0

Kobiety, które nie nadają się na wojnę

aynik-okl„All You Need Is Kill” Takeshiego Obaty jest mangą wyjątkową pod kilkoma względami – jest adaptacją light novel, którą wydano w Polsce (jak na razie to nasz taki jedyny przypadek), a także ukazała się w Polsce niezwykle szybko po swojej japońskiej premierze. Na ekranach kin mogliśmy również obejrzeć amerykańską ekranizację „All You Need Is Kill”/”Na skraju jutra” z Tomem Cruisem i Emily Blunt. Nie jest, niestety, wyjątkowa pod względem przedstawienia postaci kobiecych.

W redakcyjnych kuluarach już od jakiegoś czasu trwa dyskusja na ten temat, dlatego też postanowiłyśmy wykorzystać zebrane przemyślenia oraz refleksje i złożyć je w jakąś mniej lub bardziej uporządkowaną formę.

Rozmawiają: Joanna “Szyszka” Pastuszka-Roczek (JPR) i Agata “Aninreh” Włodarczyk (AW)

Agata “Aninreh” Włodarczyk: Rozmowy o cielesności w filmie, serialach, książkach oraz komiksach nie są niczym nowym – od dłuższego już czasu poruszane są kwestie przedstawień oraz reprezentacji. W komiksach oraz w mangach nie raz natykamy się na nadmiernie useksualizowane wizerunki bohaterek – duże, bujne piersi, szerokie biodra, talie tak wąskie, że większość z tych kobiet musiałaby nosić organy wewnętrzne w torebkach, wyłamane kręgosłupy.

Joanna “Szyszka” Pastuszka-Roczek: Nie mówiąc o drżących usteczkach i dłoniach przyciskanych do obfitego łona. Ale cóż, rozmawiamy o produktach kraju, który ma ubaw obserwując dziewczęta tracące ubranie w wyniku działań panów kręcących wiatraczkiem. Serio, taki teleturniej widziałam.

Rita, Stalowa Suka, śliczna laleczka

Rita, Stalowa Suka, śliczna laleczka.

AW: Jestem w stanie zaakceptować, chociaż mi się to nie podoba, że jest taki kawałek show biznesu, gdzie podobny poziom „rozrywki” jest przyjęty. Ale w historiach dość poważnych, a wbrew pozorom „All You Need Is Kill” takie chce być, ciężko mi zaakceptować pewne sprawy. Jak to, że mamy tylko trzy bohaterki (może powinnam powiedzieć aż trzy?) i na dodatek wyglądające jak… gimnazjalistki?

JPR: A raczej tak, jak gimnazjaliści chcieliby, żeby ich koleżanki wyglądały. Ich wygląd pasuje do historii jak wół do karety, a raczej jak kwiatek do kożucha. Są gładziutkie, pulchniutkie gdzie trzeba, a na ich anielskich, żeby nie powiedzieć – cielęcych – twarzyczkach nie ma ani jednej skazy.

AW: A przecież w AYNIK mamy do czynienia z: żołnierką, która wsławiła się tym, że zabiła rekordową liczbę Mimików, absolwentką MIT (Massachusetts Institute of Technology) – genialną inżynierką, a także z dietetyczką i kucharką. Z trzema różnymi kobietami, pochodzącymi z różnych krajów oraz różnych etniczności. Jakoś męską załogę Obata mógł zaprojektować tak, aby pokreślić międzynarodowość załogi, ale dziewczynek już nie.

JPR: W rezultacie mamy przepięknie, realistycznie i wyraziście rysowaną “męską” część mangi – mechy, tła, postacie męskie, uzbrojenie – i trzy plastikowe naklejki, niczym rozbierane plakaty w koszarach. Wróć, plakaty mają jakąś wartość erotyczną, a postaci kobiece są tu narysowane tak, jakby jedyną wytyczną było, że mają się podobać wszystkim.

AW: Wyglądają jak zabawki albo lalki. I to nie jest zabieg istotny dla fabuły czy odbioru tej mangi.

JPR: Pal sześć te dwie panny, które istnieją tylko po to, by spełnić marzenia młodocianego czytelnika o “chętnych i gotowych”. Ale żeby Ritę…

AW: No widzisz, ja się też jeżę na przedstawienie Shayli, inżynierki. Ona podnosi strasznie ciężkie elementy zbroi, ale mięśni to nie ma za grosz. Ale zostańmy na razie przy Ricie. Jest żołnierką opętaną chęcią wybicia Mimików, obroną planety oraz walką. A wygląda jak nastoletnie dziecko szukające w sklepie sukienki z koronkami.

JPR: Różowej. Koniecznie różowej. Nie, zdecydowanie Rita powinna być Stalową Suką, twardą, zniszczoną przez wojnę i jej własną pętlę czasową kobietą. Nie jestem w stanie uwierzyć, że przeżyła podobne piekło, co Kiriya, i nie odbiło się to na niej tak samo intensywnie, jak na nim.

AW: A ona przecież w tych pętlach spędziła lata. W light novel autor podkreśla wciąż, że ona wygląda młodo (na dziewiętnaście lat), ale jej oczy zadają temu wiekowi kłam. Na etapie, na którym ją poznajemy, ona ma dość, jest wykończona i wyczerpana, jej ciało i umysł zaczynają mieć problemy z trwaniem w pętli. Poza tym, właśnie, to określenie “Stalowa Suka” – z jednej strony podkreślające to, że jest groźną żołnierką, ale z drugiej wciąż mieści się w semantycznych ramach wulgaryzmu.

JPR: Bo Rita nie powinna być zwykłą kobietą, tylko suką. Broniącą zaciekle swoich “młodych”, z wściekłością bulgocącą w gardle. Cała jej postać powinna być napiętym warkotem. Zamiast tego otrzymujemy, zupełnie niepotrzebnie, słodkie dziewczątko przykładające metaforyczną zimną rączkę do rozpalonego czółka żołnierza. O ile cudowniej, silniej wypadałaby scena, kiedy trwa przy umierającym Kiriyi, gdyby w tym jednym, jedynym momencie była zmęczoną, dobrą towarzyszką. Walkirie nie głaszczą po główkach!

aynik-02

Deietetyczka – cecha charakterystyczna postaci: cycki.

AW: Podoba mi się ta analogia z suką broniącą szczeniąt. Mniej podoba się fakt, że dostała ten przydomek raczej z innych powodów, na które wskazuje wiele poszlak. Ona jest suką nie dlatego, że pilnuje szczeniąt-ludzkości, a dlatego, że trzeba ją werbalnie ustawić w szeregu. Przypomnę, że większość żołnierzy podejrzewa, iż jest tylko propagandową figurką, mającą podnieść morale. Ponieważ kobieta nie może być Walkirią.

JPR: Patrząc na to, jak jest narysowana, stawiałabym raczej na próbę zrobienia z niej słodkiego szczeniaka, który czasem zasłuży na klapsa, ale bolą one bardziej właściciela niż psa. Rita ma dość. Rita osiągnęła punkt, w którym rzuci się do gardła każdemu, kto ośmieli się jej zwrócić uwagę. Być może dlatego, że wciąż i wciąż słyszy ten sam głupi rozkaz, te same uwagi pod jej adresem. Przestała zwracać uwagę na otoczenie, bo wie, że to wszystko jest jedynie iluzją, powtarzaną w nieskończoność taśmą. Czy to widać w postaci Rity w mandze? Nie, bo po co.

AW: W mandze nawet moment, gdy zakłada kombinezon traci znaczenie, jakie ma jeszcze w light novelce. W kombinezonie nie ma Rity, jest tylko Walkiria, Stalowa Suka. To, czego Obacie nie udało się powtórzyć, to właśnie ten moment, w którym ona przekracza granicę pomiędzy kobiecością, którą zresztą zauważają wszyscy poza nią samą, a byciem żołnierzem. Bo Rita Vratasky jest żołnierką, czego nie zauważają do końca otaczający ją mężczyźni. Co, swoją drogą, ułatwiło wprowadzenie romansu z Kiriyą, zmarginalizowanego w mandze na (znowu) jej niekorzyść.

JPR: O, bo w mandze Rita raczej niezdarnie upuści fasolkę i śmiesznie zje obiad, niż wyrżnie pół okolicy Mimików. Takie rzeczy miałyby sens, gdyby poza Kiriyą nikt tego nie zauważał. Twarz, którą dostrzegł tylko dzięki temu, że w każdej kolejnej pętli widzi więcej szczegółów, drobiazgów. Manga cały romans sprowadza do poziomu wczesnego gimnazjum, gdzie dziewczyny są kosmicznym zjawiskiem i już chce się je całować, a jeszcze ciągnąć za włosy.

AW: To jest w ogóle ciekawe, ona przypomina mi trochę Rei Ayanami, co zresztą, zgodnie z tym, co pisze Hiroki Azuma o kulturze otaku, nie jest absolutnie niczym zaskakującym. Ayanami stała się postacią-prototypem w latach dziewięćdziesiątych. Obie postaci odgrywają podwójną rolę – muszą jednocześnie być obrończyniami ludzkości oraz ozdobami kadrów. Z tym, że Ayanami bardziej pasuje do NGE niż Rita do AYNIK. I to wszystko się sprowadza do tego, o czym już rozmawiałyśmy. Rei jest nastolatką, wygląda jak nastolatka. Rita w zasadzie powinna przypominać młodą kobietę a nie lolitkę. Dysonans, jaki się tworzy pomiędzy ich wizerunkami a ich rolą w opowieści jest różny, gdzie przy AYNIK przypomina wielki kanion w Kolorado. Elementy wizualne i fabularne do siebie nie pasują. No i mamy do czynienia z tytułową kobietą, która nie pasuje do wojny.

JPR: Tyle, że Rei można jakoś przełknąć jako produkt dysfunkcjonalnych układów rodzinnych (klonowanie żony w postać nastolatki? Coś tu bardzo nie gra). A Rita z pełnokrwistej, sensownej i wyrazistej postaci zostaje sprowadzona do roli kalki postaci, która nigdy nie urzekała głębią. Całość mangi wydaje mi się obliczona na “bezpieczny” target. Seksu tyle, co kot napłakał, ale wystarczająco, żeby dzieciaki poczuły drżenie tu i ówdzie, nieskomplikowane postacie, historia liżąca zaledwie po czubku głębię, jaką mamy w książce. Równocześnie najbardziej boli to, że MOGŁABY zrobić malutki kroczek i stać się pozycją wybitną. Zarówno rysownik, jak i scenarzysta wiedzą, co robią, potrafią czytelnika zaskoczyć i wbić w fotel. A tak, mam wrażenie, że dostali zlecenie, krótki termin i bardzo długą listę wytycznych od producentów.

Inżynierka Shayla - skończyła MIT. Ewentualnie przedszkole przy MIT.

Inżynierka Shayla – skończyła MIT. Ewentualnie przedszkole przy MIT.

AW: Seksu tyle co nic. W samej light novelce nam się go ślicznie i wdzięcznie sugeruje, tutaj została kawa. Dostajemy więc bohaterkę odartą ze swojej “suczości”, ugładzoną, uładnioną, brakuje jej w zasadzie wielkiej neonowej strzałki “Główna heroina, kochajcie ją chłopcy”. Podobny los spotyka Shaylę, której często podkreślany intelekt oraz wiedza zostają zamknięte w niewielkich rozmiarach, schowane za dużymi okularami i przykryte jeszcze nieporadnością (wiadomo, jest w końcu słodziuchna). Duet, który doprowadził do wybicia tysięcy Mimików – Rita nie byłaby w stanie tego dokonać bez pomocy dobrego inżyniera – jest jaki jest. Znowu dostajemy do rąk produkt, który wzmacnia ogólnie reprezentowane genderowe normy (brzydkie słowo na g!). Jest, jak mówiłaś, zachowawczy.

JPR: Też miałaś wrażenie, że mangowa pani inżynier i Rita siadają na podusiach, malują sobie wieczorami paznokietki, robią maseczki a przy okazji, tak na marginesie, wymyślają nowe usprawnienia bojowe? I że ten wielki klucz francuski jest nadmuchiwanym rekwizytem? Serio, ja nie mam nic przeciwko ładnym paniom w mangach, niech sobie będą, ale niesamowicie mnie irytuje fakt, że one są tylko nienaturalnie ładne i puste w porównaniu z całą resztą. Wszystko inne jest świetne, historia trzyma się kupy i bohater taki jakiś rozwijający się. A potem człowiek dostaje po oczach plastikiem. Różowym.

AW: Ja w ogóle miałam wrażenie, że to te kobiety nie są ludźmi. Nie chodzi mi o to, że takich ładnych, słodkich bohaterek ma nie być, w końcu w życiu też takie kobiety znajdziemy. Ale w wojsku? Na pierwszej linii frontu?

JPR: Możemy tak załamywać ręce do jutra, ale nie zmienia to faktu, że oczekiwałam czegoś więcej. Czegoś, co nie będzie z każdej strony krzyczało “tylko dla chłopców”. Zdradzę Wam tajemnicę – my, dziewczynki, też lubimy fajne mangi. I byłoby miło, gdyby ktoś nie doprawiał bohaterkom na siłę nadmuchiwanych cycków.

AW: A przede wszystkim takich bohaterek, które zaakceptuję szybciej niż kosmitów. A nie odwrotnie.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *