0

„Istota”. Dwugłos o albumie

Sylwia Kaźmierczak: „Istota”, powstały z inicjatywy Agaty ‚Endo’ Nowickiej i Aleksandry Hirszfeld pierwszy polski komiks erotyczny opowiadany z perspektywy kobiet, trafił do sprzedaży. Pojawiło się kilka recenzji, odbyło się spotkanie premierowe. Czas podsumować zatem nasze odczucia dotyczące „Istoty”. W moim przypadku będzie to sporo zarzutów.

Olga Wróbel: Chciałabym napisać, że moje pochwały zrównoważą krytykę Sylwii, jestem świeżo po lekturze komiksu, któremu – już po zarejestrowaniu negatywnych opinii – postanowiłam dać ekstra kredyt zaufania. Niestety, kredyt rozszedł się po pierwszych dwudziestu stronach, ustępując miejsca niedowierzaniu. To jest ta „Istota”, na którą tak długo czekaliśmy i czekałyśmy, poprzedzona solidną promocją i dwiema zbiórkami w serwisach crowdfundingowych??? To musi być pomyłka! (to nie jest pomyłka)

SK: Myślę, że głównym problemem „Istoty” jest to, jak poprowadzona została akcja reklamowa. Przy okazji uruchomienia kampanii na Kickstarterze zapowiedzi brzmiały dość szumnie i, jak się potem okazało, mocno na wyrost. Każda z nas wypracowała sobie jakieś oczekiwania względem tej publikacji. Mając na uwadze kto odpowiada za „Istotę”, liczyłam na album po pierwsze z szerokim spojrzeniem na kobiecą seksualność, po drugie wchodzący w jakiś społeczno-kulturowy dialog. Naprawdę oczekiwałam większej otwartości w kwestiach np.: używania gadżetów, BDSM z kobietą-dominą, swingingu, trans, problemu z osiągnięciem orgazmu, seksu ciężarnych, osób starszych czy z niepełnosprawnością. Wpisania tych scen w jakiś szerszy kontekst: obrzędów, legend, innego okresu historycznego.

„Auto” Agaty Nowickiej

OW: Fakt – długie oczekiwanie z pewnością rozbuchało wyobrażenia o finalnym produkcie. Robiłam wywiad z Aleksandrą Hirszfeld dla Krytyki Politycznej, prowadziłam poświęcone kobiecemu komiksowi erotycznemu spotkanie na wydarzeniu „Niech Żyje Komiks!” w grudniu 2017. Aleksandra bardzo ciekawie opowiadała o założeniach albumu, który nazwiskiem firmowały naprawdę utalentowane artystki. Miałam pewne obawy – kobieca erotyka to temat, w którym łatwo wyłożyć się na mieliźnie stereotypu, że kobiety mają zgoła odmienne od mężczyzn potrzeb

y seksualne, że chcą jednak tych róż, koronek, czułości i satynowych prześcieradeł, a nie fiuta, cipy i wydzielin, mówiąc bez ogródek. Owszem, doświadczenia kobiet są (lub bywają) inne, ale nie wynika to z prymitywnie pojmowanej fizjologii ciała i mózgu, tylko z wpojonych nam wzorców kulturowych. A to jest jednak zasadnicza różnica. Przykładowo: krzyk podczas orgazmu lub jego brak. Nie powinniśmy koncentrować się na budowie strun głosowych kobiety, ale raczej na jej wzorcach: czy ma wpojone przekonanie, że jej rozkosz powinna być dyskretna i nieeksponowana, bo ważny jest partner? A może ten krzyk nie jest szczery i spontaniczny, może jest właśnie wyuczonym sposobem chwalenia samca?

Druga pułapka czai się w zagadnieniach strony wizualnej – jak pokazać kobiece ciała w sposób dosłowny, unikając przesadnej estetyzacji? Wiecie, te wszystkie włosy wokół sutków i odbytu, kolory genitaliów, faktury warg sromowych i moszny, ślina na ustach, orgazmiczne grymasy. Część składowa seksu. Jako dojrzała kobieta nie chcę oglądać kolejnych pin-ups upozowanych jak u Manary. Jak to wyszło w „Istocie”?

SK: Początek jest niezły. Bohaterka Wyspy (rys. Dagmara Matuszak) spotyka bożka płodności i oddaje się przyjemnościom, sama stając się aktywną i pożądliwą. Historia nie zaskakuje, ale w kategorii rysowanego erotyka spełnia standardy.

OW: Zgoda. Jedyny komiks w antologii, przy którym coś mi drgnęło w podbrzuszu. Ładny rysunkowo, szczególnie malarska rozkładówka, no i ten bożek całkiem w moim guście, chociaż finałowe kadry niezamierzenie (?) śmieszne – oto udany seks unosi bohaterkę w niebiosa. Treść raczej prosta – kobieta też może pożądać, może być dzika i aktywna. Uznałam, że na rozgrzewkę może być. Gorzej, że z perspektywy czasu widzę, że ta gra wstępna była wszystkim, co album oferował. Jakby ktoś polizał mnie po uchu, poszedł na chwilę do łazienki i nigdy nie wrócił…

SK: Auto Agaty Nowickiej to z jednej strony laurka dla masturbacji, co samo w sobie nie byłoby niczym złym, z drugiej zaś nachalna autopromocja „Istoty”. Tutaj w formie komiksu polecanego bohaterce przez sprzedawcę w komiksowej księgarni. I to porównywanie do Phoebe Gloeckner i Kominsky-Crumb! Obie autorki już w latach 70. i 80. ubiegłego stulecia otwarcie i bezkompromisowo pokazywały seks i wiele kwestii z nim związanych: czyniły bohaterki przedmiotami w rękach mężczyzn, ofiary seksualnej przemocy, ale też nimfomanki kierowane nie tylko seksualną żądzą. W zestawieniu ze wspomnianymi „Istota” wygląda jak niewinny fanfic.

OW: Komiks Endo pokazuje świat, który wygląda jak nasz, a jednak jest projektem, oby nieodległym w przyszłości – oto gej wspomina o swoim mężu, a bohaterka idzie do wielkiego sklepu komiksowego, w którym jest zorientowany w temacie sprzedawca i sporo ludzi. HA HA.

Co do reszty, znów zgadzam się z przedmówczynią – dowiadujemy się, że kobiety rozmawiają o seksie ze znajomymi, lubią się masturbować i przydaje się do tego dildo. Mogą też mieć wytrysk, ale informację wyłapałam z planszy dlatego, że wiedziałam o tym zjawisku wcześniej. Mamy rok 2018, mamy drugi z siedmiu komiksów „Istoty”. Nadal nie dowiedziałam się niczego szczególnego o kobiecym pożądaniu. Scena w księgarni komiksowej jest tak drętwa i okropnie napisana, że wciąż byłam nią zażenowana podczas rozkładówki masturbacyjnej i nie mogłam się skoncentrować na jej walorach erotycznych. Product placement „Istoty” w „Istocie” przypomina wdziękiem i subtelnością polskie seriale, w których bohaterowie bez żenady wyciągają z lodówki Sok Znanej Marki i piją długo, mlaskając z zachwytem. Poza tym po co reklamować TEN komiks w TYM komiksie? Już (powiedzmy) kupiłam „Istotę”, właśnie ją czytam, no nie? To równie skuteczne jak klip potępiający piractwo na nabytym legalnie DVD.

„Osmoza” Agaty Bogackiej

SK: Idea wiernie ukazana przez Joannę Krótką w duchu japońskiego komiksu odwołuje się do oczywistych skojarzeń manga=hentai=macki. Prymitywna fantazja.

OW: Poprawnie narysowane, raczej banalne imaginarium, waginalne ostrygi, falliczne macki, otwarte rybie pyszczki, kobieta prześlizgująca się przez wodę, psychoanalityczny żywioł seksualności. W dodatku tutaj nie mogłam pozbyć się wrażenia, że tytułowa Istota gdzieś się zagubiła i oglądamy męską fantazję – spójrzmy na kadrowanie, na rozłożone na wznak nagie ciało ponętnej kobiety o orientalnych rysach. Zaznaczam też, że to komiks numer trzy i trzecie ciało idealne – smukłe, dziewczęce, o sterczących piersiach i gładkiej skórze.

SK: Sfera (rys. Ewa Juszczuk) będąca kosmologicznym spojrzeniem na kobiecy orgazm jest bardzo artystyczna i wyuzdana. Dla mnie najbardziej udana opowieść w całym zbiorze.

OW: Sfera jest nieoczywista graficznie, treściowo natomiast znów bez szału: kobiecy wytryski istnieje, cipki mają różne kształty, można skorzystać z gadżetów w celu osiągnięcia kosmicznego orgazmu. No spoko. Gdyby ktoś przystawił mi pistolet do głowy, każąc wybrać z albumu coś, co mi się podoba, pewnie oddałabym głos na Juszczuk.

SK: Osmoza z rysunkami Agaty Bogackiej chce trochę wchodzić w dyskurs, ale robi to źle. Osoba zaangażowana w sprawy kobiece (Czarny Protest) vide feministka, eksperymentuje z kobietą. Gdzieś tam w tyle pozostaje zaplecze w postaci mężczyzny. Czyli nieheteronormatywne są osoby reprezentujące konkretne poglądy (pamiętajmy, że w żadnym innym shorcie nie ma odniesień do polityki), a jak już przychodzi do seksu to ograniczony do jednej strony (!) akt – a przecież jest to album erotyczny – jest zupełnie nijaki. Czyli co, dwie kobiety mogą co najwyżej oglądać sobie wzajemnie cipy, a nigdy ostro rżnąć?

OW: Komiks Bogackiej jest ładnie zakomponowany graficznie, chociaż artystka operuje raczej planszami niż planszami złożonymi z kadrów, mamy też sikającą autoreferencję. Przy okazji, nie mogę zrozumieć do końca kadru ze strony siódmej – jedna z dziewczyn robi zdjęcie drugiej, która…? Która co robi, malinkę na swoim przedramieniu? Nie jestem w stanie dojść do znaczenia tej konfiguracji. Tradycyjnie już niejako zgadzam się z Sylwią – na Czarny Protest najwyraźniej chodzą lesbijki oraz osoby skłonne do seksualnych ekscesów, bo chyba tak w heteronormatywnej optyce albumu należy potraktować fakt, że druga z bohaterek pod nieobecność chłopaka figlarnie obnaża się w towarzystwie koleżanki i pozwala sobie wsunąć palec w pochwę. Pochwa jędrna, cycki jędrne, kobiety takie wyzwolone. NOOOOT.

SK: Rozmowa (rys. Ada Buchholc) to łopatologiczna tyrada. Choć sygnalizuje kilka zagadnień o których wspomniałam na początku, to podaje je w przegadany i dydaktyczny sposób.

OW: Kolejny komiks pełen strasznych, wykoncypowanych dialogów.

– Nie wiedziałam, że mogę mieć tyle orgazmów, kiedy idę z kimś pierwszy raz do łóżka.

To mówi ona. A on odpowiada:

– Cieszę się, że poszłaś ze mną do łóżka.

I leżąc na łóżku, jeszcze nadzy, przybijają piątkę. Jeżeli powiem, że to jedna ze zgrabniejszych scen w tym komiksie, to wprawdzie nie uwierzycie, ale powinniście. Dalej jest o wiele gorzej.

„Rozmowa” Ady Buchholc

Najdziwniejsze, że nie mogę się przekonać do stylu, w którym Ada Buchholc rysuje tę historię – uwielbiam jej ilustracje, ale tutaj ani kształt ciał, ani kolory, wszystko jest jakieś dziwaczne i wymęczone. W kadrze na drugiej stronie niepokojąco objawia się brodata głowa Roberta Rienta, długo wpatrywałam się ze zgrozą w rysunek i nie chciało wyjść inaczej, Rient jak malowany.

Co wynika z tej koszmarnej gadaniny? Cóż, gdybyście sami nie byli w stanie przeniknąć zamysłu autorek, bohaterka w ostatnim kadrze wykłada kawę na ławę: „Ja naprawdę lubię seks”. NIEMOŻLIWE. Kobieta lubi seks. Z różnymi mężczyznami, w różnych konfiguracjach. To już kolejna, po poinformowaniu nas o istnieniu dildo, odważna konstatacja w tym albumie.

Na marginesie, dla statystycznego porządku: młode ciała, piękne twarze, wszystko sterczy. Pojawia się też druga reklama komiksu „Istota”, wiecie, tej niebanalnej publikacji o kobiecym pożądaniu.

SK: W opowiadaniu Kosmos (rys. Katarzyna Borkowska) dojrzała kobieta dawała nadzieję na historię o seksualności staruszków. Gdy w obsadzie pojawił się młodzieniec, liczyłam, że będzie chociaż mowa o kompleksie Edypa. Niestety, całość zostaje sprowadzona do seksu w próżni w warunkach wirtualnej rzeczywistości.

OW: Hej, zgadnijcie: jaka jest starsza kobieta w finałowej historii „Istoty”? Otóż jest piękna, ma jędrne ciało, jędrne piersi, może odrobinę grubszy brzuch, obożejużniemogę. To daje nam równo ZERO ciał odbiegających od kanonu urody – zero różnorodnych ciał męskich, zero różnorodnych ciał damskich, zero różnorodnych ciał hybrydowych. Chcesz uprawiać seks? To lepiej trzymaj brzuch w ryzach i nie pozwól mu się rozleźć ani zarosnąć. Tego wprawdzie autorki nie mówią, ale mówią wykreowane obrazy. Załóżmy przez chwilę, że jestem nastolatką, mam ciało jakieś takiej nijakie, nie wiem co z nimi zrobić, a coś bym zrobiła, może z pomocą kolegi, może z pomocą koleżanki, a może sama sobie poradzę, jak w historii Endo. Na fali seksualnych emocji kupuję nietanią „Istotę” i znajduję w niej same konwencjonalne obrazy seksu konwencjonalnych ciał (ponownie, w 2018 nie każcie mi nazywać odważnymi scenariuszy, w których kobieta uprawia seks analny albo marzy o dwóch partnerach). Sorry, wolałabym iść na Red Tuba i popracować nad słowami-kluczami.

SK: Miała to być publikacja stojąca w opozycji do męskich fantazji, a mimo to większość kobiet w tym komiksie jest młoda, piękna i ułożona życiowo. Nie są zmęczonymi pracownicami, przed którymi czekają kolejne zajęcia w domu, nie są nisko sytuowane. Bohaterki nie mają rozstępów, blizn, kilkunastu zbędnych kilogramów. One nawet nie mają tatuaży.

OW: Tatuaże mają za to faceci, wiwat równouprawnienie.

SK: Bardzo przeszkadza mi ta pretensjonalność w dialogach. Przydałaby się odrobina dystansu i humoru. Rysowniczki robią co mogą, ale scenariusze niespecjalnie im w tym pomagają. Jak pokazują Wyspa i Sfera, najlepiej wychodzą autorkom historie pozbawione dialogów.

Jestem redaktorką pierwszej polskiej antologii komiksów lesbijskich, ty w „Ciemnej stronie księżyca” nadkruszyłaś mit macierzyństwa, Wanda Hagedorn pokazała molestowanie, we wrześniu premiera zbioru pokazującego kobiece spojrzenie na symbolikę krwi w kulturze (przekonamy się czy będzie to równie wywrotowa publikacja). Czy po tych latach kształtowania się komiksu kobiecego i dyskusji wokół jego tematyki, naprawdę mówiąc o seksie musimy uciekać w delikatność i zmysłowość? Jesteśmy w XXI wieku i skoro nadal jako naród nie potrafimy o tym seksie rozmawiać, jest to temat wstydliwy, to tym bardziej „Istota” powinna pokazać to co ostre, brudne, niechciane i czego się boimy. Jestem zwolenniczką radykalnych rozwiązań, które szokują i wywołują dyskusję. A otrzymałyśmy album ani faktycznie przełamujący tabu, ani zaangażowany.

Na pewno znajdą się odbiorczynie dla których będzie to album przełomowy, zgodnie z zapowiedziami, stanowiący manifest w obronie kobiecego pragnienia. Dla mnie „Istota” to nic więcej jak zbiór dobrze zilustrowanych ale fabularnie pustych historyjek soft ero. I to w sumie smutne, że z tego albumu wyłania się obraz zupełnie nijakiej kobiecej seksualności.

„Kosmos” Katarzyny Borkowskiej

OW: Chciałabym te odbiorczynie zobaczyć, bo trudno mi w nie uwierzyć. Jest mi strasznie przykro, że napisałam tak złośliwą recenzję, ponieważ część autorek znam osobiście, wszystkie w zasadzie podziwiam i bardzo kibicowałam „Istocie”, wierząc, że stanie się kamieniem milowym i klasykiem instant. Tymczasem wychodzi na to, że może być zaledwie portfolio rysowniczek, bo scenarzystek niekoniecznie. Wiem, że kobietom jest trudno – siedzę w branży komiksowej od 2006 roku i nie raz słyszałam pytanie: „A po co komiks kobiecy?” (2008), „A dlaczego siedzicie panie na scenie bez żadnego mężczyzny?” (2017) i ich rozmaite mutacje. Jak powiedziała Monika Powalisz, kiedy do antologii zabierają się sami faceci, nikt nie pyta ich o zasadność przedsięwzięcia, kobietom natychmiast zagląda się drobiazgowo w intencje i kompetencje. Właśnie sama to zrobiłam, ale pomysłodawczynie komiksu reklamowały go jako wyjątkowe spojrzenie na kobiecą seksualność. Trudno nie powiedzieć „sprawdzam!”.

Nie znalazłam w albumie ani jednej sceny, ani jednej noweli, którą mogłabym potrząsnąć przed nosami standardowej komiksiarni, nadal śliniącej się do piersi Kriss de Valnor w „Oczach Tanatloca” i powiedzieć: „Patrzcie, tak się opowiada o kobietach, tak się je rysuje!”. „Istota” okazała się w przedziwny sposób zaprzeczeniem własnej tezy: pokazała przyjemne, konwencjonalne scenki w estetycznych dekoracjach, wspominany we wstępie do rozważań Manara mógłby się podpisać pod większością plansz. Wychodzi na to, że kobiece pożądanie i kobiece spojrzenie nie istnieją jako oddzielne, wyodrębnialne byty. Gdybym miała dwadzieścia lat mniej, skłonna byłabym uwierzyć na mocy tego albumu, że doświadczenia seksualne kobiet i mężczyzn są identyczne  i identycznie wartościowane/warunkowane. Gdzie brud, gdzie niejednoznaczność, gdzie nienormatywność, o które upomina się powyżej Sylwia? Na pewno nie znajdziecie ich w tej antologii. Dostajemy produkt luksusowo nijaki: ani się z niego uczyć, ani się przy nim masturbować.

Wielka szkoda, mam wrażenie, że ten mainstreamowy projekt jeszcze długo będzie się nam odbijał w środowisku czkawką.

 

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *