1

Muzyczny alfabet Gosi Kulik

komiks wir10Zaczęło się od pytania: Gosia, czy tworząc swoje komiksy, słuchasz muzyki? Odpowiedź padła twierdząca: jestem muzyko i dźwiękolubna. Odpowiedź dała również początek ciekawej konwersacji, podczas której artystka przyznała, iż przy rysowaniu towarzyszą jej nie tylko bardzo konkretni muzycy, ale i bardzo konkretne dźwięki. Jakie?
Niezidentyfikowane dźwięki kontrabasu – to przyjaciel Mateusz gra za ścianą, co ma właściwości wyciszająco-odprężające i pomaga skumulować moce kosmiczne w pisaku i w medytacyjnym uniesieniu kryklać po kartce papieru ze zdwojoną siłą.

Gosia Kulik podczas rysowania i wymyślania komiksów słucha również muzyki, do której każdy z nas ma dostęp. Jej playlista robi wrażenie, a my aby uniknąć chaosu, postanowiliśmy ułożyć ją w porządku alfabetycznym. Dużo w niej przeszłości, eksperymentu i różnorakich nastrojów. A zaczyna się od:
A
Adam Green + The Moldy Peaches – za radosne piosenki o zepsutym życiu;
Amon Tobin – za to, że czasem nie zwracam na niego uwagi;
B
Bauhaus – za  dawkę mroku i ciężaru, za dłużyzny i że zawsze jak przesadzam to po Bauhausie obcinam każdy nadmiar; no i za pamięć o Bela Lugosi;
Bela Fleck – nigdy nie przypuszczałam, że pokocham dźwięk banjo; mogę przy nim pisać, rysować, myśleć, spać i nigdy się nie nudzić;
Blur + Gorillaz – za głos Albarna, jego pomysły z kreskówkami i dużo gadania w „Parklife”;
The B-52’s – za fryzury i podejrzenia, że ci ludzie są przedstawicielami pozaziemskiej cywilizacji;
C
The Clash – za wszystko, zwłaszcza za kopa w tyłek i werwę dzięki której łatwiej mi powrócić do żywych; za „stay free” i bronie z Brixton;
D
DAF – za „Sato-Sato” i brzmienie języka niemieckiego, którego nie rozumiem, ale ustawia mnie do pionu, bo jest jak przejechanie skronią o kant stołu;
Devendra Banhardt – za to, że czuję się jakbym przynależała do sekty;
E
Ektakrom Killer – za cały „Video Liszt” i ciągnięcie mnie na samo dno moich rzekomych możliwości wymyślackich;
F
Felix Kubin – za nienormalność i właściwości hipnotyzujące. Wbrew pozorom bardzo dobrze robi w momentach zagubienia;
Flight of the Concords – za gitarki, „Foux du Fafa” i smoka Albiego
G
Gary Neuman – za poczucie, jakbym skakała po dachach;
Gina X Performance – to troszkę feminizmu, żeby przekonać się, że zmiana płci jednak nie uchroni mnie przed obrzucaniem błotem;
J
Javelin – to jest tęcza, wibracje i dzięki temu powstają kolorowe rzeczy;
K
Kraftwerk – za przekonania i lapidarność;
M
Max Tundra – za to, że jak mam zbyt czysto to mi się chce zrobić bałagan na kartce dzięki niemu;
P
Patrick Wolf – za melancholijne wspominki;
Pixies – za wszystko: za pioruny, ciarki i iluzję, że mnie już nie ma, za „Hey”, „Caribou”, „Nimrod’s son”, „Here Comes Your Man” w szczególności; na podstawie utworu „Broken Face” narysowałam komiks będący luźną adaptacją tekstu;
Y
Yellow Magic Orchestra – to jest zawsze pozytywna wiązka energii na moje nadszarpnięte nerwy (gdy pisak się wypisze, żarówka przepali lub znikną bezpowrotnie moje neurony);

Fragmenty komiksów inspirowanych muzyką (kliknij w link)
Dla komiksu „Broken Face” inspiracją był utwór The Pixies (o tym samym tytule co komiks). Komiks nie jest ilustracją tekstu. Jeżeli już – to bardzo swobodną adaptacją.
Wątek komiksu- „Gdzie się podziały te słodkie kurwiątka?” to także The Pixies i tym razem inspiracją był utwór „Monkey gone to heaven”.
Natomiast w „Mój mały ziemniaczku” bezpośrednio cytuję piosenkę Pixies „Hey”.
„Wir” – w zasadzie cały komiks powstawał i nadal powstaje przy dyskografii Sun Ra i myślę, że bez tej muzyki nie powstałoby nic w tym kształcie.

Z Gosią Kulik rozmawiała Magda Nowicka Chomsk
Dostarczył Maciej Gierszewski

Zobacz także:

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *