1

Historia fabryki

tekst opublikowany pierwotnie na blogu Kopiec Kreta 

„Historia fabryki” Edyty Mei to autorski komiks zinowy. Autorka napisała scenariusz, narysowała, a także własnoręcznie wydała i rozdystrybuowała. Sama zaprojektowała okładkę – wszystkie cztery strony! – a kolory, pięknie, nałożyła Marta Nieznayu. Okładki wydrukował (w pracy, pod nieobecność szefa?) Michał Misztal. Nakład wynosi, podobno, 20 egzemplarzy. Zeszyty są numerowane ręcznie, mój nosi numer 20, czyli właściwie „nakład się wyczerpał”. Ciekawe, czy będzie „dodruk”? Powinien być.

Komiks opowiada historię Eryka, lat 20, który mieszka u swojego brata Edwina w domku niedaleko lasu, do którego Eryk chodzi zbierać grzyby na sos i zupę, bo Eryk lubi gotować. Edwin jest niezadowolony z tego, że jego brat nie pracuje, co mu wypomina w czasie rodzinnej kłótni. Namawia go, by zatrudnił się w nowopowstałej fabryce. Wymiana zdań między braćmi kończy się w chwili, pojawiania się na scenie (w kadrze okna) Eulalii. Eulalia to najbardziej tajemnicza postać całego komiksu. Autorka długo ukrywa przed czytelnikiem kim jest i skąd wzięła się ta dziewczynka. Eryk podejmuje pracę w fabryce, której szefem jest Janusz – krabopodobny stwór. Fabryka to jest Złe Miejsce, gdzie porządku i ładu pilnuje ufoludek o imieniu Alien.

Co dzieje się później? Jak dalej rozwija się historia Eryka? Powiem tylko, że całość kończy się dobrze, nadzwyczaj dobrze. Komiks ma niezwykle pozytywny przekaz, cytując słowa ojca Janusza: „Wszystko da się naprawić. Zawsze”. Urok scenariusza polega na subtelnej prostocie i swoistym zaangażowaniu społecznym. Nie ma ani superbohaterów, ani wampirów. Postaci nie mają żadnych supermocy, ale za to potrafią płakać, śmiać się i smucić. Za niedociągnięcie scenariusza uważam nadmierną opisowość, chęć dookreślenia sytuacji, która mocno widoczna jest w początkowych planszach „Historii fabryki”. Potem jest lepiej, jakby autorka mocniej zaufała swoim rysunkom. Rysunki zaczynają dopowiadać scenariusz.

Bardzo ciekawym zabiegiem jest nieoczywistość płci bohaterów. Eryk jest tak narysowany, że równie dobrze mógłby być dziewczynką. Podobnie jest z ojcem Janusza, który na pierwszy (i na drugi zresztą także) rzut oka wygląda jak przystojna, długonoga, długowłosa kobieta i gdyby nie określenie „ojciec”, mógłby uchodzić za „matkę”. Sądzę, że jest to zamierzony zabieg ze strony autorki. Super!

Podobają mi się rysunki oraz kadrowanie. Rysunki wykonane są czarnym piórem o cienkiej stalówce, co powoduje, że kreska jest delikatna. Wielkość i ustawienie kadrów jest bardzo różnorodne. Czasem na stronie jest 10 kadrów, czasem 4, a czasem 6. Takie ustawienie kadrów powoduje, że oglądanie nie jest nużące, a wręcz bywa zaskakujące. Co prawda zwykle są to prostokąty lub kwadraty, jednak na stronie 27 i 29 autorka eksperymentuje, zupełnie niepotrzebnie moim zdaniem, z innym kadrowaniem.

Na zakończenie jeszcze jedna mała uwaga. Byłbym szczęśliwy, gdyby autorka, przygotowując następny komiks, który bardzo chętnie kupię, przypomniała sobie kilka zasad ortograficznych i interpunkcyjnych.

Zobacz także:

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *