1

Thorgal – Louve #1: Raissa

Louve: Raissa okładka„Thorgal” – tytuł legenda, komiks na którym wychowało się kilka pokoleń, wciąż utrzymujący się na rynku. Jego popularność jest ogromna, nie ma się więc co dziwić, że wydawca postanowił z tego korzystać, nabijając sobie kabzę, jak najbardziej się da. Kwestią czasu było pojawienie się spin-off’ów do głównej serii. W 2010 roku premierę miał I. tom „Kriss de Valnor”, wydany również u nas przez wydawnictwo Egmont. Rok później pojawił się nowy „odpryskowy” tytuł, którego bohaterką wybrano Louve, córkę Thorgala i Aarcii. Również jej, spisane przez Yanna Le Pennetieri i zilustrowane przez Romana Surżenko, przygody zawitały w Polsce.

Można się zastanawiać czym był spowodowany wybór Louve jako protagonistki nowego tytułu. Fakt, jest to córka najsłynniejszego komiksowego Wikinga, ale rola drugoplanowa była jej przypisana z góry. Skoro Kriss dostała już własną serię, z żeńskich postaci pozostały jedynie córka z matką. Dobrze się więc stało, że wybór padł na Louve, bo Aarcia choć częściej miała w fabule swoje pięć minut, tak jej bierna i potulna postawa zawsze czyniły z niej postać nieatrakcyjną. I „Raissa” utwierdza nas tylko w przekonaniu, że jej osobowość, mimo zmiany scenarzysty, wcale się nie rozwinęła. Thorgal obrał sobie za żonę kobietę całkowicie mu podporządkowaną, do tego będącą modelową kurą domową czekającą na swojego męża.

Louve z głównej serii „Thorgala” była zupełnie bezbarwna. Postać traktowana przez scenarzystę jak przysłowiowe piąte koło u wozu i lekceważona chyba też przez samych czytelników. Tym razem już na wstępie mamy możliwość zapoznać się z charakterem dziewczynki, a jest z czym. Mała jawi się jako postać waleczna, narwana, lubiąca ryzyko i adrenalinę. Jest też dobrą łuczniczką, zbuntowaną i zdystansowaną do własnej matki. Mocno kontrastuje to z jej wizerunkiem znanym z wcześniejszych tomów, gdzie była jedynie cichym i zahukanym dzieckiem, zawsze pozostającym w cieniu innych. Odmieniony charakter i posiadana przez nią zdolność do porozumiewania się ze zwierzętami daje szerokie pole do popisu scenarzyście.

Pierwszy album otwiera scena w której małoletnia łuczniczka ćwiczy swoje umiejętności nad brzegiem morza. Wkrótce wplątuje się ona w konflikt z synem wodza wioski. Konflikt, jaki poniekąd kończy się spotkaniem z wilczycą Griz, która utraciła przywództwo w stadzie na rzecz tytułowej Raissy. Nasza bohaterka oczywiście decyduje się pomóc wypędzonej. Jakby miała niewystarczająco niebezpiecznych przygód, łuczniczka trafia też do dziwnej krainy, niby-raju, rządzonego przez Azzaleptöna. On sam ma w stosunku do dziewczynki własne zamiary. Wszystko wskazuje na to, że początkowe dwa rozdziały służą przedstawieniu postaci Louve i ukazaniu jak zmienił się jej charakter, a dopiero wątek z Azzaleptönem stanowi zawiązanie właściwej akcji, która będzie motorem napędowym kolejnych tomów.

„Raissa” nie jest wolna od wad. Irytuje przede wszystkim powtarzane zarówno przez Louve jak i jej matkę pytanie „gdzie jesteś Thorgalu?” i wznoszone do niego prośby o pomoc. O ile w przypadku biernej Aarcii jest to zachowanie normalne, tak dziwi w przypadku dziewczynki, która przecież buntuje się przeciw rodzicielce i chce wszystkim udowodnić swoją siłę i dojrzałość.
W pewnych momentach postaci wracają wspomnieniami do przeszłości, przybliżając tym samym Louve wydarzenia o których nie miała pojęcia, jak odnalezienie małego Thorgala przez Haraldssona czy okoliczności narodzin samej dziewczynki. Dla czytelników znających uniwersum Thorgala, może być to nużące, ale miejmy na uwadze, że seria jest także wymierzona w zupełnie nowy target, który może nie znać realiów świata w jakim rozgrywa się fabuła oraz historii poszczególnych postaci.

Surżenko wykonał rzetelną rzemieślniczą pracę. Jego styl oddaje ducha starych komiksów do których ilustracje wykonywał Rosiński. O prawdziwych umiejętnościach graficznych Rosjanina będzie można się przekonać już wkrótce, gdy w „Krakersie” zostanie opublikowany „Wielesław” z jego ilustracjami i do scenariusza Agafonova.

Choć „Louve: Raissa” jest być może odcinaniem kuponów od popularnej serii, do tego czytadłem na godzinę, to trzeba dać temu tytułowi szansę i sprawdzić w jaką stronę rozwinie się fabuła. Jeden album, w którym dopiero zawiązuje się właściwa akcja, nie jest wystarczająco reprezentatywny do ostatecznego osądu. A możliwość wystawienia Yannowi oceny będziemy mieć już na jesień kiedy Egmont wyda II. tom.

Zobacz także:

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *