1

Być rycerką

strazniczka-orelianutekst opublikowany pierwotnie na portalu Gildia.pl

Aira, mimo młodego wieku, zawodowo osiągnęła wiele. Jest rycerką, której umiejętności i bohaterskie czyny zostają dostrzeżone. W ramach awansu dziewczyna zostaje wyznaczona na osobistą strażniczkę księcia Rudilisa. Problem w tym, że monarcha uchodzi za kobieciarza, o czym zresztą przekona się sama bohaterka już przy pierwszym spotkaniu. Czy tych dwoje ma szansę by ze sobą współpracować bez potknięć, czy może Aira stanie się po prostu kolejnym trofeum księcia? Jak dziewczyna poradzi sobie w nowej roli i kto czyha na życie Rudilisa tak bardzo, że niezbędna jest mu osobista ochrona? Tego dowiecie się ze „Strażniczki Orelianu” Rin Kouduki. Tytułu, od jakiego rozpoczęła działalność gdańska oficyna Taiga.

Wybór jednotomowej mangi na wydawniczy debiut to dobra decyzja, pozwalająca przede wszystkim ocenić możliwości techniczne. Pod tym względem Taiga zdała sprawdzian. W recenzowanym komiksie jakość druku jest dobra, brak źle poprzycinanych stron, spisała się również korekta. Wychwyciłam zaledwie dwa źle podzielone i umieszczone w dymkach zdania, co prawdopodobnie jest efektem zmiany kierunku tekstu z pionowego (japoński) na poziomy (polski) przy tłumaczeniu.

Sięgając po „Strażniczkę Orelianu” trzeba pamiętać, że ma się do czynienia z mangą shoujo. Od samego początku wiadome jest w jakim kierunku zmierza fabuła i co zajdzie między dwojgiem głównych postaci. Żeby nie było tak słodko i niewinnie, Kouduki dodała odrobinę dramatyzmu, bo dobry romans bez mezaliansu się nie obejdzie i kryminału, by funkcja ochroniarki Rudilisa miała mocne podstawy. Fabuła mknie na tyle szybko, że oba te wątki zostają jedynie zasygnalizowane. Zabrakło też miejsca na lepsze zaprezentowanie postaci pobocznych, m.in. konkurentki Airy i przyjaciela księcia. Początkowo ukazująca się w czasopiśmie i przewidziana na kilka części historia musiała zostać przerysowana do objętości jednego tomu, o czym możemy dowiedzieć się z posłowia. Być może w tym należy upatrywać przyczyny skrótów fabularnych zastosowanych przez autorkę.

Kreska Rin Kouduki niczym się nie wyróżnia i łatwo byłoby ją pomylić z innymi artystkami „dziewczyńskiego” nurtu. Postaci kobiece są drobne i wielkookie, a panowie to typowi bishouneni. Anatomia również nie jest zachowana. Mimo, iż spora część akcji rozgrywa się w pałacowych wnętrzach, niewiele z budowli zobaczymy w tle, które wypełniają głównie rastry.

Autorka próbowała wyjść poza schemat gatunkowy odwracając role, to nie książę chroni dziewczynę lecz to ona jest jego strażniczką. Mało tego, Aira zajmuje się męską profesją – rycerstwem. Jednak w najważniejszym momencie fabuły to Rudilis okaże się walecznym bohaterem. Podobnie z profesją Airy. Początkowo zdawałoby się wyemancypowana dziewczyna, gdy wkracza w pałacowy świat, poznaje tutejsze zwyczaje i dworski styl, zaczyna zarzucać sobie, że jest zbyt męska bo nosi spodnie (sic!) i posługuje się mieczem. I nie ma dla niej miejsca u boku księcia preferującego bardzo kobiece dworzanki. Choć rycerstwo w „Strażniczce Orelianu” nie polega na przywdziewaniu umorusanej zbroi i uczestniczeniu w wojennych wyprawach, ze względu na swój zawód i wygląd bohaterka skazuje się na samotność. W tym momencie pojawia się konflikt niezależności Airy, wynikającej z jej profesji, z potrzebą wpasowania się w patriarchalny model kobiety-przedmiotu podziwianego i wykorzystywanego przez monarchę. Ostatecznie więc próby przerobienia i odświeżenia przez autorkę konwencji shoujo nie można uznać za udaną.

„Strażniczka Orelianu” to manga przeciętna w swoim gatunku. Znikoma i naiwna intryga nie zadowoli co bardziej doświadczonych czytelników. Jeśli już miałabym wskazać grupę odbiorców, to byłaby to idealna pozycja na rozpoczęcie przygody z mangami shoujo. Pozostałym polecam poczekać na zapowiedziane na najbliższe miesiące „Pet Shop of Horrors” i „Walkin’ Butterfly”.

Zobacz także:

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *