1

„Jestem bardzo szczęśliwym facetem!” Wywiad z Gregiem Rucka

Podobno piszesz od ósmego roku życia. Pamiętasz o czym traktowało twoje pierwsze opowiadanie? Jakie lektury ukształtowały cię za młodu?

Greg Rucka, fot. Linnea Osterberg

Greg Rucka, fot. Linnea Osterberg

Pierwszym opowiadaniem jakie napisałem był krótki fragment o Świętym Mikołaju i o tym jak umiera, a Pani Mikołajowa musi go zastąpić. Jestem pewny, że pisałem też coś przed tym, ale to jest historia którą najbardziej zapamiętałem i była tą po której uwierzyłem, że umiem i mogę pisać.

Jako dziecko czytałem wiele typowej literatury: książki z serii „The Great Brain” bardzo na mnie oddziaływały, podobnie jak krótsze detektywistyczne, pełne tajemnic publikacje z cyklu „Encyclopedia Brown”. Próbowałem również amerykańskich klasyków, jak „Hardy Boys” i „Nancy Drew”. Jednak z tych dwóch serii nie przepadałem za żadną, a jeśli już miałbym wybierać to wolałem „Nancy”. Dorastałem w domu czytelników, zawsze były książki wokół nas i czytanie to było coś co robiła cała moja rodzina, wręcz było to wymagane.

Twoja żona, Jen Van Meter, także pracuje w branży komiksowej. Dwoje scenarzystów w jednym domu. Jak wyglądają wasze relacje na niwie artystycznej. Wspieracie się, konkurujecie ze sobą?

Jen jest zupełnie inną pisarką niż ja, jest o wiele bardziej uważna, ostrożna, celna. Mam tendencję do traktowania moich historii bardzo brutalnie. Chcę pisać je najszybciej jak to możliwe, byle tylko mieć pierwszy projekt na papierze i dopiero wtedy do niego wrócić i poprawić. Jen pisze tak rozważnie, że rzadko widzę ją przerabiającą cały projekt, raczej poprawia w trakcie pracy. I to ma sens.

Jeśli istnieje poczucie rywalizacji w naszym domu, to ja nie jestem tego świadomy. Wspieramy się, inspirujemy i udzielamy rad. Dla nas nigdy nie miało to związku z byciem lepszym lub gorszym czy robieniem więcej lub mniej. Ona jest jedną z grona najlepszych autorów jakich spotkałem i uwielbiam w niej to, że jest dla mnie źródłem pomysłów. Czyni mnie lepszym pisarzem.

Jak to właściwie było z twoim odejściem z DC i Marvela? Oficjalnie podawano, że chodziło o twoje inne projekty, na których chciałeś się skoncentrować. Nieoficjalnie spekulowano, że istniał konflikt na linii ty-Wielka Dwójka związany ze zbytnią ingerencją w twoje pomysły. Czyżby w pewnym momencie miarka się przebrała? Dużo nonkonformizmu wymagała od ciebie praca dla nich?

To naprawdę nie było tak dramatyczne, jak ludzie lubią myśleć. Prasa komiksowa zawsze szuka afery i jeśli nie może żadnej znaleźć to ją wymyśla. Byłem sfrustrowany zarówno pracą dla DC, jak i Marvela. Zarazem miałem również bardzo pozytywne doświadczenia wyniesione z obu. Prawda jest taka, że komiksy to biznes i ten biznes zawsze stawia pewne wymagania. Czasami te wymagania konfliktują z pracą, którą staram się wykonać lub z tym co osobiście uważam, za dobrą pracę. Nie skłaniam się za wszelką cenę ku Marvelowi i DC.

Odszedłem od głównego nurtu, głównie dlatego, że potrzebowałem czasu na własną pracę, na tworzenie historii, które będą moje i tylko moje, a nie będą przedmiotem decyzji podejmowanych przez korporacyjnych wydawców.

Myślę, że istnieje możliwość pracy dla dwóch rynków – Wielkiej Dwójki i na zewnątrz, dla mniejszych wydawców. Staram się nigdy nie mówić nigdy. Jestem scenarzystą takim jakim jestem i będę pisać w sposób, w jaki chcę i w jaki umiem to robić. Czasami to w co wierzę i co mnie inspiruje, nie jest tym co interesuje Marvela i DC. To jest ich wybór, oni mają prawa do postaci, więc mają głos. A czasem mam farta i nasze wizje się dopasowują. Ale im jestem starszy, tym bardziej narzekanie na ingerencję Wielkiej Dójki uważam za męczące i trochę egoistyczne. Jeśli chcę mieć pełną kontrolę nad moją pracą, to muszę ją wykonać sam, ale jeśli wchodzisz w świat korporacji masz zobowiązania wobec wydawcy i narzekanie na to wydaje mi się zabawne. Tak czasami myślę, że wydawcy podejmują głupie decyzje. Ale to ich wola.

Swego czasu przetoczyła się przez polski fandom komiksowy dyskusja o komiksie kobiecym, czym jest, kto go tworzy. Jednym z wyznaczników była płeć twórcy. Jesteś zaprzeczeniem tezy, że facet nie potrafi wiarygodnie opowiedzieć o kobietach; z drugiej strony wyjątkiem bo jesteś praktycznie jedynym mi znanym twórcą, który w tak prawdziwy sposób przedstawia kobiety. Dlaczego tak jest, dlaczego Greg Rucka chce i potrafi, a inni mężczyźni-twórcy nie? Gdzie leży problem?

Cóż, nie wiem czy jestem jedynym facetem, który pisze o kobietach wiarygodnie, ale wiem, że pracowałem bardzo ciężko, aby móc to robić. To świadomy wybór, to jest coś, co jest dla mnie ważne i w co włożyłem wysiłek.

Faktem jest, że to naprawdę nie powinno być takie trudne dla pisarza. Oczekuje się by autor pokazywał ludzi, miejsca, rzeczy, które są poza jego bezpośrednimi doświadczeniami. Tylko dlatego, że jestem biały nie powinno oznaczać, że nie mogę pisać o murzynach, czyż nie? I tylko dlatego, że jestem białym mężczyzną nie powinno oznaczać, że nie mogę pisać o kobietach. Trzeba uzmysłowić sobie, że doświadczenia kobiet i mężczyzn są na wiele sposobów odmienne, ale pod wieloma względami podobne, jeśli nie takie same.

Zawsze próbuję być rzetelny w tym o czym piszę, nie ważne jak fantastyczny jest to świat. Uważam, ze jeśli jesteś szczery wobec swoich bohaterów, ich doświadczeń i ich uczuć, tworzysz wiarygodne, prawdziwe postaci.

Jestem szczerze zdumiony, dlaczego więcej mężczyzn nie pisze o kobietach z szacunkiem. To nie powinna być kwestia płci, zawsze należy szanować swoich bohaterów, bez względu na to, kim są. Jednym ze sposobów w jaki okazujemy szacunek jest próba zrozumienia kim ci bohaterowie są, skąd pochodzą, czego pragną. To jest tak proste, jak przyznanie się, że czegoś nie wiesz jako scenarzysta i szukasz odpowiedzi zamiast ignorować wiedzę. Musisz pytać. Musisz myśleć. I jeśli szanujesz swoich bohaterów, będziesz to robić.

Gotham Central

Gotham Central

„Gotham Central” nie osiągnęło tak komercyjnego sukcesu jakby tego oczekiwał wydawca. Czytelnicy nie byli przygotowani na poważną historię z uniwersum superherosa praktycznie bez superherosa. Przyszedł moment kryzysu. Gdzie wówczas widziałeś swoje miejsce?

Wiedzieliśmy od początku, że „Gotham Central” będzie syzyfową pracą. Mainstreamowe komiksy opierają się na superbohaterach, a w naszej serii Batman jest potęgą, którą możemy poczuć, ale nigdy zobaczyć. Uważam, że „Gotham Central” było inteligentniejszym komiksem niż większość ludzi chciała. „Gotham Central” zawsze otrzymywał też wsparcie DC, niezależnie od nakładu i gdy seria dobiegła końca, to stało się tak bo ja tego chciałem, a nie ze względu na polecenie DC. Ed i Michael, oboje odeszli do Marvela i czułem się źle kontynuując prace nad albumem. To co ostatecznie doprowadziło to zamknięcia tytułu to nie wydarzenia, nie czytelnicy, nie DC, ale fakt, że Ed, Michael i ja stworzyliśmy ten komiks i czułem, że kontynuowanie bez nich byłoby nie w porządku.

Czy po „Crime Bible” i „Pipeline” były plany na jeszcze jakieś komiksy z udziałem Renee/Question? Poza epizodem w „Elegii”, osoba Renee zniknęła z uniwersum DC na dobre. A szkoda bo bardzo rozwinąłeś tę postać i uczyniłeś z niej ważną personę w Gotham.

Planowałem dużo więcej opowieści o Renee Montoi jako The Question. Zakończenie „Pipeline” miało dać początek całemu cyklowi, ale te historie już się nie wydarzą. Uwielbiam Renee, jest bez wątpienia jedną z moich ulubionych postaci, o których kiedykolwiek pisałem. Mam wielką nadzieję, że może kiedyś będę miał jeszcze okazję choć raz do niej wrócić.

Skoro już jesteśmy przy Renee to nie mogę o to nie zapytać. W części twoich komiksów występują lesbijki w obsadzie, w innych trzeba czytać między wierszami („Zamieć”, „Felon”). Lubisz wrzucać queerowe motywy. To jakiś rodzaj fetyszu? <śmiech>

Nie ma wątku queerowego w „Felon”, jeśli go tam widzisz, to dlatego, że sama go tam wrzucasz. Tak mi się wydaje. Ale zawsze interesowały mnie zagadnienia płci i seksualności i oczywistym jest, że to znajduje odbicie w mojej twórczości. Nigdy nie myślałem o seksualności jako kategorii wyboru. To jest całe spektrum wzdłuż którego ludzie poruszają się przez całe życie, zależnie od ich doświadczeń. Renee od zawsze była dla mnie lesbijką. Kate-Batwoman miała być lesbijką od rebootu. Myślę że ludzie przywiązują zbyt dużo uwagi do seksualności moich bohaterek. Tak naprawdę, to ja piszę głownie o heteroseksualnych kobietach i mężczyznach. Ale ludzie o nich zapominają ponieważ widzialność queerowych postaci jest tak znikoma, że kiedy już się pojawią wszyscy patrzą tylko na nie.

Media głównego nurtu chwytają tematy komiksowe przy okazji ważnych wydarzeń w danym uniwersum: ktoś umrze, ktoś okaże się gejem. Podobnie było w przypadku Batwoman i artykułu w NYT na temat jej orientacji. Czy ten przeciek do gazety miał jakikolwiek wpływ na politykę wydawnictwa odnośnie rebootu postaci? Nie znalazłam żadnego oficjalnego stanowiska DC w odpowiedzi na ogólnoświatowe zainteresowanie jakie nakręcił ten artykuł. Mimo zainteresowania prasy organizacje katolickie jak np. One Million Moms chyba specjalnie wam nie przeszkadzały?

Batwoman

Batwoman: Elegy

Artykuł w NYT był odpowiedzią na decyzję DC, która już zapadła, a nie odwrotnie. DC, w szczególności Paul Levitz, zaproponował powrót Batwoman do uniwersum DC i to on zdecydował, że w tym wcieleniu będzie lesbijką. Decyzja ta została podjęta na długo przed tym, jak zacząłem pracować nad postacią i na długo przed artykułem w NYT.

Reakcja na tę wiadomości była taka, jakiej się spodziewałem i którą niespecjalnie się przejąłem. Ludzie mają swoje opinie i wciąż są tacy, którzy uważają że homoseksualizm jest nikczemnością, złem, chorobą i tak dalej. Nie zwracam uwagi na ludzi, którzy tak myślą i nawet nie zamierzam obalać tych argumentów. Uważam to za totalne pieprzenie. One Million Moms to nawet nie jest milion, to organizacja krzykaczy dla ludzi, którzy boją się rzeczy których nie rozumieją. Moim zadaniem, jako scenarzysty, jest podejmować temat w miarę możliwości i edukować jak tylko mogę.

Jedyny rzeczywisty wpływ jaki wywołał artykuł z NYT to, jak dobrze pamiętam, przesunięcie powrotu Batwoman w czasie. Nigdy nie miała być częścią „52”, ale cała uwaga jaką skupił na sobie tekst, spowodowała, że poproszono nas o wprowadzenie jej do komiksu. Cieszyłem się, że mogę to zrobić.

Jak doszło do tego, że to nie Devin Grayson zajęła się postacią Kate lecz ty?

Devin była pierwszą osoba, która miała zająć się pisaniem Batwoman. Działa to w taki sposób, że składasz swoją propozycję wydawcy/redaktorom zaangażowanym w zatwierdzanie scenariusza przed rozpoczęciem prac nad komiksem. Propozycje Devin zostały odrzucone. Przerabiała je wiele razy i wracała, ale z jakiegoś powodu żadna z nich nie została przyjęta. Tym sposobem pisanie spadło na mnie.

Odejście z DC pogrzebało twoje szanse na kontynuowanie Batwoman. Nie żal ci postaci Kate? Jak w ogóle odnosisz się do runu J.H. Williamsa? Sam ustawiłeś poprzeczkę bardzo wysoko.

Oczywiście, że żałuję utraty Kate. Włożyłem wiele, wiele miesięcy ciężkiej pracy i wysiłku w tworzenie jej i jestem bardzo dumny z tego co zrobiłem. Ale nie mogłem zostać w DC, nie wtedy, więc musiałem się z nią pożegnać.

Przeczytałem bardzo niewiele z tego, co zrobił J.H. Williams. Szczerze? Próbowałem czytać pierwszych kilka zeszytów, ale to było dla mnie oczywiste od samego początku, że robi z nią rzeczy, których ja nigdy bym nie zrobił i dokonywał wyborów, których ja nigdy bym nie dokonał. Miał do tego prawo, ale ja nie mogłem tego czytać.

Masz na koncie prestiżowe nagrody: Harvey i kilka Eisnerów. Czym było dla ciebie wyróżnienie GLAAD i Gaylactic Spectrum Award? Zwyczajnie kolejnymi trofeami na półce czy może dowodem dobrej pracy i odrobionej lekcji z tematyki LGBT (zasada Don’t Ask Don’t Tell, coming out) jaką wykonałeś jako scenarzysta?

Nie przykładam dużej wagi do nagród i tego typu rzeczy. Uważam, ze jeśli używasz tego jako miernika swojej wartości, będziesz mieć dużo problemów jeśli nie będziesz zdobywać nagród.

Nagroda GLAAD to była inna sprawa, gdyż przyznano mi ją w uznaniu za naszą pracę and „Batwoman” i wcześniej nad „Gotham Central”. To jest mi bliższe niż Eisner i inne, bowiem podnosi widoczność komiksu i pokazuje, że według tej społeczności dobrze wykonaliśmy naszą robotę.

Nie piszę dla nagród. Uważam, że autorzy, którzy piszą dla nagród popełniają błąd. Jedyne co staram się zrobić, to opowiadać jak najlepsze historie najlepiej jak potrafię.

Stworzony dla Image „Felon” był obiecującą historią kryminalną. Biorąc pod uwagę zakończenie czwartego zeszytu, zwiastujące ciąg dalszy, który nigdy się nie ukazał wnioskuję, że serię spotkała przedwczesna śmierć?

„Felon” był absolutną katastrofą. Został opublikowany przez Top Cow i od samego początku były z nim ogromne problemy. Matthew Clark i ja byliśmy okłamywani od samego początku o tym ile będzie zeszytów, ile album będzie kosztował, lista kłamstw była długa. Skończyliśmy to wraz z końcem czwartej części, bo naprawdę nie mieliśmy innego wyboru. To było bardzo, bardzo złe doświadczenie.

Pisałeś scenariusz do „Crossfire”, jednego z odcinków „Batman: Gotham Knight”. Który ze swoich komiksów widziałbyś w wersji animowanej?

Bardzo chciałbym widzieć zanimowaną „The Hiketeia”, serio. I uważam , że animowana wersja „Gotham Central” byłaby niesamowita. Ale nie wstrzymuję oddechu w oczekiwaniu.

Początkowo w 2007, ostatecznie w 2009 roku miał się ukazać trzeci tom „Zamieci” o tytule „Thaw”. Co z tym projektem? Ujrzy jeszcze światło dzienne?

Wraz ze Stevem Lieberem właśnie nad nią pracujemy. Tytuł będzie brzmiał „Witheout: Night” i mam nadzieję, że ukaże się w 2014 roku.

Wonder Woman Hiketeia

Wonder Woman: The Hiketeia

Jesteś zadowolony z ekranizacji „Zamieci”?

Nie. Szczerze mówiąc film jest mierny. Uważam też, że usunięto wszystko to, co nadawało Carrie wyjątkowego charakteru i zmieniono ją w kogoś kto był, szczerze mówiąc, żenujący. Tom Skerritt i Columbus Short zaliczyli świetny występ, ale poza tym, to nie jest film, jaki bym komukolwiek polecił. To zwykła strata czasu.

Kiedy ruszy komiksowa kontynuacja „Queen & Country”? Wciąż czekasz na Nicollę Scott by ją zilustrowała? Scott pracuje przecież nad „Earth 2” i to potrwa. Nie powierzyłbyś scenariusza w ręce innych rysowników?

Nicola jest związana kontraktem z DC od dłuższego czasu. Tak długo, że nie jestem w stanie więcej na nią czekać. Mam nadzieję, że „Queen&Country” powróci latem 2014 roku.

Chciałam cię jeszcze zapytać o twój run z Wonder Woman. Jest to moim zdaniem dość niewdzięczna postać, taka resztka po Batmanie i Supermanie z którą twórcy często nie wiedzą co zrobić. Niestety Diana ma więcej bardzo słabych historii niż dobrych. Praca nad tą postacią była dla ciebie wyzwaniem?

Nim zacząłem pisać scenariusz, spędziłem potwornie dużo czasu myśląc o Dianie, więc kiedy prace nad komiksem ruszyły byłem w całkiem komfortowej sytuacji. Ona jest niezwykle wymagającą postacią i stworzenie właściwych opowieści, które pokażą jaka jest wspaniała może być trudne. Nigdy nie sądziłem, że będzie to szczególne wyzwanie. Uwielbiam tę postać i byłem wdzięczny za możliwość pisania o niej. Najbardziej żałuję momentu w którym odszedłem z projektu, wiele zostało niedokończone i nadal mnie to smuci.

Jak każdy autor, jesteś skazany na krytykę ze strony czytelników, wydawców, prasy. Szczególnie, że nie jesteś twórcą piszącym typowe historie o „facetach noszących majtki na spodnie i bijących innych facetów”. Czytasz w ogóle opinie na swój temat?

Staram się nie czytać. To mi nie pomaga, kiedy wiem kto nie znosi tego co robię i szczerze mówiąc taka wiedza potrafi być bardzo deprymująca. Każdy pisarz podlega ocenie i każdy z nas radzi sobie z tym na swój sposób. Przeszukiwanie Internetu po to, by czytać co ludzie mówią tylko może zaboleć, co uważam będzie miało wpływ na efekty pracy.

Czujesz się odpowiedzialny za to co piszesz, uważasz że masz jakąś misję jako scenarzysta?

Myślę, że każdy pisarz jest odpowiedzialny za idee, słowa, które zapisuje dla świata. Musimy starać się mówić odpowiedzialnie i podpisywać się pod tym co mówimy. Nie ma znaczenia czy piszesz „War & Peace” czy „Supermana”, nadal wysyłasz przekaz. Nierozważnie jest tego nie widzieć.

Nie mówię, że każda historia musi być ważna. Ale wierzę, że mamy obowiązek myśleć o tym co mówimy i jak mówimy, jak może to być interpretowane lub nadinterpretowane. Nie zawracam sobie głowy autorami, którzy tego nie robią.

Pracowałeś z wieloma znakomitymi rysownikami. Dokładnie opisujesz każdą scenę by rysownik wiedział jaką masz jej wizję czy dajesz mu wolną wolę w graficznej interpretacji? A może razem konsultujecie kompozycje poszczególnych scen?

Moje scenariusze wydają się być mniej zorientowane na wizualizację niż na emocje i postęp historii. Nie umiem rysować i byłoby to bardzo aroganckie z mojej strony mówić ludziom takim jak Michael Lark czy Rick Burchett jak mają wykonywać swoją robotę. To są ludzie, którzy spędzili lata ucząc się jak opowiadać historie graficznie. Moim zadaniem jest upewnić się, że wszyscy mówimy o tym samym i odpowiednio do naszych możliwości.

Lady Sabre & The Pirates of the Ineffable Aether

Lady Sabre & The Pirates of the Ineffable Aether

Od 2011 roku wraz z Rickiem Burchettem tworzycie „Lady Sabre & The Pirates of the Ineffable Aether”. Zaistniałeś w nowej gałęzi – komiksie sieciowym. Odcinki pojawiają się regularnie wygląda więc na to, że masz gotowy scenariusz na całą opowieść.

Kontynuując webkomiks jestem w stanie go ciągle ulepszać. Ale nie, gdy zaczynaliśmy nie było żadnego planu, niczego nie oczekiwaliśmy. Wszystko było dość przypadkowe i intuicyjne. Teraz mam o wiele lepszy pomysł nie tylko na to, jak opowiedzieć historię w formie webkomiksu, ale też czym ona ma być i dokąd ją poprowadzimy.

Widać też, że cała historia Senecy Sabre daje wam dużo frajdy. Łączenie motywów, sporo humoru. To taka odskocznia od regularnych projektów dla wydawnictw komiksowych?

O tak! „Lady Sabre” miało być zabawniejsza niż cokolwiek, co do tej pory zrobiłem. To szansa dla mnie i Ricka by w końcu opowiadać historie bez nadzoru redakcji lub wydawcy i do tworzenia fabuł które, szczerze mówiąc, nigdy nie zostałyby opublikowane przez DC i Marvela. Naszym celem od początku było mieć dużo zabawy i chcemy by czytelnicy bawili się tą historią razem z nami.

W czerwcu startuje twój nowy tytuł – „Lazarus”. Pracujesz ponownie z Michaelem Larkiem. Preview pełen jest akcji, a w roli głównej znów kobieta. Czego czytelnicy mogą oczekiwać?

„Lazarus” to bardzo mroczna historia, z bardzo mroczną wizją przyszłości, w której bogaci stają się tak bogaci, że rządzą światem, a wszyscy pozostali cierpią. Główną postacią jest córka jednej z tych rządzących rodzin. W komiksie odkrywa siebie i odkrywa jak straszny i niesprawiedliwy jest świat stworzony przez jej rodzinę.

Lubisz piłkę nożną. Znajdujesz czas na kibicowanie?

Jestem wielkim fanem zespołu z mojego rodzinnego miasta, Portland Timbers, który należy do MLS. Wiem, MLS nie cieszy się zbyt dużym szacunkiem w Europie, ale w Portland piłka nożna to poważna sprawa. W sezonie, idę na każdy mecz na który mogę, jeśli nie mogę iść na mecz staram się go obejrzeć w telewizji lub przez Internetu lub, co najgorsze, słuchać w radiu.

Nie mamy telewizji kablowej w naszym domu, więc moja możliwość oglądania meczy, poza lokalnymi, jest ograniczona. Zamierzam uzyskać nową subskrypcję kablówki przed Mistrzostwami Świata w Brazylii.

Piszesz książki, scenariusze komiksowe, masz swój wkład w rynek gier i animacji. Czego jeszcze brakuje ci do kompletu osiągnięć?

Jestem bardzo, bardzo szczęśliwy. To znaczy, chciałbym móc popracować dla telewizji. Ale teraz? Jestem bardzo szczęśliwym facetem!

Rozmawiała Sylwia Kaźmierczak

 

Zobacz także:

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *