0

Sympatyczny zbiorek

znamy-sie-tylko-z-widzeniaWielokrotnie zastanawiałem się nad popularnością tego rodzaju komiksów, rysunków, ogólnie takiej twórczości. Wchodzę na zycie-na-kreske, czyli stronę Marty Zabłockiej na Facebooku, a tam proszę, niemal 9000 polubień. I choć liczba kliknięć w znaną chyba prawie wszystkim dłoń z wystawionym kciukiem niekoniecznie świadczy o samym poziome czyjejś działalności, czterocyfrowa armia czytelników z ósemką na początku to coś, co w pewnych wypadkach należy docenić. Być może receptą na popularność tego rodzaju komiksów oraz ilustracji jest po pierwsze przystępność, dzięki której zdołają trafić do każdego, po drugie zaś umiejętność zgrania się z odbiorcami, w taki sposób, że nawet nieskomplikowany, niedbały (nieraz tylko pozornie) szkic opatrzony prostą sentencją lub dialogiem odzwierciedla ich myśli czy opinie, pozwalając utożsamić się z refleksjami autora. Piszę o prostocie, bo przecież rozmowa, w której osoba spoza kadru pyta: „Kiedy ostatni raz była pani szczęśliwa?”, po czym dostaje odpowiedź: „Co?”, nie grzeszy geniuszem, a w zbiorze Znamy się tylko z widzenia podobnych przykładów i pomysłów można znaleźć o wiele więcej. I przestaję zastanawiać się nad ich popularnością, kiedy dostrzegam, że trafiają również do mnie, i że kiedy je oglądam, kiwam głową ze zrozumieniem, nawet jeśli nie podzielam uczuć pojawiających się w albumie bohaterów.

Znamy się tylko z widzenia to zbiór prac, które autorka publikowała wcześniej na swoim blogu http://zycie-na-kreske.blogspot.com. Zbiór z jednej strony dosyć nierówny, a z drugiej prezentujący szeroki wachlarz możliwości Zabłockiej, mieszczący w sobie na przykład krótkie komiksy, ilustracje czy łączenie rysunków z fotografiami. Umieszczenie tego wszystkiego naraz, pomiędzy okładkami albumu, raczej nie daje takiego efektu, jak zapoznawanie się z tymi pracami na bieżąco, momentami może też być trochę męczące. Poza tym nie oszukujmy się, nie jest to wybitne komiksowe dzieło, nawet jeśli faktycznie znajduje się w nim sporo zabawnych, smutnych, życiowych i refleksyjnych kadrów, którymi autorka może się pochwalić. Część z nich jest wręcz świetna i powoduje niekontrolowany wybuch śmiechu, jednak dużo częściej zastanowienie i wspomniane kiwanie głową. Mimo to czytelnik ma do czynienia z niczym więcej niż sympatycznym zbiorkiem, będącym w stanie umilić mu jeden wieczór i być może zachęcić do dalszego śledzenia pomysłów Zabłockiej, na blogu lub na Facebooku. Ale nawet jeśli Znamy się tylko z widzenia jest jedynie sympatyczną, szybką lekturą, ma w sobie jedną, moim zdaniem bardzo ważną rzecz, której obecność w każdego rodzaju twórczości zawsze doceniam.

Zebrane w albumie prace pozwalają odbiorcy dobrze poznać autorkę. Niekoniecznie dlatego, że występujący w nim bohaterowie za każdym razem wyrażają jej poglądy i patrzą na świat jej oczami (choć do pewnego stopnia jest to przecież nieuniknione), ale głównie przez to, że gdzieś pomiędzy ramki kadrów i strony została przemycona jej interesująca osobowość. Czasem nie trzeba brnąć w oczywistą autobiografię, by pokazać swoje wnętrze, tak jak nie trzeba posługiwać się skomplikowaną kreską, by obrazy wyrażały emocje twórcy. Dzięki temu lektura Znamy się tylko z widzenia była dla mnie sporą przyjemnością i myślę, że spełniła swoją rolę, zachęcając mnie do dalszego śledzenia twórczości Zabłockiej. Nie sądzę, by pojawiające się okazjonalnie w albumie świetne rzeczy były jedynymi, które autorka ma w zanadrzu.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *