28

Komiks po polsku

Comix Grrrlz, jako strona stwarza przestrzeń dla kobiet, ich twórczości i głosu.
Niniejszy felieton zwraca uwagę na poruszany już przez nas kilkukrotnie temat negatywnego stosunku do kobiecej twórczości i jej tematyki. Felieton przedstawia stanowisko autorki – Olgi „Osy” Matuszewskiej i opisuje jej przypadki.
Comix Grrrlz jest zainteresowane zjawiskiem jako całością, stara się je naświetlać i z nim walczyć. Nie ustosunkowuje się natomiast do żadnego z konkretnych, opisanych w materiale Osy zdarzeń ani wymienionych osób. (Redakcja CG)

Tekst opublikowany piewotnie w 2. nr magazynu „Furia”

Moja przygoda z komiksem trwała krótko. Jako grupie SGMA (Ścięta Głowa Marii Antoniny) zabrakło nam może wytrwałości, może talentu.

Nie jest tak, że w polskim komiksie nie ma kobiet. Komiksowe autorki pojawiają się w antologiach komiksu polskiego i komiksu o powstaniu warszawskim, wyjeżdżają na polsko-izraelskie wymiany komiksowe. Są rysowniczki i scenarzystki. Jednak komiks feministyczny, subkulturowy jest czymś odrębnym. Na pewno nie tym, co uprawiają pojawiające się w antologiach i zeszytach komiksowych artystki. Polski komiks feministyczny znalazł się po raz pierwszy na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu Polskiego w Łodzi w 2008 roku. I to się zapewne prędko nie powtórzy.
(fot. Paulina Gedymin)
Na samym festiwalu pojawiłyśmy się dwukrotnie. Pierwszy raz był rozpoznawczy, zwiadowczy, towarzysko-integracyjny. Chciałyśmy poznać środowisko, zobaczyć, jakie komiksy są pokazywane na festiwalu, kto tam przyjeżdża i kto wygrywa. Podczas pierwszej wizyty zaskoczyło nas huczne obchodzenie któregoś-tam jubileuszu twórcy kultowego Thorgala. To absolutny fetysz festiwalu, co roku przyjmowany jak król. Przyjęcia na jego cześć i spotkania autorskie były clou festiwalu w 2007 roku, a rok później sytuacja wyglądała podobnie. Trudno bowiem o lepszego bohatera dla chłopców niż dzielny, wojowniczy i silny Thorgal.

Właśnie po imprezie na cześć Thorgala nastąpiła pierwsza niemiła sytuacja. Znany komiksiarz, a zarazem wokalista znanego zespołu Cool Kids of Death, obcesowo nas potraktował, gdy powiedziałyśmy, że robimy komiks feministyczny. „Rozwydrzone, niemodnie ubrane na różowo-punkowo feministki z Warszawy”. Jego zachowanie o tyle nas zdziwiło, że odziana w kusą spódniczkę partnerka wokalisty deklarowała się jako feministyczna kurator. Wziął do ust naszą wizytówkę z logiem Ściętej Głowy Marii Antoniny i po prostu ją wypluł. Taki okaz rockandrollowej nonszalancji. Tylko że my nie byłyśmy paniami z korporacji ani telewizji, a jedynie debiutującymi artfeministkami znikąd, osobami zdecydowanie spoza krytykowanego przez niego systemu. Tej nocy wszyscy byliśmy już pijani, bo zdarzenie miało miejsce po uroczystym otwarciu festiwalu z Thorgalem na tronie. Jedynym kolegą, który stanął po naszej stronie był wydawca „Magazynu Komiks”. Reszta panów, których współtwórczyni SGMA Gosia Gajewska znała jeszcze ze studiowania grafiki na ASP, udała, że nic się nie stało i z artystycznym zadęciem piła wódkę przy barze w ekskluzywnym męskim gronie.

To zdarzenie było zapowiedzią następnych, przypominających – używając komiksowej metafory – stadia pokonywania Jokera przez Batmana. Na festiwalu pojawiłyśmy się rok później z własnym komiksem. W regulaminie organizatorzy zastrzegali, że wszystkie zgłoszone komiksy ukażą się na wystawie w Łódzkim Centrum Kultury. Nie było żadnych ograniczeń co do prezentowanych treści, zresztą nad salą wystawową umieszczony był napis: tylko dla dorosłych. Niemniej nasz komiks na festiwalu się nie znalazł. Dlaczego? Wylądował pod biurkiem dyrektora festiwalu, walał się po zakurzonej wykładzinie. Wepchałyśmy się nieproszone do jego biura i zażądałyśmy wyjaśnień.
Dyrektor oświadczył, że komiks jest głupi i pornograficzny. Powiedział, że życzy nam powodzenia w pracy twórczej, rozwoju intelektualnego i więcej szczęścia w przyszłym roku. Nie chciał się rozwlekać, uciął szybko rozmowę. Za nami czekały uśmiechnięte hostessy przypominające szefowi o kolejnych sprawach i interesantach. Poczułyśmy się mocno nie na miejscu, jak osoby, które mimo braku talentu wokalnego kłócą się o swoje z jury programu „Idol”.

Jednak nie był to koniec serii upokorzeń, które spadły na nas tego dnia. Na wieczornym bankiecie, po rozdaniu nagród, całkowitym przebojem dla zebranych twórców były wybory miss festiwalu. Oniemiałyśmy. Jury złożone z utytułowanych w branży komiksowej starców wybierało najfajniej narysowaną kobietę przez młody narybek sztuki komiksowej. To chyba była największa żenada, jakiej tam doświadczyłyśmy. Dobija fakt, że wybierana co roku miss festiwalu to najlepsza zabawa dla zebranych uczestników.

Po tej przygodzie w mieście Łodzi, Gosi odechciało się rysować komiksy. Ja jeszcze napisałam parę scenariuszy, znalazłam innych rysowników, jednak w festiwalu nie wzięłam więcej udziału.

Odechciało nam się obu. Zresztą historie komiksowe nigdy mnie nie wciągały. Klasyka komiksu to absolutnie nie moja jazda. Filmy takie jak Batman: Mroczny rycerz wywodzą się z komiksu i oddają jego sedno bardziej niż na przykład Persepolis Marianne Satrapi. Spiderman, Hulk, Fantastyczna Czwórka, Superman – ci bohaterowie są wiecznie żywi, ich historie nadal mrożą krew w żyłach dojrzewających chłopców z pryszczami na twarzach. Jednak mnie nigdy nie ciekawiły. Podobały mi się obyczajowe komisy Julie Doucet, ale to w komisie jest nisza.

W 2008 roku, jeszcze przed festiwalem w Łodzi, zgłosiłyśmy się z naszymi komiksami do wydawnictwa „Kultura Gniewu”. Podziękowano nam mówiąc, że komiks nie odpowiada im pod względem stylistycznym i tematycznym. Na jednej z komiksowych imprez redaktor „Kultury Gniewu” dał nam wykład na temat pseudo-lewicowości naszej postawy, kawiarnianej rewolucyjności i feministycznej paranoi. Z perspektywy czasu trudno się nie zgodzić z jego przytykiem do naszego zaangażowania w myśl lewicową, jednak ciekawe, czy takie nauki dawał również chłopcom tworzącym komiksy. Wydaje mi się, że fakt naszej kobiecości pozwolił mu na tak pobłażliwy i protekcjonalny ton. Mainstreamowym wydawcom, takim jak „Egmont” nie zawracałyśmy głowy, ale „Kultura Gniewu” to wydawnictwo niezależne. Jak się okazało, „Kultura Gniewu” jest Kulturą-określonego-typu-Gniewu. Gniew riot grrrl nie jest tym słusznym Gniewem.

Stwierdziłyśmy, że dla narracji takich jak ta tworzona przez Ściętą Głowę Marii Antoniny nie ma miejsca w świecie wydawnictw komiksowych. Nie chciałyśmy skazać się na wąską niszę, wydając swój komis jak zin. Każdy artysta marzy o tym, żeby zaistnieć w jakimś obiegu, żeby jego prace były szeroko dystrybuowane. Chciałyśmy, żeby trafiały do odbiorców innymi kanałami niż prywatna strona grupy lub blog. Gdy twój przekaz jest spychany z głównego kanału komunikacji, który pozwala także zarabiać pieniądze, działa to na ciebie frustrująco. Ja przynajmniej tak miałam. Wycofałyśmy się zatem z tworzenia komiksów całkowicie.

Do naszej decyzji przyczyniło się także ciągle towarzyszące nam uczucie, że nie jesteśmy traktowane poważnie przez komiksowe środowisko. Gdy w Łodzi siedziałyśmy z innymi uczestnikami festiwalu na jakiejś imprezie, byłyśmy jedynymi kobietami w towarzystwie. Jeśli pojawiła się jakaś kobieta, była ona dziewczyną któregoś z komiksiarzy. Powodowało to również zabawne sytuacje. Jeden ze starszych rysowników zwrócił się do mnie po rosyjsku, bo uznał, że ze względu na złotą kurtkę fleka, czarne włosy i fakt picia wódki w męskim gronie, muszę być rosyjską prostytutką.

Odniosłyśmy wrażenie, że nikt nie rozumiał naszego przekazu, nawet potencjalna grupa docelowa. Ze strony feministek zdarzyło nam się usłyszeć, że nasze bohaterki się nie szanują i za bardzo starają się być blisko facetów. Umowność samego przekazu nie została odczytana. Przekazu artystycznego nie traktuje się przecież dosłownie. Wizja artysty jest jakąś formą, a w kreacji bywa dużo prowokacji. Nie chodziło nam o promocję promiskuityzmu, instrumentalnego traktowania mężczyzn. Wielu odbiorcom wydało się, że opisujemy autentyczne, autobiograficzne przygody. Tymczasem rzeczywistość była dla nas jedynie inspiracją, chodziło nam o drastyczność przekazu.

Przekaz był podporządkowany ideologii riot grrrl, która w Polsce uchodzi za zjawisko zbyt hardcorowe. Nic nie wskazuje na to, by rzecz miała się zmienić. W seriach HBO (Seks w wielkim mieście), TVN (Klub szalonych dziewic) czy filmach takich jak Lejdis promowana jest postfeministyczna wizja wolnej kobiety w wydaniu soft. My zaproponowałyśmy wersję punkową tego formatu w komiksie. Nasze historie nie miały rozbudowanej fabuły, były to bardziej scenki niż skomplikowane narracje. Prawdopodobnie również dlatego zostały odrzucone przez środowisko komiksowe. Nie wpisywały się w konwencję skomplikowanej przygodówki z elementami fantasy i gier RPG. Z powodu szczątkowej fabuły, znawcom komiksu wydawać się mogły prymitywne. Dużo było tam roznegliżowanych ludzi. Fani komiksu, przyzwyczajeni do wyidealizowanych kobiet z rysunków Manary, naszymi byli jednak oburzeni. Bohaterki SGMA odstawały od ideału kobiety tworzonego w męskich komiksach: z cienką talią, długimi nogami, grzywą rudych włosów, zamglonym spojrzeniem, rozchylającej usta i uda przed artystą. Nie były muzami panów lubiących szkicować obfite biusty. Z kolei nam postaci kobiet rysowane przez komiksiarzy przypominały kiczowate rysunki z kabiny tirowca.

I jeszcze jedna rzecz irytowała w naszych bohaterkach: nie musiały uciekać po pomoc do superbohatera.

Chłopcom wychowanym na komiksie nie odpowiadała kontestacja tego, co im drogie i bliskie. Przedstawiane przez nas kobiety były ich zdaniem zbyt ordynarne i zbyt niepoczytalne. Grupą docelową naszych komiksów miały być kobiety, jednak oprócz wąskiego grona intelektualistek kobiety nie czytają komiksów. Były nasze bohaterki zbyt inteligentne jak na wulgarne dziewki, i zbyt wulgarne jak na inteligentne kobiety. Być może dlatego nie znalazły fanów wśród nikogo. A może na pewne zjawiska kulturowe jest jeszcze za wcześnie.

Myślałyśmy, że skoro Sasnalowi udało się z „niekomiksowymi” codziennymi historiami, my się przebijemy z feministycznym hardcorem. Jednak nie udało się. Komiks nie jest medium do przekazywania odmiennego światopoglądu. Nasze komiksy wzbudziły niesmak. Nasza butna wypowiedź, pełna bojowych zarzutów, która pojawiła się w „Magazynie Komiks” w TVP Kultura zaraz po tym, jak organizator Festiwalu Komiksu Polskiego odrzucił nasze prace, miała raczej charakter ciekawostki, zabawnej wypowiedzi dziewczyn związanych z dziwną subkulturą.

Przed festiwalem, w marcu 2008 roku, próbowałyśmy jeszcze swoich sił w konkursie „Autobiografia: dojrzewanie, dzieciństwo, wczesna młodość” organizowanym przez „Gutek Film” i „Wysokie Obcasy”. Tam z kolei było miejsce jedynie dla historii relacji z mamą i tatą, a nie na opowieści o dojrzewaniu do życia nocnego, o czym traktowała nasza zwięzła historyjka. W jury zasiadały podobne osoby, co w jury festiwalu łódzkiego. Mają one swój typ komiksu, który uprawiają i lubią. Szczególnie, gdy jest w nich waleczny człowiek – rycerz, który zmaga się ze światem. Temat konkursu nie był czymś nowym. Na rynku polskim pojawiają się historie o dojrzewaniu seksualnym i inicjacji, ale pisane z męskiej perspektywy. Bohaterka kobieca zawsze jest w nich idealizowana. Bywa elfowym obiektem westchnień z anielskim rysem albo znienawidzonym czarnym charakterem, femme fatale. Ale nigdy nie tworzy na swój temat komiksu. Bo jeszcze spojrzałaby na siebie inaczej! I właśnie na to inne, zbuntowane, queerowe spojrzenie nie było miejsca w świecie łódzko-warszawskiego komiksu.

Zobacz także:

28 Comments

  1. @Olga

    Ciekawy tekst.

    Szkoda, że po pierwszych niepowodzeniach sobie odpuściłyście.
    Nie rozumiem, dlaczego masz pretensję że nie udało wam się przebić ze swoim artystycznym hardkorem do mainstreamowego odbioru.
    Robiąc niszowy produkt jednocześnie nie chciałyście zamykać się w niszy i z tego co zrozumiałem od razu chciałyście trzepać mamonę jak Stachurski na jarmarku.

    Mi to się kłóci,
    z jednej strony riot punk grrrzly
    a zaraz obok emo, że brak lansu i PAN CKOD okazał się takim chujem.
    Skąd też odraza do DIY?

    Kwestia Thorgala – masz rację, ALE
    Thorgal nie jest waleczny.
    Thorgal to promocja konserwatywnego typu rodziny.
    To nie jest Onan Barbarzyńca wyżynający wrogów swoim toporem
    ale odpowiedzialny mąż i kochający ojciec z autorytetem. Obrońca.
    Czyli towar skierowany nie tyle do chłopców
    a do ich matek (które im komiks kupią i sobie podczytają), dla których jest ideałem męża.
    Perfidia, która chyba Ci umknęła bo zamiast na średnio ukrytym sensie Thorgala (rozumiem, ze nie czytałaś – szkoda)
    skupiłaś się na pryszczatych miłośnikach spajdermana.

    I tu jest pies pogrzebany
    Bo z tego co piszesz wynika, że olewasz swój target i celujesz do ludzi, którzy mają Twoje komiksy w dupie.
    Dla kogo chciałaś robić swoją sztukę? Do kogo chciałaś trafić? Do miłośników komiksu? Bez sensu!
    Do kobiet? Do feministek? Do hardkorowych feministek?

    Napisałaś, że do kobiet w ogólności
    ale sama wiesz, że to jest za szeroka grupa.
    Tak jakbym napisał, ze moja sztuka jest dla facetów
    zarówno nastolatków, szczurów z meliny, wojujących pedałów i fanów rydzyka.
    Nie mam pojęcia co to miałby być za przekaz.
    To byłoby przecież pojebane z samego założenia.

    Szkoda, że się zniechęciłyście do komiksu.
    Róbcie nadal swoje i powodzenia!

  2. Może po prostu jesteście kiepskie komiksiary a nie że się „nauczyciele uwzięli”.

  3. Przepraszam, w natłoku literek pomyliły mi się nazwiska artystów.

    Napisałem:
    „chciałyście trzepać mamonę jak Stachurski na jarmarku”
    a chodziło mi oczywiście o Sasnala.
    No i nie na jarmarku tylko w MOMIe.

    pozdro100

    BTW, żeby nie było że jako męski szowinista dopierdalam się do dziewczyn, to polecam tego linka i komcie pod nim:
    http://komiks.polter.pl/Mr-Stinking-Smile-c20595
    Twoje emo Olgo, to oznaka że cierpisz na ten sam syndrom co autor (tym razem mężczyzna, ale najwyraźniej gimbus czyli przywoływany przez Ciebie pryszczaty nastolatek) Mr. Stinking Smile.

  4. poproszę pokazać to wybitne dzieło!

  5. Hmm…A może spróbujcie w gronie mangowców a nie komiksiarzy…Manga pozwala na o wiele więcej niż komiks…

  6. A może wydawca „Bostońskich małżeństw” pokusi się o wydanie komiksu SGMA, którego nie chciała wydać Kultura Gniewu. Sylwio, co Ty na to?

  7. Jedna, bardzo istotna poprawka, o której już wspomniał Maciej. Faceci nie czytają „Thorgala”, kupują i czytają go kobiety, w znacznej większości, w skali Europy. Nieporozumieniem jest zatem pisanie o nim, jako o idolu „pryszczatych fanów komiksu”, a że się go w Polsce celebruje hucznie – to nasze dobro narodowe. Jak Śledziu.

    No i miło, że wreszcie czuję się celem ataku riot feministek, które z mnie (męźczyzny i miłośnika komiksów) skleciły tak fantastyczną zlepkę stereotypów!

  8. Kultura Gniewu Wam nie chciała wydać? Wydajcie same, jako kserowanego zina albo nawet wydrukujcie. Szkoda Wam kasy? Zróbcie stronę i wrzućcie tam Wasz komiks. Nie poddawajcie się tak łatwo.
    A swoją drogą ilość płytkich stereotypów w tym tekście poraża.

  9. „Z perspektywy czasu trudno się nie zgodzić z jego przytykiem do naszego zaangażowania w myśl lewicową, jednak ciekawe, czy takie nauki dawał również chłopcom tworzącym komiksy.”
    Ani to ciekawe, ani to ważne.

    Jakbym ja zaczęła rysować komiksy, albo pisać scenariusze i by mi nie szło, to w życiu nie poniżyłabym się do tego żeby napisać podobny tekst zwalający każdą moją klęskę na zewnętrzny czynnik. Naprawdę, musiałabym mieć potężne dowody, żeby posilić się na napisanie choćby akapitu w stylu, który jest tu prezentowany.

  10. chciałem coś napisać,
    ale niestety mam penisa zamiast głowy,
    więc się nie znam.

  11. @asu – nie szkodzi, nic mądrego po tobie i tak się nikt nie spodziewa.

  12. ja tu odczytuję ukrytą krytykę środowiska feministycznego, lesbijskiego itd, za to że się nie poznało, nie wsparło, a co najgorsze nie założyło własnego wydawnictwa co by wydawało komiksy spod takiego rodzaju buntu (dla adekwatnie zbuntowanych odbiorczyń). i żal do facetów że częściej sięgają po komiksy niż kobiety.

    Olgo – ten tekst to strzał w kolano. drugi po „Bostońskich małżeństwach”. po okaleczeniu obu nóg komiksowi feministycznemu pozostaje tylko upaść. Oby stawiał go do pionu (jeśli stanie się to kiedykolwiek, BTW sory za tą tak ordynarnie męską metaforę) kto inny.

  13. Ciekawa relacja. Pamiętam nasze spotkanie na korytarzu ŁDK po tym, jak doszło do opisywanych przez Was sytuacji.

    Z mojej strony:
    IMO komiks, który wtedy zrobiłyście, był naprawdę taki sobie artystycznie. Jasne, to subiektywna sprawa. Ale wydawca nie jest instytucja charytatywną, by popełniać samobójstwo, wydając coś prowokującego, ale przeciętnie – w swojej opinii – wykonanego.

    Reszta, cóż, nie poddawajcie się. Nie musicie być częścią męskiego fandomu komiksowego, by coś robić w komiksie. Tak, to niestety oznacza brak większych szans na dotarcie do szerokiego grona odbiorców. Jeżeli zależy Wam na dotarciu do szerokiego grona odbiorców – szanse niemal zerowe. Komiks to nisza, a kobiety – jak to w męskich niszach bywa – nisza w nisza. Niszka wręcz.

    Pozdrawiam!

  14. Ojtam. Zróbta stronkę, puśćta tam swój komiks, dajta linki na każdym portalu komiksowym, forach i ważniejszych blogach i macie wtedy potencjalną liczbę czytelników taką jaka by była pewnie zainteresowana papierową wersją. Jeśli jednak chciałyście zarobić na tym jakąś kasę… heh, to się Wam chyba kraje pomyliły.

  15. Mam tylko jedno pytanie: kto to jest „wydawca Magazynu Komiks”? I co to w ogóle jest ten „Magazyn Komiks”? Z tego co wiem, nic takiego nie istnieje, więc kto właściwie się za Wami ujął? Chodzi o Mateusza Sz., czy jak?

    Dziewczyny, z taką znajomością rynku komiksowego daleko nie zajedziecie. Radzę lepiej odrobić pracę domową, zanim kolejny raz przyjedziecie się polansować do Łodzi.

  16. A sprawdziłem, czy na festiwalu w Łodzi dają nagrody dziewczynom. No dają. Aleksandra Spanowicz, Agnieszka Papis, Sylwia Restecka i Joanna Sanecka, Natalia Sniegirova, Katarzyna Zalepa, Sonia Oliveira, Joanna Krótka. Dwie pierwsze zdobyły Grand Prix. Nie jest tych nagrodzonych dużo, ale wygląda na to, że jak kobieta zrobi dobry komiks, to zostanie on dostrzeżony. Ba, z tego co wiem, to jury przy ocenianiu prac nie zna nazwisk autorów (a co za tym idzie – ich płci także).

  17. „Dobija fakt, że wybierana co roku miss festiwalu to najlepsza zabawa dla zebranych uczestników.”
    „Wydaje mi się, że fakt naszej kobiecości pozwolił mu na tak pobłażliwy i protekcjonalny ton.”
    „Były nasze bohaterki zbyt inteligentne jak na wulgarne dziewki, i zbyt wulgarne jak na inteligentne kobiety.”

    Droga koleżanko, powyższe cytaty wskazują na poważny kompleks niższości i kompensacji. To się leczy, serio serio.

  18. Bezcenny tekst, ale zabrakło Wam ducha walki. Kto ma zrobić tak jak byście chciały – skoro Wam się nie chce?

    Mi osobiście środowisko komiksowe wydaje się w ogóle atawistyczne (nie tylko szowinistyczne). I na całym świecie obecnie – kobiety zmieniają komiks. Moim zdaniem ma miejsce wyraźna zmiana warty. To, że u nas jesteśmy 100 lat za murzynami nie dziwi – bo w tym niczym komiks nie odróżnia się od innych dziedzin życia społecznego.

    Zachęcam jednak do robienia komiksów po swojemu. Chętnie się zapoznam.

    Jednakże – nie przesadzałbym z tworzeniem tezy, że Wasz wytwór przepadł, bo był „kobiecy”.

    Kobiety czytają komiksy i to licznie. Czyta je dużo kobiet, które nie jeżdżą na festiwale. Moje trzy siostry i matka czytają. Moje koleżanki też czytają. O festiwalach nie wiedzą i niewiele je to interesuje.

    Komiks jest ZAJEBIŚCIE TRUDNYM MEDIUM. Kropka.

  19. Jeszcze raz powtórzę KOMIKS JEST TRUDNY. Musi być coś co przyciągnie uwagę – jeżeli macie społecznie niszową tematykę – to albo

    1. Od razu celujecie w niszę i wtedy to się staje mocną stroną przedsięwzięcia.

    albo

    2. Potraficie przyciągnąć szerszego odbiorcę czymś jeszcze :

    zabawna lub/i wciągająca lub/i pomysłowa lub/i dopieszczona lub/i wizjonerska – fabuła lub/i narracja lub/i grafika.

    Standardy i oczekiwania są raczej wysokie. Oczywiście można pojechać grzecznie po tym co jest powszechnie akceptowane, ale akceptacja w środowisku nie jest tożsama z sukcesem wydawniczym! Jeżeli chcecie być po prostu akceptowane przez garstkę „chłopaków od komiksów” to rzeczywiście nie z „riot grrrl”.

    Mimo tego, że tekst mi się podoba – jak i wiele bezkompromisowych obserwacji – to znamienne dla mnie jest to, że cytuję: „Zresztą historie komiksowe nigdy mnie nie wciągały.” Komiks jest zdecydowanie dla ludzi jakąś szaleńczą zajawką – inaczej prędzej czy później wymiękasz.

    W niszy jaką jest komiks – chciałyście robić komiks o niszowej tematyce i… nie być w niszy – być akceptowanymi?

  20. Kanapka ze stereotypów przekładana nienawiścią, frustracją i kompleksami. Jestem kobietą ale to co zrobił pan z CKOD szczerze mnie rozbawiło, jak miałyście z tym problem to trzeba się było jakoś mądrze odgryźć. Kropka. Nabierzcie dystansu dziewczyny, pośmiejcie się z szowinistyczno/feministycznych klisz to trochę wam przejdzie. A najlepiej dla kobiet zrobicie po prostu robiąc waszą „sztukę” w najwyższej możliwej jakości i jakości podania przekazu, a podwindujecie trochę mniemanie o kobietach bez rozpoczynania wojny. Poznałam już trochę środowisko komiksowe i zapewniam, że nie jest to banda śliniących się samców z manią wielkości i penisem w głowie a grupka wesołych, inteligentnych osób, którym zależy na polskim komiksie, któremu najlepiej zrobi dobra jakość i odrzucanie marnych produktów, który najwyraźniej zaprezentowałyście (widząc wydawnictwa kultury gniewu nie mam chwili wątpliwości, co do ich dobrego gustu). Pozdrawiam was serdecznie i zapraszam do udziału w życiu środowiska na spokojnie i z uśmiechem, a przekonacie się, że to świetne miejsce by się rozwijać. Agata

  21. Ej, nie zarabiam na swoich scenariuszach i nikt nie docenia mojego komiksu! Jestem dyskryminowany! To pewnie przez to, że jestem z Radomia! Środowisko nienawidzi ludzi z Radomia, raz na MFK mnie pytali, czy mamy tam w ogóle elektryczność, a ponieważ założyłem worek po kartoflach, bo zimno się wieczorem zrobiło, to ktoś mi rzucił pod nogi dziesięć groszy w drobnych nominałach i kazał mi to wyzbierać z podłogi, jeśli chcę je dostać na jedzenie. I jeszcze wszyscy się tak śmiali i złośliwie przytrzaskiwali mnie drzwiami, bo jestem z Radomia! Wiedziałem, że tutaj jest coś nie tak! Ktoś z Radomia nigdy się nie wybije w środowisku, bo wszyscy go nienawidzą! A taki Asu z penisem zamiast głowy czy inny Sambor to kolaboranci i zdrajcy, udający, że są z Warszawy! Nigdy więcej nie przyjadę na festiwal!

  22. Nie wiem, dlaczego moderacja odrzuciła mój komentarz z linkiem do omawianego komiksu i wspomnianego filmu z Magazynu KOMIX, o których pisze autorka. Wydawałoby się logiczne, że skoro jest możliwość zapoznania się z materiałem źródłowym, o którym po części toczy się dyskusja, powinien on zostać udostępniony.

    Moderacja nie odrzuca. Moderacja ma inne, ciekawsze zajęcia niż wyczekiwanie na komentarz, aby go od razu opublikować. (L)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *