0

Cukierkowa rewolucja

Tekst opublikowany pierwotnie na serwisie Komiksomania 

Pojawienie się mangi „Rewolucjonistka Utena” na polskim rynku ma swoją historię. Najpierw na forach zamieszczano ankiety i dyskutowano nad wydaniem tego tytułu. Upłynęło niemal półtora roku nim w 2007 wydawnictwo Waneko zdecydowało się na ten ruch. Premiera pierwszego tomu była kilkukrotnie przekładana, co osłabiło i tak już słabnące zainteresowanie tytułem.

To niezbyt udany start dla jednego z potencjalnie największych mangowych hitów w Polsce. A takim właśnie stała się opowieść wykreowana przez Chiho Saito. Pierwotnie wydana w Japonii w latach 1996-97 jest jednym z kanonów gatunku shoujo. Szybko zdobyła popularność zarówno w samej Japonii, jak i, dzięki licznym translacjom, także w innych rejonach świata. W Polsce wydana stosunkowo późno, z pewnością straciła rzeszę czytelników, którzy woleli posiłkować się wersjami obcojęzycznymi, niż cierpliwie czekać na polską edycję. Mimo to „Rewolucjonistka Utena” zyskała miano jednej z najchętniej czytanych i kupowanych mang.

Jest to historia młodej buntowniczki Uteny Tenjo, której życie nie szczędzi niecodziennych zdarzeń. Osierocona w czasach dzieciństwa, uratowana od śmierci przez nieznajomego księcia, kierowana fragmentami listów, jakie corocznie otrzymywała, trafia do elitarnej akademii, której uczniowie niekoniecznie postępują zgodnie ze standardami szkolnego regulaminu. Tam dziewczyna dostaje się w samo centrum konfliktu między członkami szkolnego samorządu, którzy mają w zwyczaju wszelkie niesnaski rozwiązywać za pomocą pojedynków na szable, a nagrodą za zwycięstwo bynajmniej nie jest puchar. Utena błyskawicznie zdobywa na własność to, o co (a może o kogo) toczą się walki – Ancy Himemiyę, uczennicę zwaną Różaną Oblubienicą. To nie koniec wyzwań, jakie nowe otoczenie stawia przed Tenjo. Mimo groźby końca świata i możliwej rewolucji, Utena będzie próbowała odkryć sekrety uczelni i sprostać kolejnym pojedynkom. Stanie się też uczestniczką skomplikowanego miłosnego układu, bo przecież w shoujo romans być musi.

Pisząc o mandze warto nadmienić, że powstał także serial anime będący adaptacja pięciu tomów, natomiast szósty, stanowiący alternatywną wersję wydarzeń został zaadaptowany na film kinowy. Obie wersje mimo wielu podobieństw, dzieli jedna zasadnicza różnica, twórcy anime pokusili się o stworzenie opowieści bardziej dorosłej i odważnej, o ile w przypadku shoujo można w ogóle mówić o dojrzałych historiach. Nie brak tutaj wątków homoseksualnych i kazirodczych, ukazanych w różnych kombinacjach. Oczywiście wszystko w granicach dobrego smaku i bez zbytniego epatowania, ale twórcy nie pozostawili złudzeń, z czym mamy do czynienia. W przypadku komiksu, ze względu na wiek odbiorczyń, wspomniane wątki zredukowane są do minimum, choć faktem jest, że autorka gdzieniegdzie przemyca bardziej niepoprawną formę.

Być może Chiho Saito inspirowała się rozgrywającą się w czasach rewolucji francuskiej mangą „Lady Oscar” Riyoko Ikedy, a być może sama jest zafascynowana europejską kulturą. Niezależnie od przyczyny, sporo w tej pozycji odniesień do dworskiej etykiety, uczniowie akademii są przyodziani w charakterystyczne stroje, budynek uczelni i ogród wzorowane na francuskim. Sporo jest tu też symboliki, ukazanej przede wszystkim za pomocą róż. Jednak główną siłą komiksu są dwie postaci – bezkompromisowa protagonistka i stanowiąca jej zupełne przeciwieństwo submisywna Ancy.

Polscy czytelnicy zwrócili uwagę na dwie wpadki edytorskie Waneko i wypada się z nimi zgodzić. Po pierwsze okładki, choć ozdobione ilustracją z oryginału, posiadają przesadne nasycenie koloru, a w efekcie rażą niczym żarówki. Po drugie problemem jest tłumaczenie, a konkretnie przekład imion. Fani tytułu przyzwyczajeni do nomenklatury stosowanej w innych wydaniach oraz w serialu oczekiwali zapewne czegoś brzmiącego mniej zabawnie niż „Lizaczek” czy „Ancy”.

Pod względem graficznym „Rewolucjonistka Utena” jest klasycznym przykładem stylu, jakim operują rysowniczki z nurtu shoujo, a konkretnie jego nierzeczywistości. Kolejne strony wypełniają smukłe sylwetki postaci, wyidealizowane twarze z ogromnymi oczami, wyraźnie zaznaczone dłonie. W wielu miejscach brak też wyraźnego podziału na kadry, a tło ilustracji wypełniają wszędobylskie motywy roślinne. Nawet pojawiające się od czasu do czasu krwawe momenty nie ratują przed odczuciem wizualnej „słodkości” i naiwności komiksu.

Magia, pierścienie, pojedynki szermierzy, miłosne uniesienia, tym właśnie jest „Rewolucjonistka Utena”. Jednego nie można odmówić tytułowi – dzięki nieco wywrotowym postaciom i magii świata przedstawionego, wniósł powiew świeżości w skostniały gatunek mang dla dziewcząt.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *