0

„Rysowanie jest dla mnie sposobem na wyrażanie siebie” – rozmowa z Agatą Łaguniak

wywiad opublikowany pierwotnie w 66. nr KZ

Zacznę od standardowego pytania. Jak zaczęła się twoja przygoda z komiksem?

Zaczęła się od takich tytułów jak „Old Shatterhand i Winnetou” czy „Thorgal”, czytanych wspólnie z bratem. Potem zaczytywałam się zeszytówkami TM-Semica. Miałam ten komfort, że czytaliśmy komiksy razem z bratem i kuzynostwem, wymienialiśmy się nimi itp. Stopniowo zainteresowałam się innymi gatunkami: mangą czy amerykańskim komiksem niezależnym.

Tworzysz na poważnie już od kilku lat. W Polsce, nie licząc „Bostońskich małżeństw”, współpracowałaś jedynie z zinem „Agresor”. Z tego, co wiem,Twój komiks nie został w nim nawet opublikowany w całości. Czy to zraziło cię do podjęcia późniejszych prób publikacji w innym rodzimym zinie?

Zaczęłam publikować w Stanach i wydawanie tam shortów szło mi na tyle nieźle, że po prostu nie myślałam o publikacjach na rodzimym podwórku.

Jakie zdarzenie stało się przełomem, który spowodował iż zdecydowałaś się spróbować swoich sił za granicą i dlaczego wybrałaś akurat USA?

Zwyczajnie znalazłam ogłoszenie o naborze do antologii i postanowiłam spróbować. Nie było to podyktowane żadnym przełomowym wydarzeniem.

Pierwszy Twój wydany w Ameryce komiks to „Fotografia” w zbiorze „Slam Bang”. Ten sam, który pocięty trafił też do „Agresora”. Próbowałaś z tą samą historią, bo chciałaś, aby wreszcie ukazała się w całości, czy po prostu korzystałaś z tego, że masz gotowy materiał?

„Fotografia” najpierw ukazała się w „Slam Bang”, w całości, później trafiła do „Agresora”, gdzie została pocięta. Do „Agresora” wysłałam komiks, bo po prostu dysponowałam gotowym materiałem.

Twoje shorty trafiły do trzech numerów „Slam Bang”. Czy to znaczy, że stałaś się jedną ze stałych gościn cyklicznej publikacji Allena Freemana?

W pewnym momencie regularnie publikowałam w „Slam Bang”, być może moje prace pojawią się w przyszłych numerach.

Kolejnym wydanym było „Bitter-Sweet Melody” w „Yuri Monogatari”, antologii zupełnie innego pokroju. Znaczny rozstrzał zarówno tematyczny, jak i graficzny. Rozumiem, że próbowałaś swoich sił gdzie tylko była możliwość.

Próbowałam swoich sił w zróżnicowanych tematycznie antologiach, bo tworzę różne komiksy, zarówno pod względem fabularnym, jak i graficznym.

Podobno współpraca z Ericą Friedman z ALC Publishing, wydawcy „Yuri Monogatari”, była dla ciebie szczególnie niemiłym doświadczeniem, ze względu na jej uwagi do wersji formalnej, scenariusza i ciągłe opóźnianie korekty? Jak dałaś sobie z tym radę?

Rzeczywiście bardzo ciężko mi się z nią pracowało, tym bardziej, że w zasadzie nigdy poza nią nie miałam problemu z edytorami, co więcej od niektórych naprawdę wiele się nauczyłam. Z perspektywy czasu nie wydaje mi się to szczególnie ważne, kolejna publikacja, kolejne doświadczenie.

Byłaś też jedyną kobietą opublikowaną w „Queerbait”. Nie czułaś się dziwnie w męskim, homoseksualnym gronie autorów, z których każdy narysował komiks gejowski? Wysyłając tam swoje zgłoszenie, wiedziałaś, że będziesz jedyna? Nie wydaje mi się, aby w tym wypadku całości przyświecała zwykła chęć posiadania kolejnej publikacji na koncie.

Zależy, o którym „Queerbait” mowa; w pierwszym, poza moim, są tylko komiksy gejowskie, w drugim jest większe zróżnicowanie tematyczne. Wysyłając komiks wiedziałam tylko, że ma to być antologia LGBT. To, że moja praca „odstaje” od reszty specjalnie mi nie przeszkadza, dobór shortów w antologiach jest często w jakimś stopniu przypadkowy.

Czy praca z wydawcą w Ameryce i Polsce różni się czymś?

Nie mam na tyle dużego doświadczenia w pracy z polskimi edytorami, żeby się wypowiadać. Mogłabym się powoływać tylko na doświadczenia związane z „Agresorem”, a to pewnie byłoby krzywdzące dla innych polskich zinów czy antologii.

Ciągle wspominamy tu o Twoich komiksach drukowanych w różnego rodzaju antologiach. Czy nie działa to na Ciebie deprymująco, że wciąż publikujesz tylko w antologiach, zamiast wydać pełnometrażowy album?

Pracuję nad powieścią graficzną, mam pomysły na kilka następnych, ale taka praca wymaga czasu. W tym momencie zarzuciłam wydawanie w antologiach i koncentruję się tylko na dłuższych historiach.

Twoje wczesne prace narysowane są w mangowej stylistyce, nowsze noszą wyraźne influencje komiksu zachodniego. Widać, że się rozwijasz. Wzorujesz się na jakimś konkretnym twórcy czy chcesz się wyrwać z ram, w których rozpoczynałaś przygodę z rysowaniem?

Jeśli chodzi o konkretnych twórców, z których czerpię inspirację, to mogę podać choćby Becky Cloonan czy Rossa Campbella. Rzeczywiście w pewnym momencie stwierdziłam, że wolę eksperymentować ze stylem, niż trzymać się stricte mangowej kreski. Nie było to spowodowane wpływem konkretnego twórcy, po prostu uznałam, że typowo mangowa konwencja mnie w pewnym stopniu ogranicza.

Publikowałaś w „Bostońskich małżeństwach”, wystawiałaś prace na wystawie Polski Komiks Kobiecy zorganizowanej przez Centralę. Pojawiło się u nas sporo głosów krytyki, że nie ma sensu promować kobiecej sztuki i że nie ma czegoś takiego jak komiks kobiecy. Zgadzasz się z tym czy może wręcz przeciwnie, jesteś zwolenniczką popularyzacji sztuki mniejszościowej.

Szczerze mówiąc nie śledziłam tej dyskusji. Jestem po prostu zwolenniczką popularyzacji dobrego komiksu.

Wiemy, że od ponad roku pracujesz nad powieścią graficzną, obyczajówką o nastolatkach, rozgrywającą się w Polsce. Możesz nam zdradzić coś więcej z fabuły?

Bohaterkami są trzy przyjaciółki, licealistki, dziewczyny które stają przed rozmaitymi problemami, zarówno tymi typowymi dla nastoletniego wieku, jak i bardziej poważnymi. Jako, że jedna z dziewczyn jest perkusitką, ważną role w komiksie odgrywa muzyka.

Wydawcy dla tej powieści będziesz szukać również w USA? Na tamtejszym rynku młodzieżowych historii jest cała masa.

Możliwe, że będę szukać wydawcy na Zachodzie, ale najpierw przede wszystkim komiks musi powstać.

Jesteś związana artystycznie z łódzkim środowiskiem anarchistycznym, dla którego wykonujesz plakaty i ilustracje. Sama zaoferowałaś swoją pomoc czy oni cię znaleźli?

Moja przyjaciółka, która byłą w tym czasie związana ze środowiskiem wolnościowym potrzebowała ilustracji przy kilku projektach.

W Twoich komiksach charakterystyczne są motywy homoseksualne, obsada wielonarodowościowa, sporo w nich też muzyki i klimatów gangsterskich. Dosyć to zaskakujące, jeśli brać pod uwagę inne polskie artystki czy artystów. Raczej niewiele takich elementów w ich twórczości. A jak to wygląda u ciebie, jest to efektem podążania za duchem twórczości zachodniej, polityczna poprawność czy zwykłe przelewanie na papier swoich zainteresowań?

Próbuję sił w różnych stylistykach, ale generalnie rysuję komiksy na tematy, które mnie interesują, czy też mnie dotyczą. Nie ma to nic wspólnego z polityczną poprawnością.

Jesteś wielką fanką Faith No More. Wykonałaś kilka ilustracji przedstawiających członków grupy. Nie myślałaś o jakiejś dłuższej komiksowej pracy nawiązującej do tego zespołu?

Jestem fanką Faith No More, trasa Second Coming Tour, podczas której miałam okazję kilka razy zobaczyć zespół na żywo, była dla mnie wielkim przeżyciem i spełnieniem marzeń. Myślałam o autobiograficznym shorcie koncentrującym się na którymś z koncertów.

W Polsce jesteś nieznana jako artystka. Nawet przy okazji „Bostońskich…”, byłaś wymieniana jako nowicjuszka, a miałaś już przecież wtedy na koncie około dziesięciu shortów opublikowanych za granicą. Dlaczego nie zabiegasz o jakikolwiek rozgłos?

Rysowanie jest tak naprawdę dla mnie głównie sposobem na wyrażanie siebie, być może dlatego nie poświęcam wiele uwagi promocji i rozgłosowi. Nie jestem też związana z polskim fandomem komiksowym. W tym, że w Polsce jestem mało znana jako twórczyni komiksów pewnie nie bez znaczenia jest fakt, że dotąd publikowałam prawie wyłącznie w Stanach, w dość niszowych wydawnictwach.

Z Agatą rozmawiała Sylwia Kaźmierczak

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *