0

Recenzja „Do kroćset!” Olgi Wróbel

Być może papuga, wielka, kolorowa piracka papuga, jest ważnym feministycznym symbolem. Trochę jak ananas. U Nino Haratiszwili (w Ósmym życiu) szara nimfa pojawia się w domu bohaterki, gdy ta zostaje tam sama – bez ojca, męża, syna – i może decydować o tym, jak będzie wyglądała jej willa. Więc troszkę ją zapuszcza i kupuje ptaszysko. U Olgi Wróbel historia zaczyna się od tego, że dwie małe dziewczynki nie mogą się oprzeć pokusie wzięcia na spacer papugi starszej siostry jednej z nich, piratki i kapitanki własnego statku.

No dobrze, może chodzi jednak o bycie morskim rozbójnikiem. To na pewno ważny motyw w książeczkach dla dzieci: jest już Lotte piratka, piraciła Pippi Pończoszanka, a Biuro Literackie wydało Piratów dobrej roboty Joanny Mueller z ilustracjami Marianny Sztymy. Gdyby pójść dalej w wyliczanki, słuchaczki morskich opowieści dziadka z Atlas: Doppelganger Dominiki Słowik też marzyły o abordażach i śledziły mapy mórz. A ja całe dzieciństwo chciałam zostać Sindbadem Żeglarzem (ale tym Leśmianowym).

Pewnie właśnie przez dawne wzdychanie do Diabła Morskiego i uczenie się na pamięć wierszyków wuja Tarabuka od razu pokochałam szczerą, dziecięcą miłością Do Kroćset!. Jak mówi sama Wróbel, napisała książeczkę dla dzieci, ale z braku doświadczenia (jej córeczka była wtedy jeszcze za mała na czytanie czegokolwiek) wyszła jej rzecz uwielbiana przez trzydziestolatki. Może po prostu jestem w grupie docelowej, a moje spontaniczne powiedzenie „tak!” temu komiksowi bierze się ze zbieraniny pokoleniowych doświadczeń, która jeszcze nie wykrystalizowała się w jasną diagnozę. Z drugiej strony, Do kroćset! jest mistrzowską mieszaniną metafor, humoru i „banalnych”, codziennych problemików, co nadaje mu charakter absurdalnej przypowieści, dużo subtelniejszej niż Pięć przygód detektywa Konopki, jednak trochę się z nimi kojarzącej.

Teraz kilka faktów. Wszystko dzieje się latem w pewnym mieście pachnącym kurzem i arbuzami. Główna bohaterka ma na imię Matylda, a jej siostra piratka – Kornelia. Młodsza dziewczynka korzysta z wakacji i nie wie jeszcze, kim chciałaby zostać, starsza sprawdziła już sporo opcji i wybrała rozbój. Do domu wraca tylko rekrutować załogę, na wstępne rozmowy wpadają do niej drobni sprzedawcy i inne mieszczuchy złaknione wiatru od morza, ale to i tak lepsze niż siedzenie za biurkiem w garsonce. W komiksie zdarzy się gotowanie z tatą i przyjaciółka mamy znająca sposoby na ratowanie cery podrażnionej wiatrem i solą. Został narysowany delikatną paletą Olgi Wróbel, znaną z Ciemnej strony księżyca i Ha-artoons (jakby się ktoś bał – nie ma nieogolonych nóg, są rozwiane warkocze i przepis na spaghetti).

Moje doświadczenia z czytaniem dzieciom ograniczają się do tego, że sama miałam dzieciństwo. Nie mogę więc powiedzieć o Do kroćset! jako pozycji dla nich nic mądrzejszego od: mała ja by czytała. Przynajmniej nie musiałabym dorysowywać bohaterom uszminkowanych ust, jak kiedyś zrobiłam w kolorowance z Mikim i Donaldem. Teraz, dwadzieścia (kilka) lat później, jestem zachwycona poetyckością tego komiksu. Czytając czuję zapach miasta latem i siemienia dla papug. To ledwo sześćdziesiąt stron, a zarysowuje bardzo żywy świat, który zasługuje na spontanicznie wymyślane fanfiki. Bo ostatecznie o morskich przygodach Kornelii dowiadujemy się niewiele, to akurat zostaje dla naszej dziecięcej wyobraźni. Zamiast nich dostajemy obraz bardzo zdrowej i miłej rodziny, podobno bardzo nudny dla literatury (od czasów Tołstoja), a u Wróbel urzekający. Może to też robi dobre wrażenie na nas, trzydziestolatkach zauroczonych papugami, a zmęczonych narzekaniem i poważnym podejściem do życia.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *