2

„Nie poczuwam się do bycia nestorką sprawy kobiecej w komiksie” Rozmowa z Kingą Kuczyńską

Organizowałaś warsztaty dla dziewczyn, prowadziłaś słynny panel o komiksie kobiecym na Komiksowej Warszawie. Wreszcie jesteś autorką pionierskiej publikacji na polskim rynku. Skąd u ciebie zainteresowanie rysującymi kobietami?

Jako mała dziewczynka podbierałam komiksy starszemu bratu. Uwielbiałam komiksy Baranowskiego, „Tytusa, Romka i A’Tomka”, kochałam się w Thorgalu. Był dla mnie numerem dwa zaraz po Atreju z „Niekończącej się opowieści”. Mój brat pewnie do końca życia nie wybaczy mi że pokolorowałam „Szninkla” kredkami, ale ja nadal uważam że Amazonkom dobrze w blond. Z amerykańskich komiksów lubiłam „Spidermana”, zwłaszcza zapamiętałam numer z dodatkową stroną o kobietach Spidermana. Jakoś nigdy nie mogłam przekonać się do Hansa Klossa czy Punishera. Pamiętam pierwszą stronę jednego z „Punisherów” z przekleństwami  napisanymi w formie znaków. Strasznie długo próbowałam rozszyfrować te znaczki, byłam pewna, że działają na zasadzie hieroglifów i odkryję co odpowiada  „#”, a co „%!”. Naukowo komiksem postanowiłam zająć się, kiedy zaczęłam drugi kierunek studiów: Kulturoznawstwo. Wybrałam seminarium dr Jerzego Szyłaka i oczywistym wyborem było dla mnie znalezienie tematu związanego ze sztuką komiksu. Ponieważ moja praca z poprzedniego kierunku dotyczyła sztuki kobiet i feminizmu, postanowiłam połączyć te zainteresowania. Kiedy zaproponowałam temat pracy, Szyłak początkowo podszedł nieco sceptycznie, miał wątpliwości czy uda mi się zgromadzić wystarczającą ilość materiału. Powiedział: „No niech Pani sobie pisze o tym komiksie kobiecym, ale obawiam się, że to będzie bardzo krótka praca, bo rysowniczek w Polsce mamy może pięć”. I wtedy obrałam sobie za cel przekonać go, że nie ma racji.

W monografii przede wszystkim zbierasz dorobek polskich artystek komiksowych, zamiast poddawać je dogłębnej analizie  i porównaniu z np. twórczością mężczyzn. Mimo to posługujesz się terminem „komiks kobiecy” wybierając jego najprostszą definicję, odnoszącą się wyłącznie do płci.

Termin komiks kobiecy nie jest najszczęśliwszy, ponieważ odnosi się do cech, a mnie rzeczywiście interesowało autorstwo. Są dwa powody dla których na to określenie się zdecydowałam. Nie chciałam się odcinać od dyskusji, które przeszły przez środowisko komiksowe na temat zjawiska i tworzyć na swoje potrzeby terminu konkurencyjnego. Rozważałam posługiwanie się sformułowaniem „komiks kobiet”, które byłoby w tym przypadku bardziej trafne, co jednak odrzuciłam ponieważ pewna myśl teoretyczna, która już dość dawno temu przewinęła się przez inne dziedziny sztuki i literaturę, nie wydarzyła się jeszcze na polu komiksu polskiego. Dlatego komiks kobiecy (jeśli rozumieć go tak, jak popularnie rozumiany jest termin ”kino kobiece”, które w popkulturze odnosi się do komedii romantycznych) nie wywołuje jeszcze w moim odczuciu skojarzeń z repertuarem cech. W obszarze komiksu polskiego tak naprawdę jedynie komiks feministyczny pasuje do definicji komiksu kobiecego ponieważ porusza tematy związane specyficznie z doświadczeniem kobiecym, choć oczywiście stoi na przeciwległym biegunie w stosunku do popkulturowej „kobiecości”. Nie widzę zatem powodu, aby skazywać określenie „kobiece” na takie asocjacje na polu komiksu. Byłoby to sztuczne przeniesienie, w sytuacji kiedy w szerszej perspektywie nie mamy ani odbiorczyń ani twórczyń tego, co nazwalibyśmy komiksem kobiecym w rozumieniu popularnym czyli odnoszącym się do romansów,  kultury typu „chick” i Cosmopolitan. Termin „polski komiks kobiecy” nie jest jeszcze tym bagażem obciążony i wcale nie musi tak się stać.

W monografii wspominasz o bardzo wielu kobietach działających w Polsce na niwie komiksu. W antologii spośród tych wszystkich nazwisk, znalazło się czterdzieści autorek. Jaki był klucz doboru?

Antologia powstawała 3 lata, tekst w większości powstał na początku 2010 (później uległ tylko redakcji i niewielkim uzupełnieniom). Przez ten czas klucz niejednokrotnie się zmieniał z różnych względów: następujących na polu komiksu zmian, możliwości wydawcy, postępów w poszukiwaniu autorek. Początkowo idea była taka, aby tekst dotyczył głównie dorobku artystek znanych, tych które w środowisku publikowały, a antologia miała być miejscem dla debiutantek i autorek niszowych. W międzyczasie, kiedy kolejne terminy wydania się przesuwały debiutantki przestawały być debiutantkami, a rosnące zainteresowanie, a właściwie kontrowersje wokół tematu, przekonały wydawcę do potraktowania antologii przekrojowo. Nowe założenie było więc takie, żeby w antologii pojawiły się możliwie WSZYSTKIE tworzące komiksy kobiety posiadające na tym polu jakieś osiągnięcia, publikacje, bądź będące reprezentatywnymi dla danej niszy (np. komiks feministyczny, lesbijski czy manga). Ta decyzja pojawiła się jednak nieco zbyt późno, żeby takie założenie, zresztą dość utopijne, udało się spełnić. W tym okresie moje wysiłki skupiły się głównie na dotarciu do autorek uznanych tworzących w latach 90. i 2000-2010. Jedynym aspektem ograniczającym było autorstwo kobiet. Z antologii wypadały więc duety damsko-męskie.

Czy były twórczynie, które odmówiły ci udziału i z jakiego powodu? Czy były też takie, które świadomie pominęłaś?

Oczywiście nie było tak, że proponowałam udział każdej osobie płci żeńskiej. Tak jak wspomniałam pewien dorobek czy konsekwencja w tworzeniu były wymagane. Nie było tak, żebym którąś z twórczyń świadomie pominęła. Do niektórych autorek nie udało mi się dotrzeć, nie o wszystkich też wiedziałam, niektóre maile pozostawały bez odpowiedzi, pojawiły się też odmowy udziału. Cztery, o ile dobrze pamiętam, wśród nich dwie odmówiły z powodu braku czasu, jedna z powodów ideologicznych, a jedna nie podała powodu. Niektóre z autorek które wraziły zainteresowanie mimo moich uciążliwych ponagleń komiksów przed terminem publikacji nie przesłały.

Mnie w książce szczególnie brakuje rozdziału dot. rynku mangowego. Wiem, że sygnalizujesz zagadnienie, ale wydaje mi się, że dużym minusem publikacji jest brak rozwinięcia tematu. Zwłaszcza, że w przypadku mangi udział kobiet w rynku, czy to jako czytelniczek czy twórczyń, jest zdecydowanie większy.

Mnie również. Do tematu mangi podchodziłam trzykrotnie i za każdym razem bez powodzenia próbowałam kontaktować się z autorkami, z wydawcami. Nie udało mi się zebrać materiału, który pozwoliłby mi uczciwie podejść do tematu. Bałam się go spalić, więc zostawiłam go na badania, które będą kontynuowane przy pisaniu pracy doktorskiej.

Największe przeżycie towarzyszące ci podczas zbierania materiałów?

Wszystkie wzloty i upadki i kolejne przesunięcia terminu. Poza tym wywiad z Szarlotą Pawel! Te momenty kiedy imiona i nazwiska stawały się realnymi osobami. Nowe znajomości, tutaj powinno nastąpić wyznanie miłości z długą listą podmiotów mojego „oh” i „ah”. Na tej liście szczególne miejsce zajmuje Ewa Juszczuk, która wspierała mnie i uczestniczyła w projekcie od samego początku.

Skończyłaś pisać pracę w 2010 roku. Minęło kilka lat, temat się nieco zdezaktualizował. Nie masz wrażenia, że data premiery, a więc 23. MFKiG, to trochę niefortunny termin? Podczas gdy w swojej książce piszesz, że kobiety działają w środowisku jak satelity, na festiwalu mamy wysyp kobiecych albumów. Właściwie od 2011 da się zauważyć wzmożony udział twórczy kobiet w fandomie komiksowym.

Nie miałam wpływu na termin. 23. MFKiG to chyba trzeci z kolei łódzki termin na którym antologia miała być wydana. Wysyp to może zbyt optymistyczne określenie, natomiast to co się stało jest dowodem zmian, w których działania moje, Twoje, Asi Bordowej, osób związanych z Comix Grrrlz, Centrali i jeszcze kilku innych miały ogromne znaczenie. Tak naprawdę postawienie sobie tych pytań o twórczość kobiet jest nawet bardziej uzasadnione w zaistniej sytuacji. Bo co niby 23.MFKiG oznacza? Że nagle  anno domini 2012 w magiczny sposób zrodziło świetne autorki komiksowe? Dlaczego nie pojawiły się w  tej przestrzeni 5 lat temu, 2 lata temu? Ile jeszcze nieodkrytych talentów nie znalazło swojego miejsca  w  strukturach polskiego komiksowego świata artystycznego. Temat się nie zdezaktualizował, wręcz przeciwnie w końcu jego reprezentacja daje nadzieję na szeroką i, jak to określiłaś, „pogłębioną” analizę.

Absolutnie nie mam wrażenia że kilka dobrych debiutów kobiecych zamyka temat, co najwyżej jego pierwszy pełen emocji i bicia piany etap, w którym jakże często w merytorycznej dyskusji pojawiały się głosy typu „ ale o czym Wy mówicie, kobiety nie potrafią rysować komiksów” – tak, to rzeczywiście ostatecznie uległo zdezaktualizowaniu.

Czy w pracy doktorskiej uzupełnieniem monografii będzie również kompilacja komiksów?

Mam nadzieję, że kiedy skończę pisać doktorat  i jeśli zostanie on opublikowany, dołączenie do niego antologii nie będzie już konieczne. Kobiety będą sobie na rynku tak świetnie radziły, że tego typu kompilacja nie wniesie niczego nowego i stanie na półkach obok wydanych komiksów o których będzie tratować.

Pisząc o komiksie kobiecym, niezależnie od kontekstu użycia tego sformułowania, próbujesz przełamać status quo istniejące w środowisku. Środowisku zamkniętym na nowe idee. Książka może pokazać fandomowi, że, jak to określiła Olga Wróbel, „pewne kategorie są po prostu faktem, funkcjonującym narzędziem opisu rzeczywistości”. Więc dlaczego tak mało Ty-autorka udzielasz się w środowisku? Skoro powiedziałaś A, to należałoby i powiedzieć B.

<śmiech> Wydaje mi się, że praca którą wykonałam to nie tylko B, ale nawet mocne K. Jeśli natomiast ”udzielanie się” rozumiesz jako dyskutowanie na forach internetowych, to taka forma dialogu mnie nie interesuje, zwyczajnie nie mam na to czasu czy ochoty. Nie poczuwam się też do bycia nestorką „sprawy kobiecej w komiksie”, może temat sprowokowałam, ale zaraz po tym pojawiło się wiele głosów ze strony innych dziewczyn: Twojej, Olgi, autorek publikujących na Comix Grrrlz. Nie jesteśmy jednym głosem.

Z tego co robię chcę mieć radość i satysfakcję. Uwielbiam poznawać autorki, uwielbiam ich entuzjazm z tego, że w końcu widzą dla siebie przestrzeń do tworzenia, że to ich rysowanie to nie jest coś, co nie przystaje do bliżej nie znanej nikomu nory. Poza tym komiks kobiecy mnie totalnie kręci, tak jak kogoś kreci manga, a kogoś innego egzoszkielety. Opinie o „środowisku zamkniętym na nowe idee” mam z drugiej ręki. Osobiście mam tych doświadczeń bardzo niewiele, a w większości są one raczej pozytywne. Wydaje mi się, że „beton” to kilka najgłośniejszych osób, które nie koniecznie mają jakiekolwiek podłoże teoretyczne dla swoich opinii, opierając je na „obiektywnej logice” , posługując się często takimi pustymi znaczeniowo kategoriami jak „naturalność” czy „oczywistość”. Myślę, że  dużo zamieszania wynika również ze sposobu funkcjonowania środowiska, które przez lata było męskie. Chłopcy wytworzyli swój męski język i męskie imprezy, które stały się wykluczające nawet nie w sposób świadomy, ale przez fakt funkcjonowania w zamkniętym gronie w atmosferze zlotu kumpli. Refleksja nie była im potrzebna, bo tej bańki nikt nie rozbijał. Ale to jest świat, który umarł. Kobiety zaczynają wkraczać w tę przestrzeń i pewne zmiany są już koniecznością. Ja na nie czekam z entuzjazmem.

Rozmawiała Sylwia Kaźmierczak

Zobacz także:

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *