1

Klaster

Bartek „godai” Biedrzycki znany jest przede wszystkim ze swojego komiksu internetowego „Co mówiłem Durniu?”, a także z prowadzenia bloga o nazwie Gniazdo Światów, ma na swoim koncie również historię z pogranicza science fiction i cyberpunku zatytułowaną „Klaster”.

Komiks opublikowany w języku angielskim po raz pierwszy online w 2006 roku pod pseudonimem Keep Server, rok później pojawił się również w języku polskim. Oprócz tego doczekał się trzech papierowych wydań w niewielkim nakładzie, co może świadczyć o tym, iż komiks cieszy się popularnością oraz posiada swoich wielbicieli. Z lektury skromnego forum poświęconego komiksowi można odnieść wrażenie, iż został przyjęty dość ciepło przez to nieliczne grono wypowiadających się czytelników.

Komiks zaczyna się uwagami autora, iż jest on przeznaczony dla ludzi dojrzałych i mądrych, zdolnych do zaakceptowania fikcji literackiej. Ostrzeżeni przez to oświadczenie, a także znaki na okładce sugerujące „Mature Content”, możemy przystąpić do lektury.

Bezimienna nastolatka budzi się w szpitalu, kontempluje swoją niewiedzę dotyczącą sytuacji w jakiej się znalazła, obserwując obracający się wiatrak. Odwiedza ją inna dziewczyna, ładna blondynka, prawdopodobnie w jej wieku o wdzięcznym imieniu Jolka. Nawiązują ze sobą nić porozumienia, rozmawiają, zaczynają się lubić. Nasza bohaterka nie pamięta, kim jest, jak tu się znalazła, co ta cała sytuacja oznacza. Od pewnego momentu nazywa, nadaje lub też przypomina sobie (nie jest to powiedziane wprost) imię Tania. Gdy jej stan się poprawia, poznajemy Opiekuna. To jego widzieliśmy w pierwszych kadrach komiksu, gdy przeprowadzał na niej operację. Gdy tylko dziewczynka czuje się lepiej, zostaje przeniesiona do pokoju z Jolką. Znajdują się w swoistym ośrodku, gdzie w pozostałych pokojach mieszkają podobne pary dziewczynek. Sądząc po imionach wypisanych na drzwiach – pochodzące z całego świata. Tam rozwija i pogłębia się relacja Tanii i Jolki. Żyją w tym odosobnionym świecie nieświadome swojego dalszego losu.

Historia ta jest na tyle krótka, że dalsze streszczanie jej równałoby się z jej opowiedzeniem, a mimo wszystko chciałabym zachęcić do lektury. Mnie osobiście „Klaster” zawiódł na wielu poziomach. Przede wszystkim z powodu zmarnowanego potencjału całkiem dobrego pomysłu, a także nieumiejętnego wybrnięcia z wielokrotnie poruszanego w popkulturze tematu przyszłości na zinformatyzowanej planecie Ziemi. Nie można bowiem wyzbyć się bezpośrednich lub dość odległych skojarzeń z takimi tytułami, jak „Matrix” braci Wachowskich, „eXistenZ” Cronenberga, „Ghost in the Shell” Oshii czy zupełnie już świeżym „The Daybreakers” braci Spierig. W „Klastrze” dodatkowo ma się wrażenie przekalkowania wątku wirtualnej rzeczywistości, a także ogólnego spłycenia i uproszczenia tematu.

Sam tytuł komiksu jest wieloznaczny, jednak przede wszystkim sugeruje związek z informatyką, superkomputerami złożonymi z mniejszych podjednostek. Narratorką przez większość historii jest Tania. Autor, próbując odtworzyć swoisty strumień świadomości dziewczyny, nacechował ją naiwnością i prostotą pięcioletniego dziecka. I pozbawił elementarnej ciekawości tegoż. Niestety, nasza bohaterka jest denerwująco tępa, niezainteresowana właściwie swoim losem, apatyczna, co zmienia się dopiero w finale. Jest to na tyle nieprawdopodobny konstrukt psychologiczny, że bardzo trudno potraktować tę historię poważnie.

W „Klastrze” przewijają się subtelne wątki homoerotyczne między dwiema bohaterkami historii. Ich wzajemna fascynacja ma charakter zarówno emocjonalny, jak i stricte erotyczny, jednak przedstawiony w bardzo delikatny, sugestywny sposób. Taka subtelność, zważywszy szczególnie na wiek bohaterek, jest naprawdę urzekająca i stanowi jeden z niewielu plusów komiksu.

Od strony technicznej „Klaster” może stanowić podręcznik instruktażowy dla wszystkich tych, którzy chcieliby zrobić komiks, ale nie bardzo potrafią rysować, za to mają komputery. Autor sam przyznaje, że do wyrysowania postaci korzystał z DAZ Studio, a następnie z szeregu innych programów graficznych. Kadry są czyste, dobrze zakomponowane, w zamierzeniu minimalistyczne.
Odnoszę jednak wrażenie, iż sztuka w tym przypadku polega na tym, aby umiejętnie zamaskować techniczne braki i ułatwienia zastosowane przez rysownika. Biedrzyckiemu się to nie udało. Kadry i postacie są nagminnie kopiowane i powtarzane, do tego stopnia, iż można sobie urządzić zabawę w liczenie, ile razy dany rysunek pojawił się w komiksie. Narracja często przebiega na pustych kadrach, na tle obracającego się, wektorowego wiatraka albo migających urządzeń medycznych. Te zabiegi w komiksie są stanowczo zbyt często wykorzystywane, przez co wskazują na ewidentne ułatwienie sobie pracy przez twórcę.

Historię wieńczy konkluzja zawarta w podtytule, czyli: „Dorastanie i tak jest do dupy”. Okazuje się jednak, że nie jest to koniec, ponieważ mamy jeszcze możliwość przeczytania dość sporej długości odautorskiej noty, gdzie wyjaśniona została motywacja do stworzenia historii. Na tylnej, zewnętrznej okładce „Klastra” mamy dodatkowo cytat Jacquesa Derridy, który głosi, iż „Nie ma nic poza tekstem” i jak przypuszczam sugeruje tutaj, iż tekst ma się bronić przede wszystkim sam.

Tym samym, zważywszy na istnienie nieskończonej, nieredukowalnej ilości odczytań tego tekstu, zapraszam na stronę http://cluster.comicgenesis.com/, aby samodzielnie zinterpretować ten komiks w duchu dekonstruktywizmu.

Zobacz także:

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *