8

Kilka pytań do: Agi („Agi i Jul”)

Związana z kolektywem UFA i prowadząca aktywną działalność na rzecz kobiet Agi, odpowiada na pytania dotyczące jej komiksowej twórczości.

„Agi i Jul” sprawia wrażenie albumu, który konkretne zdarzenia z twojego życia zamiast na fotografiach, utrwala na kadrach. Czy temu miał przede wszystkim służyć, być swego rodzaju pamiętnikiem?

To było tak: kiedy moja dziewczyna się do mnie wprowadziła, często zdarzało się coś zabawnego, albo chciałam jej poprawić humor, albo z niej zażartować – i wtedy rysowałam komiks. Po kilku miesiącach uzbierało się ich trochę, więc postanowiłam je zebrać w całość, zrobić jej prezent i mieć je dla siebie w jednej książce.

Kiedyś w Ufie leżała „Siostra Jolanta” i to mnie bardzo ośmieliło. To super zabawny komiks, widać, że narysowany spontanicznie, który autorka po prostu odbiła na ksero. Zrobiłam to samo, poszłam do punktu i poskładałam to, co miałam w jeden komiks na kartkach A3. Byłam zadowolona, że udało mi się narysować tyle komiksów i chciałam żeby zobaczyły je inne dziewczyny, nie tylko kilka najbliższych koleżanek.

Dlaczego do opisywania swojego życia wybrałaś akurat komiks? To medium jest ci jakoś szczególnie bliskie?

To wyszło spontanicznie, z chęci zanotowania tego, co się dzieje, albo jako żart, który rysuję mojej dziewczynie. Jak byłam młodsza też coś tam sobie zawsze rysowałam, wyszywałam, malowałam.

Twój komiks – „Agi i Jul” – pojawił się dość niespodziewanie i bez specjalnego rozgłosu. Nie zabiegałaś o odpowiednią reklamę w szerszym gronie odbiorców?

Nieeee… Reklama to coś, co się robi w handlu. Ja po prostu chciałam się podzielić moimi rysunkami z innymi dziewczynami, z czystej radochy, że mi się tak narysowało, no i z dumy! Jak chcesz mi zrobić reklamę to świetnie!

Nie czujesz się odrobinę tak, jak gdybyś uprawiała artystyczny ekshibicjonizm, pokazując obcym osobom niekiedy bardzo osobiste scenki ze swojego życia?

Odrobinę tak. Ale potem myślę sobie o Alison Bechdel, mojej idolce. Czy „Fun Home” to ekshibicjonizm? Nie – to sztuka! Najlepsze historie są z życia. Najpierw rysowałam tylko dla nas dwóch. Potem żal mi było chować moje rysunki do szuflady. Zresztą podpisałam się pseudonimem, moja dziewczyna też nie miała nic przeciwko. Czy komiksy, które nie są osobiste, są ciekawe? Wiesz, pomyślałam też, że niedużo jest komiksów rysowanych przez lesby. Że sama chciałabym przeczytać coś, co odnosi się do mojego świata. Dobrze jest tworzyć własną kulturę, dzięki temu czujemy się w świecie bardziej u siebie.

Z tego samego powodu fantastyczne są ziny, czyli małe książki albo komiksy kopiowane na ksero. Czytałam dużo zinów politycznych, zinów feministycznych, zinów o byciu osobą transseksualną, zinów lesbijskich. Każda z nas może taki zrobić.

Komiks dałam też swoim rodzicom, bo chciałam żeby dowiedzieli się czegoś więcej o moim związku. I różnym znajomym, bo uważam, że jest śmieszny!

Czy to co znalazło się w „Agi i Jul” to wszystkie shorty, jakie w tej serii powstały czy dokonałaś selekcji?

Jasne, że była selekcja.

Możemy liczyć na kolejne komiksy twojego autorstwa?

Tak, mam już kilka i już się cieszę, jak się zbierają. Najlepsze jest to, że widzę, że są coraz lepsze formalnie i mam nowe pomysły. Poza tym zaczyna się tworzyć nowa scena dziewczęcego / kobiecego komiksu, z feministycznym zacięciem i to mnie bardzo mobilizuje. Chcę żebyśmy rozmawiały ze sobą komiksami. Rysuję teraz komiks o miesiączce do „Bloody Strips”. Moje rysunki będą też na blogu Dziewczyny Rysują, który założyłyśmy z koleżankami.

W tym roku w Polsce przetoczyło się przez światek komiksowy kilka dyskusji na temat rysujących dziewczyn i komiksu kobiecego. Jak ty się ustosunkowujesz do kobiecej twórczości? Jesteś otwarta na związane z nią komiksowe inicjatywy?

Mówię wielkie TAK. Jak każde pole naszej kultury, świat komiksiarzy zdominowany jest przez kolesi i koleżków. Jak widać z artykułu Osy to męskie grono, dla którego szokiem jest inne przedstawienie kobiecej postaci niż jeden z dwóch wariantów: albo Aaricia, albo Kriss de Valnor. Dla nich postać kobieca musi być wyestetyzowana. I jeśli seksualna, to nie tak, jak postacie z komiksów Ściętej Głowy Marii Antoniny, tylko estetycznie, klasycznie, tak żeby zaspokoić męskiego odbiorcę.

Śmieszny jest ten szok kulturowy, to odkrycie, że w komiksie może przemówić kobiecy podmiot. Niespodzianka! W literaturze te przełomy mamy już za sobą. Zresztą w komiksie istnieją już wielkie twórczynie, które przetarły szlaki. Takie komiksy jak „Fun Home” czy „Persepolis” to dzieła współczesnej powieści graficznej.

Czuję się świetnie kiedy czytam coś, co mówi do mnie kobieta – to przemawia do mojego doświadczenia i gustu. Jak ci się kolego nie podoba mój komiks – nie czytaj. Ja jestem dumna, że narysowałam komiks o wizycie u ginekologa i o dziewczynie, która buduje rower.

I także dlatego uważam, że to dobrze, że czerpię z mojego życia – dzięki temu wszystkie być może mniej się boimy mówić o sobie, wynosić swoje doświadczenie na zewnątrz, do ludzi, poszerza się pole tego, co da się powiedzieć (narysować) głośno.

To niesprawiedliwe, że rysowniczki mają gorszy dostęp do wydawnictw, trudniej o publikację. Jak zwykle: władza, prestiż, kasa. To się będzie powoli zmieniać. A na razie albo wydajesz sama, albo idziesz do ksero – jak ja bym czekała aż moje rysunki wyda jakieś wydawnictwo, to byś o nim jeszcze długo nie usłyszała. Moim zdaniem trzeba i tworzyć własną scenę, i dobijać się do wydawnictw. I zakładać własne! Dziewczyny rysujcie i wydawajcie!

Z Agi rozmawiała Sylwia Kaźmierczak

Zobacz także:

8 Comments

  1. jaki szok kulturowy?
    To, ze kobieyt rysuja komiksy to oczywiste i jakoś nie zauważyłam, żeby jakcyś panowie wielce tym zaskoczeni byli.
    Ba, traktują nas na równi z męskimi rysownikami oceniając nasze prace a nie płeć.
    Nie zwalajcie wszystkiego na tak zwana dyskryminację, gdy po prostu nie potraficie zrobić dobrego komiksu.

  2. Daj spokój, Godai, ważne że Osa napisała prawdę, i nikt już tej prawdy nie zakłamie. I na nasze szczęście (i ku naszemu ubawowi) możemy spodziewać się kolejnych Ściętych Głów.

  3. BTW – ‚Czuję się świetnie kiedy czytam coś, co mówi do mnie kobieta’. Przecież to czysty seksizm!!!

  4. Tak w ogóle, to w ilu i jakich wydawnictwach próbowałaś, że wiesz, że odrzucają? Konkrety, a nie jakieś kwantyfikatory wielkie nie poparte konkretami.

  5. Lektura ostatniego akapitu istotnie wywołała u mnie szok, nie tyle kulturowy co ontologiczny i co najważniejsze tknęła do narysowania osobnego komiksu. Czy kobieta bohaterka komiksu narysowana przez mężczyzne to koniecznie przedmiot? Ta sama bohaterka z pod pióra kobiety to już podmiot? Czy musi być narysowana przez feministkę? Jasne, tylko kobieta podmiot dotykiem szamana może namaścić Swoją bohaterkę na bycię podmiotem. A co jak taka kobieta w omnipotencji swej podmiotowaści spłata figla i narysuje przedmiot? Czy gdyby Magritte był feministką to jego fajka Byłaby Fajką? To ci dopiero transmutacja – zaczarowany ołówek. Pozdrawiam. Ps bardzo lubie komiksy lesbijskie i Twój komiks pewnie by mi się koleżanko spodobał, mimo iż a’priorycznie z tytułu posiadanego penisa zabroniłaś mi go czytać.

  6. a gdzie zabroniła? bo ja nie widze tego…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *