0

Utrzymanką być

kimi-koiWszystko zaczęło się jeszcze w czasach licealnych, gdy Sono zebrała się na odwagę by wyznać uczucia swojej przyjaciółce Satomi. Została jednak odrzucona, a Satomi przeniosła się na studia do Tokio. Sono nie dała za wygraną i podążyła śladem dziewczyny. Już w stolicy, los zetknął ją z Hiroko, z którą zamieszkała. Będąc utrzymanką Hiroko, wciąż pamięta o swojej pierwszej miłości. Gdy po raz kolejny w trakcie łóżkowego zbliżenia Sono przywołuje imię Satomi, jej kochanka wyrzuca ją z domu, pozostawiając bez środków do życia. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności na drodze naszej bezdomnej protagonistki pojawia się Satomi, która przyjmują ją pod swój dach. Sono doznaje prawdziwej przemiany: znajduje pracę, zajmuje się domem. Zupełnie przeciwnie niż w poprzednim związku. Tymczasem Hiroko postanawia zawalczyć o utraconą kobietę.

Fabularnie Moto Momono, autorka „Kimi Koi Limit”, nie sili się na jakąś oryginalność. Motyw uczuciowego trójkąta został już w romansach mocno wyeksploatowany. Cała historia rozgrywa się błyskawicznie, przemiana protagonistki jest mało wiarygodna, a całość napędza ciąg następujących po sobie zbiegów okoliczności. Nie można odmówić Momono umiejętności tworzenia antypatycznych postaci: Sono jest egoistyczna, samolubna, naiwna i beztroska. Jej zachowanie można by przypisać 10-letniemu dziecku, które nie potrafi o siebie zadbać. Podejmuje sprzeczne decyzje, histeryzuje i nie wzbudza sympatii. Trudno tutaj też doszukiwać się współczucia dla pozostałej dwójki postaci, której czytelnik nie ma czasu lepiej poznać.

W Japonii tytuł ukazał się w 2010 roku pod szyldem Ichijinshy. Jest to pierwsza profesjonalnie wydana pełnometrażowa manga stworzona przez Moto Momono, wcześniej autorka publikowała krótkie formy w antologiach. Przy pierwszym kontakcie z jej twórczością można wybaczyć autorce błędy w rysunkach czy schematyczny scenariusz. Niestety, sięgając po „Kimi Koi Limit” obecnie i znając kolejne dokonania Japonki, zarówno w kreacjach postaci, jak również oprawie graficznej, widać wyraźnie, że zatrzymała się na pewnym etapie. Jej kreska jest wciąż mało finezyjna i nieproporcjonalna (co zauważalne jest szczególnie w ujęciach dłoni i twarzy). Stworzone na potrzeby „Kimi Koi Limit” pewne typy bohaterek przewijają się w jej komiksach na przestrzeni lat. Sono i Hiroko mają swoje „klony” m.in. w „Watashi no Muchi na Watashi no Michi” i „Freeze Warning”.

Polskie wydanie będzie miało tytuł „Granica twojej miłości” i zostanie wydane w lutym nakładem oficyny Dango. Manga ta zajęła drugie miejsce w opublikowanej przez wydawnictwo ankiecie dotyczącej yuri. Cieszy, że Dango poważnie podchodzi do głosów czytelników. Warto tutaj nadmienić, że manga ma swój sequel, wydany cztery lata później w antologii „Rainy Song”. Dowiemy się z niego co też dalej działo się z Hiroko. Do bohaterek Moto Momono wróciła także w dwóch doujinach. Wszystko wskazuje na to, że polskie wydanie obejmie tylko oryginalną opowieść.

Pozostaje pytanie dla kogo jest to manga? Po odbiorze „Sweet Guilty Love Bites” w Polsce wiemy już, że yuri z dorosłymi, świadomymi swojej seksualności i korzystającymi z niej bohaterkami niekoniecznie dobrze się przyjmuje. I choć „Kimi Koi Limit” nie uderza w podobne motywy to jednak daleko mu do wydanych również na naszym rynku mang Morinagi Milk („Girl Friends”,”Miłość wśród kwiatów wiśni”) i Kario Suzukin („Kwiat i gwiazda”). Będąc osobą zainteresowaną gatunkiem, która ma na koncie setki przeczytanych mniej lub bardziej udanych historii o damsko-damskich relacjach, uplasowałabym „Kimi Koi Limit” gdzieś po środku. Nie jest to opowieść wybitnie zła, choć natężenie nieprawdopodobnych zdarzeń, kreacja protagonistki oraz przewidywalny finał mogą się nie podobać. Z drugiej strony nieczęsto zdarza się, aby w yuri była mowa o sponsoringu. Nie ma tu też nastoletnich bohaterek. Dla mnie to jednak za mało by uznać ten tytuł za udany. A może to po prostu ja mam inne oczekiwania? Wyniki ankiety Dango nie mogą przecież kłamać. Wypada zatem czekać na feedback ze strony czytelników. Ukontentowani powinni być przede wszystkim ci, szukający czegoś nieco dojrzalszego ale niekoniecznie stricte lesbijskiego.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *