1

Zagubione w gąszczu kadrów

tekst w nieco zmienionej formie opublikowany w 2. nr magazynu Furia

Kiedy poproszono mnie o materiał o komiksach do 2. numeru „Furii”, zastanawiałam się od czego można by zacząć. „Furia ma charakter queerowy, lesbijski” pomyślałam, czemu więc nie skoncentrować się na czymś związanym z obecnością lesbijek w rysunkowych historiach. Jest to temat wart zainteresowania, także osób uprzedzonych do rysunkowej formy. Musimy jednak wiedzieć jakie pozycje z  gąszczu komiksów dostępnych na rynku  szczególnie amerykańskim, wyłowić, aby znaleźć to czego szukamy. Dlatego zdecydowałam się na tekst będący subiektywną polecanką tytułów, na które szczególnie warto zwrócić uwagę, gdy chcemy sięgnąć po safizm w komiksach. Nie, nie będzie to kolejna rozprawa o „Fun Home” Alison Bechdel, bo o tej powieści graficznej powiedziano już chyba wszystko. Przy wyborze poniższych komiksów kierowałam się warstwą fabularną, rolą jaką dany tytuł odegrał w swoim (i nie tylko) gatunku oraz jego przydatnością – czy to z naukowego czy literackiego punktu widzenia.

Coming out w wersji retro

Na zachodzie komiks lesbijski funkcjonuje od kilku dekad. Jego początki datuje się na lata 70. XX wieku czyli czasy intensywnego rozwoju kobiecego komiksu undergroundowego. Wówczas twórczość swoją rozpoczynały Roberta Gregory, Trina Robbins, Margery Peters, publikując opowieści głównie o seksie, menstruacji, ciąży. Ponieważ działalność ruchu feministycznego i związanych z nim artystek to także walka o prawa mniejszości seksualnych, gdzieniegdzie w rysunkowych historyjkach zaczęły pojawiać się elementy lesbijskie. Autorkami dwóch wczesnych i zarazem najbardziej znanych „naszych” komiksów są działaczki środowisk kobiecych: Roberta Gregory odpowiedzialna za „Dynamite Damsels” i Mary Wings za „Come Out Comix”.
W roli głównej bohaterki powstałego w 1972 r. „Come Out Comix” występuje Maggie – alter ego twórczyni. Widzimy ją w czterech krótkich etapach jej życia. Są to odpowiednio: odkrycie własnej seksualności, ujawnienie się i poszukiwanie innych lesbijek, wkroczenie w tak zwaną “branżę” oraz pierwsza miłość.
Kreatorka przedstawia swoje osobiste (a w tamtych okolicznościach zapewne tożsame z losami innych kobiet) doświadczenia, gdzieniegdzie przemycając problematykę homofobii i mizoginii. Coming out bohaterki i początkowe komplikacje, jakie z niego wynikają, ostatecznie doprowadzają do szczęśliwego zakończenia. Komiks sprawia wrażenie swego rodzaju przewodnika dla zagubionych kobiet próbujących określić własną tożsamość.

Lekturę powstałego cztery lata później „Dynamite Damsels” rozpoczynamy od krótkiego epizodu o wdzięcznym tytule “Every City Has One Superdyke”, który idealizuje obraz typowej lesbijki w typie butch. To właśnie znajdująca się na pograniczu kobiecości i męskości aparycja szczególnie dominuje w pracy Gregory. Kolejny short przybliża postać bohaterki Friedy, która jednak nie będzie odgrywać pierwszej roli w całym scenariuszu. Już wkrótce dołączą bowiem do niej pragnąca uczestniczyć w ruchu kobiecym Edie, borykająca się z problemem nadwagi Shelley i męska w sposobie bycia Doris.
„Dynamite Damsels” to historia lesbijska wpleciona w realia drugiej fali feminizmu. Mamy tu całą plejadę mniej lub bardziej aktywnie działających kobiet, z których każda ma własną wizję walki z patriarchatem. Ich homoseksualność nie pomaga, lecz szkodzi w realizacji założeń. Często staje się też zarzewiem konfliktów w kontaktach z emancypantkami, które mimo szumnych postulatów traktują lesbijki na równi ze znienawidzonymi przez siebie mężczyznami. „Dynamite Damsels” dostarcza sporo informacji o ówczesnej Ameryce i jej społeczeństwie, przykładowo reakcje obywateli na głoszone przez kobiety postulaty. Komiks Gregory można odczytać jako rozrachunek z tym, co się udało – a czego nie – wywalczyć ówczesnym aktywistkom lesbijskim związanym z ruchem feministycznym.
W omawianych zeszytach widzimy odmienne podejście autorek do homoseksualnej tematyki. O ile dla Wings ujawnienie swojej orientacji było materią osobistą, w „Dynamite Damsels” zyskało miano sprawy politycznej, stało się częścią walki o równouprawnienie.
„Dynamite Damsels” i „Come Out Comix” to, mimo swojej krótkiej formy, źródła wiedzy o życiu lesbijek prawie cztery dekady temu. Dodatkowo stanowią kawałek komiksowej historii i warto je znać, choćby po to, by wiedzieć, jak ewoluował gatunek.

Z przewodnikiem do księgarni

Ilość wyprodukowanych sappho komiksów jest na tyle duża, że najlepiej skorzystać z przewodnika. Na taki pomysł wpadła Rosalind Warren wydając w 1995 r. „Dyke Strippers. Lesbian Cartoonists A to Z”. Nie jest to queerowy komiks w czystym tego słowa znaczeniu, lecz mini encyklopedia, która poza shortami lub pojedynczymi rysunkami twórczyń związanych z kręgami LGBT, zawiera także krótkie informacje i wywiady z niektórymi z nich. Do zbioru trafiły znane nazwiska (Alison Bechdel, Paige Braddock, Joan Hilty, Roberta Gregory, Leanne Franson, Jennifer Camper), jak i osoby o których dokonaniach nie mówiło się zbyt wiele (Kris Kovick, Nikki Gosch, Fish). Ponad 200 stron Warren poświęciła na omówienie twórczości prawie czterdziestu autorek.
Narysowane historie dotykają różnych zagadnień. Nie wszystkie z nich dotyczą stricte homo i biseksualistek. Sporo jest tu tematów kobiecych: menstruacja, PMS, tampony itp. Reszta shortów mówi o seksie, orgiach, romansach, związkowym real-life, homorodzicielstwie, masturbacji. W obsadzie wojujące feministki, wściekłe lesbijki, butche, femme i cała plejada innych postaci. Większość opowiastek utrzymana jest w komediowym tonie, ale zdarzają się też smutne czy nieco dziwaczne.
Kompilacja Warren nosząca funkcję edukacyjną, posiada jeden mankament. Obecnie jest już mocno nieaktualna, gdyż przez ostatnie piętnaście lat nastąpił intensywny rozwój komiksu homoseksualnego, a wśród samych twórczyń mocne przetasowania. Część z wymienionych nie działa już na komiksowej niwie, w zamian pojawiło się wiele nowych. Dlatego wypatruję drugiej, współczesnej edycji „Dyke Strippers”.

Renee Montoya ma sekret

Amerykański komiksowy mainstream kojarzy się najczęściej z superbohaterami. Umięśnieni mężczyźni odziani w obcisłe lateksowe kostiumy – jakież to gejowskie! „Branżowe” motywy przeniknęły do historii głównego nurtu. Jednak nie zawsze dotyczą one osób strzelających laserem z oczu. W 2003 r. wydawnictwo DC Comics rozpoczęło serializowanie „Gotham Central” – tytułu, który już wkrótce miał stać się jedną z najlepiej rozpisanych serii kryminalnych w historii komiksów, porównywaną do takich klasyków jak telewizyjny serial „Crime Story”. Wydane zeszyty zostały zebrane w pięć tomów. Całość opowiada o życiu policjantów z jednostki w Gotham, mieście Batmana. Choć miejsce akcji zostało osadzone w jego uniwersum, udział samego herosa w całej opowieści jest znikomy.
Dla nas szczególnie interesujący jest drugi w kolejności tom o podtytule „Half a Life” (scen. Greg Rucka, rys. Michael Lark). Zaletą tego woluminu jest, iż może być czytany bez znajomości poprzedniego; nie przeszkadza nam to w pełnym rozkoszowaniu się „Half a Life”. Opowiedziana historia rozgrywa się wzasadzie niezależnie od pozostałych wydarzeń. Główną postacią staje się Renee Montoya, wcześniej pojawiająca się jako postać poboczna zarówno w serii „Gotham Central”, jak i w różnych odcinkach Batmana. Montoya jest jedną z najlepszych i najbardziej oddanych pracownic wydziału policji w Gotham. Jednak jej życie zaczyna się rozpadać, gdy zostaje outowana przed rodziną i znajomymi z pracy, a przy okazji wrobiona w morderstwo. Po tych zdarzeniach nosi potrójne brzemię wykluczenia: jako latynoska, kobieta i lesbijka. Wszystko za sprawą Harvey’a ‚Two-Face’ Denta, którego łączy z kobietą dziwna relacja ni to przyjaźni, ni uzależnienie. Mający na jej punkcie obsesję Dent wprowadza w czyn swój mistrzowski plan, którego celem jest odebranie policjantce wszystkiego, co dla niej ważne.
„Half a Life” to mocna historia o zapadających w pamięci wielowarstwowych bohaterach i dialogach. Szczególnie zachęcam zajrzeć na strony 72-74 i 78-79. Piękna opowieść o gliniarzach, będących zwykłymi ludźmi, żyjącymi swoim życiem pełnym lęków i marzeń.
Od tego tytułu zaczęła się kariera Renee Montoi jako komiksowej postaci. Odegrała też znaczącą rolę w seriach „52” oraz „Crime Bible”. W międzyczasie została „zeswatana” przez autora z superheroiną Batwoman czyli Kate Kane.
Za sprawą „Half a Life” Greg Rucka wpisał się w świadomość czytelników jako autor najbardziej przejmującego, niechcianego coming outu przedstawionego w komiksie. Zobrazował konflikt powstały między bohaterką a jej głęboko wierzącymi rodzicami i aroganckim partnerem z pracy.  Reakcje Montoi są bardzo ludzkie: boi się, denerwuje, jest zdesperowana, czasem ponosi ją agresja. Rucka stworzył komiks realistyczny, mimo podjętej tematyki nieprzedramatyzowany, nieugrzeczniony.

O safizmie po japońsku

Stereotypy, jakie towarzyszą hasłu: „manga/komiks japoński” przyczyniają się do odrzucania na wstępie licznych wartościowych pozycji. Jednym z niedocenionych tytułów jest „Indigo Blue” (scen. & rys.Yamaji Ebine). Nazwisko autorki często pojawia się w opracowaniach dotyczących komiksu azjatyckiego, szczególnie skierowanego do kobiet po trzydziestce. Mimo to wydawcy niechętnie spoglądają na jej twórczość. Poza Włochami i Francją nie znajdziemy obcojęzycznych wydań jej mang.  Wielka szkoda, bo choć jest to artystka specjalizująca się w pisaniu scenariuszy o lesbijkach i dla lesbijek, otrzymujemy opowieści, które mają charakter uniwersalny i mogą dotyczyć każdego, niezależnie od płci czy preferencji.
Akcja „Indigo Blue” rozgrywa się w czasach nam współczesnych. Główna bohaterka Rutsu jest młodą, obiecującą pisarką, która już odnosi sukcesy. Żyje w ustabilizowanym związku ze swoim wydawcą Ryuujim. Pewnego dnia znajomy przedstawia jej Tamaki Yano, redaktor naczelną magazynu artystycznego „Nerve”, doskonale znającą twórczość powieściopisarki. Po krótkiej rozmowie Rutsu zostaje zauroczona nowo poznaną kobietą. Tak zaczyna się jej fascynacja, a potem niemal obsesja. Po kilku próbach kontaktu z Tamaki, bohaterka wreszcie decyduje się na odważny krok i odwiedza edytorkę w jej własnym mieszkaniu. Wspólnie spędzona noc zmienia życie ich obu. Yano zaczyna angażować się w tą relację, a Rutsu czuje się rozdarta między interesownym związkiem z Ryuujim, a zafascynowaniem Tamaki. Wkrótce wszystko musi znaleźć rozwiązanie.
Pomimo, że bohaterowie „Indigo Blue” to ludzie sztuki, ich problemy są nam bliskie: pożądanie, trudne rozróżnienie między miłością a przywiązaniem, rozdarcie pomiędzy uczuciami do dwóch osób. Nie jest to historia z typowym happy endem, jednak nie zakończenie jest tu najważniejsze. Atutem komiksu są postaci: Ryuuji – zwykły “chłopak z sąsiedztwa”, Tamaki –  odrzucająca uczucie pisarki z obawy przed zranieniem i główna bohaterka uwikłana w skomplikowany układ, na nowo odkrywająca swoją seksualność. Może właśnie to przejście od czysto seksualnej fascynacji do miłości tak mnie w tej mandze urzekło. Całość uważam za przykład rzetelnej i realistycznej historii.

Dobrych i bardzo dobrych komiksów z różnych stron świata z homoseksualnymi bohaterkami w obsadzie jest o wiele więcej. Czymże jednak byłby ten gatunek bez ekstraklasy. Opisane tytuły bez wątpienia do niej należą.

 

Zobacz także:

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *