1

Wielka Recenzja Wielkiego Atlasu

cioty-plPowieść „Lubiewo” Michała Witkowskiego jest straszna. Ale nie straszna, bo źle napisana, ani nie z powodu poruszanej tematyki (łolaboga, tam cioty są! i obciąganie!), ale dlatego, że jest  przesiąknięta smutkiem, marnością i  obleśną patyną PRLu, że po jej lekturze, mimowolnie jest mi smutno. Powstały na podstawie tej książki „Wielki Atlas Ciot Polskich” natomiast budzi zgoła inne emocje.

Ukształtowana zostałam w dużej mierze przez literaturę fanowską typu slash, produkcje z gatunku yaoi czy boys love (w ramach wyjaśnienia: wszystkie te twory traktują o homoseksualnych męskich romansach, czasem realistycznie, czasem bardzo, bardzo nie). Wszystkie te produkcje, które dotychczasowo zgłębiałam były urocze, pełne kwiatków, motylków, dramatycznych zwrotów akcji i  przedstawione w ładny, miły sposób. Taki zagraniczny. Lektura „Lubiewa” była dla mnie nie lada kulturowym szokiem. Mówiąc krótko, „Lubiewo” jest niepoprawne, często wulgarne, na swój sposób mroczne, niewyemancypowane i chaotyczne. Opisuje historie polskich ciot od połowy XX wieku do mniej więcej 2004 roku. Pokazuje różnorodne perspektywy i opowieści polskich homoseksualistów. Są to szczególne postacie: mówią o sobie w rodzaju żeńskim, polują na „lujów”, trzymają się ze sobą, ale zarazem wystrzegają związków i plotkują niemiłosiernie. Jeżeli kogoś jeszcze ominęły opowieści Patrycji i Lukrecji, a także nie porwał Was literacki polot Michaśki, to zachęcam do lektury, bo bez tego odbiór „Atlasu” będzie z pewnością inny, pozbawiony kontekstu.

„Wielki Atlas Ciot Polskich” stanowi komiksową wariację na temat tej książki. Każdy komiks prezentuje jedną „ciotę” czy też „epizod z życia ciot”, a formy wykorzystane, by te historie opisać są bardzo różnorodne: od czarno-białych grafik, przez ilustracje, po fotografie i komiksy. Ta różnorodność nie pozwala mi na napisanie całościowej, holistycznej recenzji. Każdy z tych komiksów zasługuje moim zdaniem na osobny komentarz, bardzo subiektywny rzecz jasna. Zapraszam więc do lektury mikrorecenzji haseł z „Wielkiego Atlasu”.

Olga Wróbel, Aligatorzyca
Spokojna kreska, delikatna akwarela i statyczne kadry – komiksowa forma opowieści o Aligatorzycy zamyka przejmującą historię w uporządkowane ramy. Bardzo dobrze poprowadzona opowieść, styl pasujący do historii nieśmiałej cioty i zaginionego kluczyka. Duży plus za symboliczną wagino-torebkę.
5/5pięć punktów

Daniel Chmielewski, Aptekara
To właściwie nie komiks ale plansze. Z dwoma narracjami: „czystą” na wierzchu i „brudną” pod spodem, które spina koniec ostatniej strony, cytat „Zaraża się wirtualnie”. Ciekawie oddany klimat samego Lubiewa, gdzie raz po raz odkrywana jest ta wierzchnia warstwa, by ukazać brudne i seksualne ukryte „pod spodem”.
4/5cztery punkty

Katarzyna Jonta, Dianka
Osobno stanowią bardzo ciekawe, minimalistyczne grafiki, ale gdyby nie tekst – nie łączyłyby się w całość. Wielki plus za pomysłowość i plakatową formę, a duży minus wręczam za brak spójności.
3/5trzy punkty

Agata Wawryniuk, Dianka
Tam gdzie kończy się hasło Jonty, zaczyna narracyjnie Dianka Wawryniuk. Zupełnie inne ujęcie, główna bohaterka jest tutaj jednocześnie ślicznym chłopcem, starą babą i mackopodobnym, wygłodniałym stworem. Cały komiks przywodzi na myśl głodny koszmar. Fantastyczny pomysł na projekt postaci, dobrze dobrane liternictwo – aż żałowałam, że nie było kontynuacji.
4/5cztery punkty

Janek Koza, Dżesika
Moim zdaniem Janek Koza powinien zilustrować (skomiksować?) całe Lubiewo. Ta finezja stylu, ten przepych graficznych wygibasów! Tak jak groteskowy jest literacki pierwowzór, tak i tu mamy do czynienia z karykaturą na poziomie absolutnego mistrzostwa. No i to liternictwo! A kadr z Alexis trzymającą urwaną nogę to sobie w ramkę oprawię i nad biurkiem powieszę.
5/5pięć punktów

Julian Tomaszuk, Dżesika
W tym komiksie kadry są już poukładane, sześć na stronę, wszystkie czarno-białe. Mamy klaustrofobiczną, zgeometryzowaną przestrzeń szpitala, spoglądamy z perspektywy Dżesiki i wnikamy w ów wewnętrzny horror. Włosy, paznokcie, strach – fizjologia sprowadzona zostaje do abstrakcyjnych kształtów, upokorzenie przenosi się na fragmentaryczne ciało, co bardzo dobrze odzwierciedla uczucie zagrożenia i niepokoju. Na koniec widzimy profil Dżesiki. I współczujemy.
4/5cztery punkty

Ada Bucholc, Emerytki
Emerytki przenoszą nas do Lubiewa, plaży dla ciot sąsiadującej z plażą naturystów między Świnoujściem a Międzyzdrojami. Przenoszą nas też w czasie za pomocą peerelowskiej stylizacji komiksu: trzy bijące po oczach kolory, pękate postacie, ośrodek wczasowy „Społem” i brylantowe okulary. Komiks zapowiada, że ciąg dalszy nastąpi. Chciałabym, bo to jest świetnie zrealizowany pomysł.
4/5cztery punkty

Sławomir Shuty, Flora Restauracyjna
Rozumiem mniej więcej, co mi chcę pokazać, ale nie mogę przestać odnosić wrażenia, że to pójście na łatwiznę. Komiks składa się ze zdjęć (samego autora bodajże), który wciela się w rolę Przeciętnego Polaka ™ oglądającego program w telewizji, a w tej telewizji fragmenty Flory restauracyjnej. Polak się oburza, ciska gromy, woła: „pedały! Jezu!” I? No właśnie nic nowego pod słońcem, oprócz prawdy pradawnej, jak to Przeciętnych Polaków ™ pedalstwo obrzydza.
2/5dwa punkty

Balbina Bruszewska, Fredka
Fredka to opowieść o emerycie spod Poznania, który przyjeżdża na ławeczkę do owego pięknego miasta wspominać stare czasy, a czasem obciągnąć chłopakom na gigancie za 20 złotych. W komiksie Bruszewskiej nie widzimy jednak starej, obleśnej cioty, ale młodego dżentelmena wyciętego z przedwojennej gazety. To (dosłownie i w przenośni) ironiczny kolaż zrobiony z dużą dozą poczucia humoru. Na koniec autorka zostawia nas z zagadką. Czy odgadniemy?
4/5cztery punkty

Kuba Woynarowski, Gizela
Historia cioty opowiedziana za pomocą przedmiotu, to kolejny ciekawy sposób ujęcia tematu. Woynarowski tworzy różowo-czarne rysunki techniczne magnetofonu, którego działanie i stopniowa degradacja unaoczniają ponurą i nie tak różową rzeczywistość Gizeli. Magnetofon się rozpada, podobnie jej marzenia, plany i miłość do Modern Talking. Smutna historia opowiedziana z dystansem przedmiotu.
3/5trzy punkty

Jurek Stefanowicz, Grupa z Poznania
W moim odczuciu jedna z najciekawszych propozycji koncepcyjnych w tym zbiorze. Hasło ilustruje dwa rozdziały Lubiewa o tytułowej grupie z Poznania, która składa się z dwóch różnych rodzajów postaci: wyemancypowanych gejów i miłośników BDSM. Wszyscy Poznaniacy budzą w narratorze olbrzymi wstręt. Cała historia zaś składa nam się na kształt papierowego członka. Dosłownie! Sprawdziłam. Skserowałam, wycięłam i złożyłam.
5/5pięć punktów

Krzysztof Ostrowski, Kalicka
Kolejna historia może być niejasna dla osób, które nie czytały Lubiewa. Kalicka to historia o więziennym „cwelu”. Ograniczona kolorystyka, użycie flamastrów i kreskówkowa forma sprawiają wrażenie  nieco nieczytelnej, ale też dynamicznej. Duży plus za scenę z dżemem ukradzionym z Bierdonki.
3/5trzy punkty

Maciej Sieńczyk, Kangurzyca
Kolejna propozycja w klimatach PRL, tym razem w swojej formie przywodzi mi na myśl komiksy z kapitanem Żbikiem. Są to raczej ilustracje niż komiks, z bardzo ładnym liternictwem i w prostej, wypłowiałej kolorystyce. Gdyby nie wypięty tyłek Kangurzycy na jednej ze stron – można byłoby je pomylić z komiksami „z epoki”.
3/5trzy punkty

Beata Sosnowska, Kokarda
Sosnowska zasłynęła rysunkami cipek w polskim komiksie, a w Kokardzie udowodniła, że fiutki też jej niestraszne. Umieszczone są gdzie popadnie w komiksie – podzwaniają i dyndają wesoło, chociażby w okolicach blaszaka. Historia jest kolorowa, ironiczna i narysowana z dużym poczuciem humoru. Podobnie, jak u Olgi Wróbel, są tu akwarele, ale tym razem wykorzystane zupełnie inaczej, w bardziej intensywnej kolorystyce. Cukierkowa oprawa sprawia, że opowieść ta należy do moich ulubionych. Chociaż może to kwestia Sosnowskiej, wobec twórczości której jestem bałwochwalczo wręcz bezkrytyczna.
5/5pięć punktów

Agnieszka Piksa, Lukrecja
Lektura Lukrecji przywodzi na myśl oglądanie niektórych grafik Picassa. Rysunki są linearne, ascetyczne, każdy z sześciu kadrów zaplanowanych na stronę mógłby stanowić osobną pracę, często rozbieżną w stylu od poprzednich. Gdyby nie tekst towarzyszący rysunkom, pewnie trudno byłoby odczytać jakąś fabularność. Konfundować może również zmiana tytułu – autorka swój komiks zatytułowała bowiem Przemiany. Plus za grafiki, niektóre z nich chętnie przerobiłabym na wlepki.
3/5trzy punkty

Daniel Gutowski, Łucja Kąpielowa
Gutowskiemu na czterech stronach udało się właściwie zmieścić dwie historie oraz epilog. Pierwsza to rzut okiem na świat schadzek w miejskiej pływalni, animowanych przez tytułową Łucję. Wszystko w cukierkowej, turkusowo-różowej kolorystyce, nawet kwestia rozprzestrzeniającego się w tej społeczności AIDS traktowana jest z przymrużeniem oka. Druga opowieść, to historia makabrycznej śmierci Łucji. Nadal wykorzystane jest różowe tło, niemniej jednak kreska ulega subtelniej zmianie, jest bardziej rozedrgana, szarpana. Bardzo lubię taką czystą, spójną stylistykę i jaskrawe kolory. Wątek HIV/AIDS został ciekawie rozwiązany graficznie. Epilog natomiast stanowi zadziwiającą konkluzję.
5/5pięć punktów

Justyna Gryglewicz, Maciejowa
Krótki, jednostronicowy komiks, jaki zaprezentowała Gryglewicz, to ciekawy eksperyment, coś z pogranicza komiksu i grafiki. Udana puenta, zwarta narracja, interesujące wykorzystanie kształtów geometrycznych, jednak nie jest to komiks porywający.
3/5trzy punkty

Bartek Materka, Maria od Relikwii
Nie mogę się przekonać do komiksów zrobionych z fotografii. Koncepcja ciekawa, dużo tekstu oryginalnego, ciekawie wygląda dialog między figurkami z peerelowskiej meblościanki, niemniej jednak nie jest to moja rzecz.
2/5dwa punkty

Jakub Skoczek, Mengele
Kolejny komiks o bardziej ilustracyjnym charakterze. Bardzo ciekawy zabieg, każda z tych stron mogłaby być z powodzeniem okładką książki lub jej ilustracją. Kontrast pomiędzy organicznymi, roślinnymi ornamentami pełznącymi wzdłuż strony, a idealnie symetrycznymi narzędziami robi mocne wrażenia i budzi pełne grozy skojarzenia.
4/5cztery punkty

Maciej Pałka, Karol Konwerski, Michaśka
Komiks najbardziej metatekstowy ze wszystkich, Michaśką nazywa się sam Witkowski, tutaj jest on przedmiotem rozmowy telefonicznej dwóch ciot. Mamy zaprezentowaną przedramatyzowaną mimikę, nawiązania do wielkich dzieł kultury niskiej, „przegięcie” w każdym calu. Wszystko w kolorystyce różu i liliowego. Fantastyczna komiksowa dynamika, świetna kreska.
5/5pięć punktów

Anna Czarnota, Panna
Groteskowa, niedokładna, lekko dziecinna kreska sprawia wrażenie komiksu narysowanego na końcu zeszytu, na szybko. Wolałabym wierzyć, iż to taki zabieg artystyczny. Czytelność tej pracy jest średnia, trudno się skupić na tekście przez chaotyczne liternictwo. Puenta komiksu zabawna i trafna.
3/5trzy punkty

Ewa Juszczuk, Paula
Bliżej tej pracy do grafiki niż do komiksu, ciekawym zabiegiem zaś jest korzystanie tylko z jednego koloru – różu. Sugestywne ornamenty i tła są do zauważenia tylko po dokładnym przyjrzeniu się, co zwiększa ironiczny wydźwięk. Fenomenalne liternictwo i rozplanowanie tekstu.
4/5cztery punkty

Michał Rzecznik, Paula (1-4)
Komiks wyróżnia się spośród innych obsadzeniem zwierząt jako bohaterek. Rzecznik przedstawia nam cztery różne historie, wszystkie w uporządkowanych kadrach, z zabawną puentą, kolorowe i lekkie, a jednocześnie oryginalne na tle całego zbioru.
4/5cztery punkty

Mikołaj Tkacz, Pisuaresa
Pisuaresa to kobieta-monstrum pracująca w toalecie publicznej na Dworcu Głównym. Niesprzyjająca ciotom, węsząca spiski i kontrolująca kabiny toaletowe. Tkacz chwycił za flamastry i stworzył wizję jak z dziecięcego koszmaru. Jaskrawą, krzywo narysowaną, wręcz naiwną, a za to pełną uroku.
5/5pięć punktów

Anna Helena Szymborska, Roma Piekarzowa
Króciutka historia z bardzo ładną, dynamiczną kreską, dobrze zrobionym liternictwem i ciekawym projektem postaci. Roma Piekarzowa od razu budzi sympatię. Puenta inteligentna i zabawna.
5/5pięć punktów

Marcin Podolec, Sanepidziara
Podolec, podobnie jak Rzecznik, postacie z Lubiewa ubiera w nie-ludzką formę. W tym przypadku są to kretopodobne, antropomorficzne stworki w beretach. Interesująca forma, jednak mam wrażenie, iż czegoś tu zabrakło. Okrzyk „Cioty ciotom zgotowały ten los!” świetnie wkomponowany.
3/5trzy punkty

Wojciech Stefaniec, Udawany Luj
Jak już to się pewnie dało zauważyć, jestem fanką ciekawego liternictwa. W tym komiksie jest to pierwsza rzecz, na którą zwróciłam uwagę. Autor wziął w ręce flamastry i narysował zgrabną historię z bardzo interesująco zapisanym, chociaż dość nieczytelnym tekstem. Kawał dobrej, rysunkowej roboty.
4/5cztery punkty

„Wielki Atlas Ciot Polskich”to pozycja unikatowa na polskim rynku, pokazująca jak różnorodnie można zinterpretować tekst literacki poprzez komiks, grafikę i fotografie. Osobiście bardziej przypadły mi do gustu prace „komiksowe” niźli „graficzne”, jednak każdy i każda znajdzie tu coś dla siebie. Dominuje stylistyka na PRL w doborze fontów, kolorystyki, stylizacji. Wśród kolorów prym wiedzie róż. Ze wszystkich historii jednak przebija ironia i specyficzny język prozy Witkowskiego. „Wielki Atlas Ciot Polskich” stanowi wielogłos artystyczny i komiksowy o ciotach, do którego warto sięgnąć.

Zobacz także:

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *