1

Spadająca gwiazda

tekst opublikowany pierwotnie na Alei Komiksu

W przypadku komiksu „Spadająca gwiazda. Marilyn Monroe” mamy do czynienia z próbą sfabularyzowanej biografii Marilyn Monroe. Dlaczego napisałem „próbą biografii”? Ponieważ, mówi o tym Zbigniew Kasprzak w wywiadzie zamieszczonym na końcu albumu (tak na marginesie, podoba mi się, że w książkach Ongrysa umieszczane są wywiady z twórcami, które przybliżają okoliczności powstania). W założeniu chodziło o „przypomnienie tej barwnej postaci starszym czytelnikom lub przybliżenie jej młodym, którzy nie mają już styczności z jej filmami”. Punktem wyjścia scenariusza jest śmierć Marilyn Monroe. Najważniejsze fakty z jej życia i kariery są przedstawiane (przypominane) w albumie za pomocą jednoplanszowych bądź dwuplanszowych, niechronologicznych retrospekcji. Sposób poprowadzenia historii spowodował konieczność wybrania tylko tych zdarzeń z życia Marilyn, które obrazowały stan uczuciowy, emocjonalny i psychiczny bohaterki.

Taki pomysł na scenariusz powoduje u czytelnika odczucie niedosytu (dlaczego przywołano te sytuacje, a nie inne?) i chaosu (czy rezygnacja z linearnej narracji miała oddać zdezorientowanie, zagubienie aktorki?). Sam pomysł na scenariusz jest ciekawy i nie wydaje mi się zły. Jednakże wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Dialogi są sztywne i nienaturalne: „A propos, wydaję dziś wieczorem przyjęcie w mojej posiadłości. Liczę na twoją obecność!” lub „No dobrze. Zauważyłam, że zawsze miałaś doskonałe kontakty z Joem. Czy pozostałaś w dobrych relacjach z innymi twoimi mężami?”. Marilyn Monroe była osobą barwną, neurotyczną, rozpieszczoną, ekscentryczną i jednocześnie niepewną siebie. Niestety czytając „Spadającą gwiazdę…”, miałem wrażenie, że cały czas zachowuje się, jakby była na planie filmowym, jakby cały czas grała, jakby wciąż czytała listę dialogową, a nie mówiła. Postać stworzona przez Maryse i Jean-Francoisa Charles’ów jest płaska, jednowymiarowa i banalna.

Chociaż ilustracje Zbigniewa Kasprzaka nie są perfekcyjne, ponieważ przy kolejnym kartkowaniu zwraca się uwagę na pewne niedoróbki: płytkie kadry i mało rozbudowane tła, „kamienne” twarze, groteskowość i statyczność postaci, nieukończone plansze (str. 33 oraz 41), niekonsekwencję (na pierwszych stronach, gdy akcja dzieje się w nocy, to przestrzeń między kadrami jest czarna, a na stronie 40 akcja również dzieje się w nocy, a przestrzeń między kadrami jest biała), to w moim odczuciu, gdyby nie one, komiks „Spadająca gwiazda. Marilyn Monroe” należałby uznać za kompletnie nieudany. Malarska technika zastosowana przez Kasa, odwołuje się do żywej kolorystyki impresjonistów oraz realizmu w przedstawieniu postaci, powodując tym samym, że całość jest miła dla oka. W ostatecznym rozrachunku większą przyjemność sprawia oglądanie tego albumu niż czytanie.

Zobacz także:

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *