0

Przeklęte życie córeczki tatusia

„Pępowiny wszystkich ludzi łączą się w przeszłości” – James Joyce

Powieść graficzna „Oczko w głowie tatusia” traktuje o relacjach ojciec-córka. Z jednej strony, czytelnik otrzymuje biografię Łucji Joyce, córki słynnego modernistycznego pisarza Jamesa Joyce’a, a z drugiej wspomnienia Mary M. Talbot, której ojciec, James S. Atherton, zajmował się naukowo życiem i twórczością Joyce’a.

Między życiem obu kobiet można zaobserwować wyraźną paralelę, mimo iż wychowywały się w odmiennych krajach, miały diametralnie różne zainteresowania, a ich młodość przypadała na różne okresy – Łucji na pierwszą, a Mary na drugą połowę XX wieku. Było to życie, w którym przyszłość córek jest już z góry ustalona, napędzana ambicjami rodziców i oczekiwaniami społeczeństwa. Życie, w którym niezwykle ważna jest postać ojca, którego cechuje emocjonalny chłód.

Fragmenty „Oczka…” poświęcone Łucji Joyce przypominają monochromatyczne zdjęcia z początku XX wieku. Czytelnik dowiaduje się z nich, że taniec był prawdziwym wyzwoleniem dla córki słynnego irlandzkiego pisarza. James Joyce początkowo traktował to jak niegroźne hobby, lecz po pewnym czasie ciągłe próby, „wymachiwanie rękami i nogami publicznie”, kontuzje, brak chęci towarzyszenia matce na wielomiesięcznych wyjazdach czy brak motywacji do podjęcia pracy w charakterze sekretarki ślepnącego ojca-pisarza sprawiły, że rodzice zakazali Łucji zajmowania się tańcem. „Wystarczy, że kobieta umie napisać list i z gracją nosić parasolkę” twierdził James Joyce. Łucja nie potrafiła zrozumieć dlaczego jej ojciec – modernista przełamujący konwenanse, Irlandczyk, który nie ochrzcił swoich dzieci i żył kilka dekad bez ślubu – nie może pojąć, że jego córka chce żyć inaczej i ma pasję, której pragnie poświecić wszystko. Łucja Joyce za swoje poglądy nie została na szczęście spalona na stosie, lecz i tak zapłaciła za nie straszną cenę: została wtrącona do zakładu psychiatrycznego, gdzie spędziła blisko 50 lat.

Autobiograficzne części „Oczka w głowie tatusia” dotyczące Mary M. Talbot utrzymane są w tonacji sepii. Córka badacza twórczości Jamesa Joyce’a jest chłopczycą szalejącą ze swoimi braćmi, jednak rodzice wysyłają ją do prestiżowej szkoły katolickiej, gdzie dziewczynka sobie nie radzi. Mary nie rozumie wciąż silnych w powojennej Wielkiej Brytanii podziałów klasowych oraz segregacji ze względu na płeć, gdzie pewne zawody, miejsca, zachowania, zabawy, lektury i pytania nie przystoją kobiecie. Rodzice zapisują ją na zajęcia, których nie znosi (np. balet, który dla Łucji Joyce byłby czymś wspaniałym, dla Mary M. Talbot jest prawdziwą męczarnią), ojciec nie potrafi córce niczego wytłumaczyć, lecz wyzywa od prymitywów przy najmniejszym rzeczywistym lub wyimaginowanym przewinieniu (np. jedzeniu frytek nieprzystających ich klasie społecznej). Mary nie rozumie ojca-badacza, który potrzebuje ciszy i spokoju do pracy, co symbolizuje przewijający się motyw wołania ojca na herbatę w momencie, gdy ma wenę. Z kolei James S. Atherton nie rozumie, że córka to żywa istota, a nie projekt lub książka.

Mary M. Talbot udało się przypuszczalnie rozliczyć z przeszłością tworząc z mężem, Bryanem Talbotem, znanym rysownikiem („Sandman”, „Grandville”), „Oczko w głowie tatusia”. To opowieść o dwóch dziewczynach, które chciały wyjść poza ciasne ramy narzucane im przez książki do haftowania i zawód pielęgniarki. Oprócz oczywistych nawiązań do twórczości Jamesa Joyce’a, czytelnik znajdzie tu także wiele odniesień do dzieł innych poetów i pisarzy, w tym szczególnie do Sylvii Plath i jej wiersza „Tatuś”. W „Oczku…” przewija się także plejada dwudziestowiecznych artystów, od Marcela Duchampa, Pabla Picassa, Erzy Pouda, Margaret Morris, George’a Orwella, aż po niegdysiejszego sekretarz J. Joyce’a – samego Samuela Becketta.

Czy warto sięgnąć po „Oczko w głowie tatusia”? Zdecydowanie tak. Komiks oprócz tego, że dobrze się czyta, pozwala spojrzeć na wielkie postaci literatury z innej perspektywy. Czytając dzieła literackie, często lepiej jest chyba nie wiedzieć zbyt dużo o życiu prywatnym autorów, gdyż potem na ich teksty nie spojrzy się już tak samo. Z komiksu Mary i Bryana Talbotów wynika, że jeśli ktoś jest geniuszem literackim i cenimy go za wytwory kultury, które po sobie pozostawił, to może się okazać, że w życiu prywatnym, w obcowaniu ze zwykłymi śmiertelnikami, wcale tak wielki nie był.

„Oczko w głowie tatusia” skłania także do refleksji, że gdy złorzeczymy na otaczającą nas rzeczywistość, może warto przy okazji docenić to, co się ma tu i teraz. Zwłaszcza, gdy pomyśli się o tych wszystkich kobietach, którym kiedyś wmawiano histerię i poddawano terapii elektrowstrząsowej tylko dlatego, że miały inny pomysł na życie.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *