacznika szukającego sposobu na wyjście z sytuacji czy też historii o dorastaniu z queerowym wątkiem w tle. W samym tylko 2018 roku mieliśmy w Polsce kilka komiksów obyczajowych, w których pojawia się temat depresji i innych zaburzeń (z „Weź się w garść” i „Lżejszą od swojego cienia” na czele), jak również komiks, którego bohaterki, podobnie jak Nagata, płyną pod prąd społeczno-rodzinnych oczekiwań („Czy chcesz zostać starą panną?”). Mimo to, MLEWL pozostaje pozycją oryginalną i ważną, szczególnie dla rodzimego rynku mangowego i czytelników komiksów z lesbijkami. Nie uświadczymy tu typowych dla gatunku yuri tropów, bohaterka nie jest istotą nieskazitelną, jej preferencje są istotnym ale nie decydującym dla fabuły elementem, a zamiast fantastyki dostajemy brutalny realizm. To zbliża komiks Nagaty do queerowych korzeni gatunku. Manga ma też do zaoferowania więcej niż jej zachodnie odpowiedniki z ich ugrzecznionym i coraz częściej powielającym klisze ujęciem tematu.

MLEWL jest dobrym materiałem badawczym dla gender studies. Ważny element fabuły stanowi wpływ matki i relacji z nią na kształtowanie się tożsamości bohaterki. Tożsamości, której długo pozostaje nieświadoma. Nim dotrze do momentu samookreślenia, przechodzi etap nieidentyfikowania się z żadną płcią. Nagata przełamuje też tabu płatnego seksu będącego męską domeną. Tutaj to ona jest klientką żeńskiej agencji. I korzysta z niej więcej niż raz. Z mangi dowiemy się też, jak w Japonii postrzega się lesbijki noszące męskie ciuchy i bez makijażu.

Pod względem graficznym komiks cechuje stała struktura czterech szerokich, najczęściej pozbawionych tła kadrów na stronę. Opisując trudne tematy, autorka stosuje wizualne odniesienia do tego, co dzieje się w jej głowie. Postaci ludzi rysowane są w uproszczonym, karykaturalnym stylu, z japońskiego slangu określanym mianem „chibi”. Całość utrzymana jest w duotonie.

MLEWL to intymność, zdrowie psychiczne oraz tożsamość seksualna w kontrze do odwiecznej próby sprostania oczekiwaniom rodziców i dojścia do samoakceptacji. Rewelacyjne opowiedziana, w kilku miejscach zaskakująca, tragikomiczna historia wyłamująca się z gatunkowych schematów.

Polecam waszej uwadze również „My Solo Exchange Diary”, w którym Kabi Nagata kontynuuje swoją walkę, przy okazji konfrontując się z rodzicami i próbując żyć na własną rękę.

 

Tekst powstał na bazie wydania amerykańskiego

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *