0

Słaby odcień czerwieni. Recenzja albumu „Krew”

Choć może wydać się to pewnym zaskoczeniem, mieliśmy już na polskim rynku komiksowym publikacje z krwią jako motywem przewodnim. I choć obie ukazały się w drugim obiegu i nosiły feministyczne konotacje (krew w ujęciu menstruacyjnym), warte są odnotowania. Pierwszą był zin „Bloody Strips” wydany w 2006 roku przez znaną ze sceny anarchistycznej Bordową. To wydanie zawierało zbiór polskich i zagranicznych shortów, które w dowcipny i pozytywny sposób pokazują kobiecą przypadłość. W 2015 roku światło dzienne ujrzało „Bloody Strips 2” kontynuujące wątek, tym razem z pracami polskich twórczyń. Trzecie podejście to już w pełni profesjonalny album wydany nakładem Centrali, w którym z szerokim tematem krwi w kulturze mierzą się artystki zaproszone przez Beatę Sosnowską.

Na nieco ponad 40 stronach zamieszczonych zostało dziewięć nowelek. Zbiór otwiera praca Sosnowskiej o odwiecznej walce płci, tym razem wpisanej w dzieło stworzenia człowieka. Natalia Kulka dokonała reminescencji dzieł malarstwa europejskiego. Maria Kadyszewska odwołuje się do autodestrukcji i samookaleczania. Anna Krztoń i Aga Gójska mówią o przodkach i dziedziczonych po nich cech. Olga Wróbel motyw krwi wplata w walkę klas, a Zavka w charakterystyczny dla siebie, psychodeliczny sposób opowiada krwawą historię zamachu. Zbiór domykają proekologiczna opowieść Marty Zabłockiej i zamknięta w czterech ścianach blokowiska historia Katarzyny Kowalczyk.

Kto choć trochę interesuje się sceną niezależną polskiego komiksu słyszał zapewne w kuluarach o trwających pracach nad „Krwią”. Sama Beata Sosnowska, twórczyni zaangażowana, indywidualnie i kolektywnie biorąca udział w kobiecych projektach komiksowych, wspominała o albumie kilkukrotnie przy okazji różnych spotkań i wywiadów. Miał to być projekt wyjątkowy, powierzony w ręce kobiet, za sprawą historii których rozpocznie dyskurs gender i zredefiniuje obecne w kulturze obrazy krwi. Redaktorka wydania pisze w przedmowie, że chciała uniknąć oczywistych feministycznych nawiązań. Udaje się to wszystkim autorkom z wyjątkiem niej samej. Mało tego, są w tym na tyle skuteczne, że w roli postaci wiodącej niemal każdego z zamieszczonych tu komiksów można obsadzić mężczyznę, a wymowa nie zmieni się. Katarzyna Kowalczyk idzie jeszcze krok dalej, zupełnie marginalizując kobiecy charakter antologii.

Ten projekt przypomina casus „Istoty”. Zrealizowany na znacznie mnieszą skalę, ale również zapowiadany jako kobiece spojrzenie, HERstory wpisane w temat mocno zakorzeniony w sferze społecznej, jak i religijnej. Obrana forma publikacji dawała możliwość nadania pewnych ram i spójnego ich przetworzenia. Zamiast tego otrzymujemy krótkie, pełne oczywistości, uniwersalne i zupełnie niewywrotowe nowelki. Autorki skaczą z tematu na temat nie angażując czytelnika i pozostawiając go z poczuciem nijakości. Jest to tym bardziej rozczarowujące, że w albumie znalazły się tak znakomite nazwiska jak Krztoń, Wróbel i Sosnowska.

Brak spójnej wizji daje o sobie znać także w warstwie formalnej. Tylko dwie z dziewięciu prac zawierają dialogi. W przypadku pozostałych to na stronie wizualnej spoczywa zatem ciężar opowiedzenia historii. I niestety nie każda z autorek wychodzi z tego obronną ręką. Kulka, Gójska i Kowalczyk stworzyły cykle plansz, które trudno zebrać w sensowną całość. Dodatkowo, zarówno Kulka, jak i Zabłocka zrezygnowały w swoich pracach z czerwieni co, w zestawieniu z pozostałymi, zubaża ich wymowę. Mimo wszystko, to rysunek pozostaje mocną stroną „Krwi” scalając klasyczny styl komiksowy z nowymi formami.

Album Centrali jest komiksową ciekawostką, pokazującą co jeszcze da się „wycisnąć” z motywu krwi. Projektem z ambitnymi założeniami którym nie sprostał.

 

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *