20

„Przegląd” o kobietach i komiksie

W najnowszym 18. nr tygodnika Przegląd ukazał się tekst „Jestem kobieta rysująca”. Agata Grabau podejmuje w nim zagadnienie roli kobiet, jako twórczyń, działaczek i czytelniczek, na polskiej scenie komiksowej.

Artykuł do przeczytania w wersji online na stronie gazety.

Zobacz także:

20 Comments

  1. Strasznie tendencyjny atykuł, w którym nie odnaleziono złotego środka. Czytając go miałam wrażenie, że autorka każe mi być kobieta rysującą komiks autorski, bo mainstream mnie dyskryminuje.
    A ja siedze w mainstreamie i daleko mi do rysowania o menstruacji. I co, wyklną mnie kobiety przez to? Po tej lekturze mam takie wrażenie.

  2. @N.
    Po twoich dwóch ostatnich komentarzach odnoszę wrażenie, że masz jakiś kompleks na punkcie menstruacji. A w swojej zatwardziałej postawie anty-kobiecej, chcesz się przypodobać twórcom mężczyznom. Pfff…

  3. Nie mam żadnego kompleksu. Moze po rpsotu menstruacji nie lubię, ale to ejst zupełnie normalne (mało kto lubi jak go coś boli!).
    Postawa antykobieca? Nie jestem w żaden sposób antykobieca, bo bym musiała być przeciwko sobie samej. A nie jestem. Po prostu mam odmienne zdanie do twojego, a to, wybacz, nie zonacza od razu, że jestem przeciwniczką kobiet. Nie chcę się też przeypodobać mężczyznom. Po prostu psize co myślę, ktoś moze mieć podobne zdanie do mojego, ktoś moze stac w opozycji. I nie obchodiz mnie czy to bedzie facet czy laska.
    Mówię co sądze o tym artukule. Że był napisany nieco stronniczo. I znowu nie dostałam defunizji co to jest komiks kobiecy. Po prostu czytając ten tekst miałam wrażenie ze ktoś mi każe rysowac coś zupełni innego niż zwykle, zeby móc nazywać się kobietą komiksiarką. Że mainstream mnie dysktyminuje i mam się trzymać od niego zdala.
    Nie jestem przeciwna kobietom, jestem przeciwna tworzeniu fałszywych obrazów kobiet rysujących komiksy. Bo w końcu społeczeństwo przez takie dyskusje uzna, ze kobiety rysują tylko komiksy feministyczne. I mozecie się starać krzyczeć jeszcze głośniej, że nie, że to nie to chciałyście powiedzieć, ale masa będzie wiedzieć już swoje.
    A ja tego nie chcę, bo to uderza we mnie.

  4. N., trudno mi dyskutować z cudzymi wrażeniami (każdy odnosi takie, jakie odnosi), ale może czasami spróbowałabyś pomyśleć: „mam wrażenie, że ktoś mi każe rysować menstruację, ale ale… przecież to byłby totalny absurd! nieeee, to niemożliwe, na pewno mogę rysować to, co chcę i nikt mi przez to głowy nie urwie, nie spali na stosie! ufff…” Często racjonalizacja kwestii skutecznie przegania wewnętrzne demony;)

  5. ha, mi nie chdozi o to, co ja będę rysować, bo ja rysować będę to na co mam ochotę, tylko na KW padły słowa, ze nie chca kobiety szufladek, a same sobie je tworzą i, niestety, potem społeczeństwo wrzuci mnie do niej razem z nimi

  6. N., a przy założeniu, że tak by się stało, co stracisz? Uparcie próbuję zrozumieć istotę Twojego lęku i pytam poważnie.

  7. Zaszufladkowanie.

    N. boi się, że hasło „komiks kobiecy” będzie budzić takie skojarzenia jak „literatura menstruacyjna”. Albo będzie jak z komiksem u laika – słyszy „komiks” myśli „rozrywka dla upośledzonych dzieci”.

    I ja się nie dziwię w sumie – bo „literatura menstruacyjna” na długo i skutecznie ośmieszyła nurt (inna sprawa, że Gretkowska zasługiwała na szybkie zapomnienie WMSO).

  8. Mi sie wydaje ze chodzi o to „[…]wystarczy, by jakieś komiksy zostały narysowane przez kobiety, by móc mówić o komiksie kobiecym” oraz o to „Komiksy to komiksy, a to, że w większości z nich obowiązują dwa podstawowe modele kobiecości: stare zrzędliwe baboki, często z siatami i w berecie (koniecznie z grubymi łydkami) oraz istoty o nadnaturalnie wydatnych biustach i pośladkach, które normalnie w przyrodzie nie występują, to zapewne przypadek, który kompletnie nic nie znaczy”.

    I mamy N. która rysuje cycaste babki w gorsecie (och szowinistyczna klatko pętająca kobieca pierś pragnąca oddechu). I w morde, jest kobieta. Wiec tworzy komiks kobiecy. Czy chce rysowac dla prawdziwego świadectwa paczke podpasek? Nie. Ma ochotę rysowac tak jak chce. Może? Nie. Bo zaraz zostanie posądzona o próby przypodobania się męskiej cześci świata.
    Czy ja mogę narysowac paczkę podpasek bo ona tam jest? Nie. Bo mam gotowy zestaw pytań ” Pozostaje jednak jeszcze kwestia, jak i po co to zrobi. Dla kogo? Przy jakiej okazji? Z jakich powodów? Pozostaje rozłożenie akcentów, punkt widzenia, ekspresja.”

    Czy „Hurt Locker” to film kobiecy bo reżyserem jest kobieta? Czy „Duży” to film kobiecy? Czy zestaw mebli dzieciecyh Bauhausu to „mebel kobiecy” bo zaprojektowała go kobieta?

    W pracy musi być coś więcej. Nadanie NADWARTOŚĆI w postaci płci twórcy spłaca. Prowadzi, PRZED odbiorem, do kategoryzacji według chromosów.
    Bóle menstruacyjne twórcy wzbogacają jego dzieło o jakieś dodatkowe, niezwykłe elementy? Dopóki ktoś nie będzie własną krwia miesięczna robił rysunków, historie nie będa przesiąknięte nerwicą wywołaną brakiem magnezu mam totalnie gdzies czy autor z rana się przeciaga czy drapie po jajach.

  9. a ja poważnie odpowiadam. I godai uchwycił dokładnie to, czego się boję. Jest to dla mnie bardzo niewygodne, bo rośnie kolejny problem. Nie dość, ze w Polsce walczy się z pojęciem komiksu jako czegoś dla dzieci albo infantylnych nastolatków, to dla mnie, jako kobiety, rośnie kolejny stereotyp. Czy kobiety naprawdę chcą kolejnego stereotypu, czy to takie ważne?
    Nie było problemu, dopóki ktoś nie zaczał krzyczeć „kobiecy komiks”.

  10. Godai:
    „Literatura menstruacyjna” to określenie wymyślone przez mężczyznę, konkretnie – Jerzego Sosnowskiego. Miało swój konkretny kontekst, ale szybko zostało podchwycone przez innych i łatwo uogólnione, bo dla niektórych kobiecość to właśnie wyłącznie kwestie fizjologiczne. Mogę nad tym ubolewać, niewiele mogę z tym zrobić. Pewne określenia w pewnych ludziach będą budzić takie a nie inne skojarzenia i nic na to nie poradzimy. Jeśli ktoś będzie swoją wiedzę o komiksie opierał tylko na tym, co znajdzie w kiosku, nie wyrobi sobie o nim wysokiego mniemania. Jeśli mówiąc o twórczości kobiet (w dowolnej dziedzinie sztuki), ktoś utknie w kwestiach fizjologicznych, z całą pewnością nie dostrzeże w niej nic więcej. Powierzchowność spostrzeżeń i kpiarski uśmiech idą ze sobą w parze.

    JAPONfan:
    Jest trochę tak, że autor publikując swoje dzieło, przestaje być jedynym właścicielem jego sensów, znaczeń, interpretacji. Traci możliwość sprawowania pełnej kontroli nad tym, na którą półkę czy do której szuflady jego utwór trafi. N. rysuje superbohaterów w otoczeniu biuściastych dziewoi? U mnie jej komiks stanie na półce obok komiksów rysowanych przez inne dziewczyny, u kogoś innego – pewnie gdzie indziej. Nie piersi w lateksie narażają N. na zarzuty o chęć przypodobania się męskiej części publiczności, ale jej pełna pasji obrona przed nazywaniem jej twórczości „kobiecą”.
    Czy Ty możesz rysować paczkę podpasek? A chcesz? Jeśli tak, rysuj do woli, choćby codziennie. To, że ktoś zada wszystkie te pytania nie ogranicza Twojej wolności, wręcz przeciwnie! Zadawanie tego rodzaju pytań to normalna praktyka teorii literatury, krytyki literackiej, wreszcie – uważnej, krytycznej lektury wyrobionego czytelnika. Autor nie powinien w żadnym wypadku czuć się zagrożony takimi pytaniami. Powinien raczej się cieszyć, że ktoś chce jemu i jego pracom poświęcić aż tyle uwagi.

    „Czy “Hurt Locker” to film kobiecy bo reżyserem jest kobieta? Czy “Duży” to film kobiecy? Czy zestaw mebli dzieciecyh Bauhausu to “mebel kobiecy” bo zaprojektowała go kobieta?” Nie wiem, może tak? Może nie? Czy ktoś, kto ma na to ochotę, ma prawo zastanawiać się nad ‚kobiecością’ Hurt Lockera? I dyskutować o tym z kimś innym, kto też ma na to ochotę? Dla Ciebie kwestia jest oczywista i rozstrzygnięta, więc nie będziesz chciał brać udziału w tej dyskusji… A może jednak będziesz? Tak jak tutaj. Bo przecież znasz dobrze charakter Comix Grrrlz i wiesz, czego możesz się spodziewać, wchodząc na tę stronę…;)

    Absolutnie zgadzam się, że w pracy musi być COŚ i że każdy komiks można wrzucić albo do pudełka „dobry”, albo „zły”. Dla mnie wiedza o tym, że jakiś komiks narysowała kobieta („PRZED odbiorem”) nie obniża jego wartości. Problem w tym, a właściwie: PRAWDZIWY PROBLEM W TYM, że dla niektórych, owszem, obniża. Jeśli komiks N. położymy na stoisku z wielkim napisem „literatura kobieca”, tacy ludzie zapewne ominą je szerokim łukiem i komiksu N. nie kupią. W tym punkcie mogę zrozumieć ekonomiczne obawy autorki. Ale pragnę ją też uspokoić: stoisko i tak będzie oblegane, jej albumy, jeśli będą dobre, zostaną wykupione na pniu.

    N.:
    „Nie dość, ze w Polsce walczy się z pojęciem komiksu jako czegoś dla dzieci albo infantylnych nastolatków (…)”, „Nie było problemu, dopóki ktoś nie zaczał krzyczeć ‘kobiecy komiks”. Być może zmiana retoryki, zmieniłaby także Twoje podejście do omawianego tematu. Nie „walka” i „krzyk”, ale „dyskusja”, „refleksja”, „opinie”… Jeśli komuś, z kim rozmawiam, komiks kojarzy się wyłącznie z Batmanem i Kaczorem Donaldem, wystarczy zaledwie pięć minut, by rozciągnąć jego czy jej horyzont. Nie napotykam oporu, ludzie z reguły chętnie słuchają o tym, że pod powierzchnią, na której stoją kioski i empiki, dzieje się coś więcej. Mój syn może z półki ściągnąć „Łaumę”, „Małego Księcia” Sfara, „Przybysza”, komiksy Eisnera… Znajomi, którzy do mnie przychodzą, też już doskonale wiedzą, że świat nie kończy się na Myszce Miki. Komiks jako taki nie jest nielubiany, komiks jest jeszcze niedostatecznie poznany.
    Kobiety nie chcą kolejnych stereotypów. Stereotypem jest pogląd, że już sama nazwa „komiks kobiecy” stygmatyzuje utwory i obniża ich rangę. Albo inaczej: tak, „komiks kobiecy” to nazwa, która stygmatyzuje utwory i obniża ich rangę w oczach ludzi, którzy posługują się stereotypami. Jesteś kobietą, a Twoje komiksy , N., są świetne, nie gorsze niż komiksy rysowane przez Twoich kolegów, prawda? Więc nie masz się czego obawiać: jakość obroni się sama i zawsze znajdzie nabywcę:)

  11. el, pamiętaj, że standardowy odbiorca jednak jest standardowy – a więc posługuje się także standardowym stereotypem.

    Dlatego pisze się na książkach „hybryda Kinga z Brownem”, a o filmach mówi „skrzyżowanie Zmierzchu z Matrixem”, bo jakby napisać „inteligentne i oryginalne” to by tego gawiedź nie tknęła.

    A chyba chcemy wychodzić poza garstkę znających temat?

    Co do „menstruacyjnej” – liczy się obecne postrzeganie pojęcia, kontekst, źródło i pierwotne znaczenie zniknęły dla kultury masowej. Tak samo, jak „literatura kobieca”, niezależnie od faktów i wyjątków nie kojarzy się z ambitnymi poszukiwaniami intelektualnymi, tylko z niewymagającymi czytadłami do pociągu.

    I niezależnie od tego, czy tak jest, czy nie jest – stereotyp jest b. silny i to nim się myśli, bo łatwiej. Dlatego strach tworzyć kolejny (wiem, że to niecelowo – ale tak to już wygląda, tworzony jest stereotyp).

    Między innymi dlatego, że całość zjawiska jest kojarzona jest z wojującym feminizmem (teraz mi się dostanie), które to zjawisko, w swojej ogólnej masie pozytywne, kojarzone jest stereotypowo tylko z wynaturzonymi wyjątkami skrajnymi – a każdy ultras, wiadomo, to jest problematyczna sprawa, niezależnie od filozofii / zjawiska.

    I niech nikt mi nie mówi, że feminizm się w czarnej masie nie kojarzy trochę podejrzanie i nie budzi stereotypów.

    Mówimy ciągle o ogóle, nie o spojrzeniu na sprawę wyedukowanych jednostek. Większość ludzi to debile, którzy lubią oglądać TVN, bo im się mówi, co mają pomyśleć i o czym. Większość ludzi to bęcwały czytające FAKT. Przytłaczająca większość ludzkości to idioci.

    Musimy brać ich pod uwagę, jeśli mówimy o działaniu komercyjnym :)

    Bo chyba także o to chodzi – a nie tylko o stworzenie pojęcia określającego, hm, no właśnie, nikt nie wie co – więc musi być jakiś inny cel, nie akademicki tylko, nie wiem, komercyjny?

  12. Dla mnie, jak pisalem, kategoryzacja aż tak ogólna jest dziwnym zabiegiem. Bo dlaczego „fun home” ma lądować najpierw na stoisku „kobiecym” jesli, dla mnie, najpierw to powiesc autobiograficzna. I powinno sie ją postawić koło Delisla czy Mawila. Może przesadzam ale wydaje mi się że wlasnie takie działnie ogranicza odbiór. Bo steruje chęcią sięgnięcia po coś nie ze względu na treśc a rzecz na która autor nie miał wpływu. Specjalnie przypowołałem przyklad Duzego bo to komedia. Potem można sie zastanawiac i dyskutowac czy reżyser-kobieta sprawiła że ten film jest też familijny. Rozmawiajmy o komiksach tworzonych przez kobiety. Ale przez pryzmat tematyki, warsztatu, podejscia do tematu. Jest taki webkomiks „Wapsiaquare”, przez dlugi czas myślałem że jego twórca jest kobieta. Bo poznałem go „przez” „Devil Panties”. Czy to spowodowało ze go czytałem? Nie. Czytalem go bo to był kawał dobrej rzeczy. Tak samo jak czytam „Girls with slignshots” czy „Anders love Maria”. Płeć twórcy ma dla mnie trzecio czy nawet czwartorzędne znaczenie.
    Liczą się dla mnie własnie znaczenia, historia która sie przekazuje. I dopiero wtedy, jeśli sie uzna ze warto, mozna rozmawiac czy płeć autora wniosła jakąs dodatkowa wartośc. I wtedy, jeśli sie okaże że tak to dodajmy tag „komiks kobiecy”.

  13. Czytam sobie wszystkie dyskusje. Na LeSzKu pogadałem chwilę o dyskutowanym terminie z Repkiem i stwierdziłem, że się mylę.

    Skoro kobiety potrzebują* określenia „komiks kobiecy” na swoją komiksową twórczość, to znaczy że może faktycznie jest w tym coś czego jako facet nie zauważam. Podobnie jak poemiks, komiks kobiecy jest zjawiskiem trudno definiowalnym (bo tylko i wyłącznie płeć autorki nie jest chyba tu najistotniejsza) ale bez wątpienia takie zjawisko istnieje. Kwestia komiksu dobrego i złego nie może mu być przeciwstawiana gdyż dotyczy innego aspektu.

    *piszę bez cienia protekcjonalnego tonu :)

  14. @Japonfan
    Czegoś tu nie rozumiem. Najpierw, jak zresztą większość tutaj piszących, twierdzisz, że nie ma czegoś takiego jak „komiks kobiecy” po czym piszesz o „komiksie autobiograficznym”. Skoro komiks to komiks, to autobiograficzny nie istnieje, nie należy niczego tak określać, bo tworzy się łatkę i automatycznie obniża jego wartość, czyż nie? Widzisz tutaj hipokryzję swojego sposobu myślenia?

    Chcecie definicji? Po co wam ona? To nie jest przysadka mózgowa, aby musiała być definiowana. To, że coś jest trudno definiowalne bądź nie zgadzacie się z przyjętymi charakterystycznymi elementami, nie oznacza od razu, że nie istnieje.

    @N.
    Nie chcesz się określać jako twórczyni komiksów kobiecych, ok, masz do tego pełne prawo. Ale jesteś też jako autorka poddawana ocenie i to jest indywidualna opinia czytelnika, recenzenta czy wydawcy, jak zaklasyfikuje twoje prace. I nie masz na to wpływu. Napiszesz scenariusz do steampunka który będzie się podobał wielu, ale nigdy nie masz gwarancji, ze nie przeczyta tego czytelnik, który stwierdzi, że twoj pkt widzenia jest zbyt „babski”, że jednak czegoś mu w tym brakuje. Możesz też spróbować zrobić historię napisaną z pkt widzenia faceta. Nadal twierdzisz, że nie będzie żadnej różnicy, bo przecież doskonale wiesz, jak oni funkcjonują (No panowie, nie wierzę, że nie czulibyście się przypadkiem niesprawiedliwie ocenieni). Jesteś 100% pewna, że tak dobrze znasz płeć przeciwną? Bo ja z takim stwierdzeniem byłabym ostrożna.
    Antologia lesbijska też ci przeszkadzała. Dla mnie daje to tylko jeden obraz – masz problem ze wszystkim co nie mieści się w twoim wyobrażeniu świata. Wstydzisz się czy boisz? Najczęściej odczuwamy strach przed nieznanym, a więc boisz się kobiet, a sama nią jesteś? A może aż tak cenisz oportunizm? Nie, nie fatyguj się, nie interesują mnie twoje odpowiedzi.

    Mój tekst z KW o menstruacji, który miał być prostym, ale oddającym istotę problemu hasłem, zrobił karierę. Szkoda tylko, że nikt nie słyszał (a może raczej nie chce poruszać niewygodnej kwestii) drugiej części zdania, w której kwestionowałam prawdziwość mówienia kobiet o polucji. Halo Kingpin, twój odbiór głosów ze sceny był wówczas zakłócony?

    Zgadzam się z tym co pisała El, facet może mówić o babskich sprawach i odwrotnie. Niekoniecznie jednak ukażą to w taki sposób, w jaki oczekują czytelnczki(cy).

    Co w takim razie z pracami naukowymi na temat komiksu kobiecego, wszelkimi wystawami? I nie piszę tu wyłącznie o polskich realiach.
    Jest jeszcze 3. nr ZK. Dlaczego w 2005 roku się na ten temat w Polsce nie dyskutowało?
    Skoro już macie taki zryw narodowościowy to uderzcie na rynek zachodni czy japoński. Zakwestionujcie istnienie josei, opracowania naukowe, działalność Friends of Lulu, zabrońcie Centrali ich wystaw, itd itd.

    Taaak zdecydowanie to co niesie w sobie hasło „kobiecy” jest z założenia złe, bowiem zaburza status quo, pojmowanie świata, stwarza poczucie zagrożenia i utraty pozycji. Najlepiej zrobić wszystko żeby nie istniało. To gwarantuje spokój i bezpieczeństwo.

    @Maciejaszek
    Miło, że przynajmniej pojedyncze jednostki po całej tej dyskusji zrewidowały swoje nastawienie.

    To tyle ode mnie.

  15. Sylwio,

    ochłoń i przeczytaj jeszcze raz, co napisałaś. „Komiks autobiograficzny” jest zupełnie zrozumiałą kategorią, istniejącą także w pojęciu literatury ogólnie pojętej (w tym poezji także), filmu, nie jest w żadnym wypadku „zaszufladkowaniem” czy „przypinaniem łatki” do danego dzieła. Nie występuje tu hipokryzja w żadnym razie. Istnieje na takich samych prawach, jak inne kategorie typu sensacja, horror, komedia, fantasy. „Marzyciel” Eisnera jest autobiograficzny, a „The Spirit” nie, co jest chyba oczywiste. Natomiast gdybyśmy WSZYSTKIE jego komiksy nazywali autobiograficznymi, wtedy byłby to problem i przekłamanie. Bo z tego, co udało mi się zrozumieć, wy KAŻDY komiks narysowany czy napisany przez kobietę chcecie nazwać KOBIECYM. No i właśnie. Powiedzmy „Sukę” napisała Jelena Woronowicz, kobieta pod każdym względem, a jest komiksem post-apokaliptycznym o ciężkim, mocnym klimacie i przygodowym zabarwieniu. Gaiman, facet, napisał „Śmierć: Pełnię Życia”, która to nowela jest bardzo refleksyjna i stonowana, a opowiada o miłości i bliskości między dwiema kobietami w chwilach życiowych wyborów. Więc jak to jest?

    „To, że coś jest trudno definiowalne bądź nie zgadzacie się z przyjętymi charakterystycznymi elementami, nie oznacza od razu, że nie istnieje.” – I ja się zgadzam w pełni. Tylko niepotrzebnie stawiasz ten zarzut, bo nie znamy nawet „przyjętych charakterystycznych elementów” zjawiska.

    Nie chcę dokładnej definicji. Chcę tylko wiedzieć, który z tych dwóch komiksów mogę nazwać KOBIECYM w Twoim przekonaniu. Pierwszy? Drugi? Oba? Żaden? Chcę wiedzieć, czy KOMIKS KOBIECY TO:
    a) komiks tworzony lub współtworzony przez kobietę o dowolnej tematyce?
    b) komiks opowiadający o kobietach i uwzględniający wszelkie aspekty kobiecego jestestwa, bez różnicy, jaka jest płeć autora?
    c) komiks opowiadający o kobietach i uwzględniający wszelkie aspekty kobiecego jestestwa, z tym, że ma go tworzyć kobieta?
    d) inne

    Tylko tego chcę. Nie definicji, a prostej odpowiedzi na pytanie. Wtedy dopiero cała ta dyskusja zyska porządne podstawy.

    Pozdrawiam,
    Rafał Kołsut

  16. Droga Sylwio, twierdzisz, iż nie interesują Cię moje odpowiedzi, a sama zadajesz mi pytania. Więc jak to jest?
    Czemu moją osobista opinię traktujesz jako atak na wszystkie kobiety świata? Nie, nie boję się kobiet, za dobrze je znam, sama nią jestem, mogę wręcz powiedzieć, ze czasami kobiet nie lubię. A to dlatego, ze wiem jakie są. Ale to nie znaczy, ze jestem przeciwko nim, bo byłabym przeciwko samej sobie.
    Ja nie lubię robienia granic tam, gdzie nie są one potrzebne. Czy przez te wszystkie lata potrzebowaliśmy pojęcia „komiks kobiecy”? Założe się, ze gdyby wymyślili to faceci, dyskusja z waszej strony wyglądałaby zupełnie inaczej.
    Po drugie – ja rozumiem różniece między myśleniem faceta i kobiety. Naprawdę. Ale niech to dojdzie, że nie wszystkie komiksy musze być pisane/rysowane „z punktu widzenia” jakiejś płci. Może po prostu opowiadać historię.
    I czy naprawdę jeses pewna, że gdyby jakaś kobeita wydała komiks pod męskim pseudonimem, krytyka by poznała że to „komiks kobiecy”? Ja taka pewna nie jestem.
    Podaliście pojęcie. To wymaga definiowania. Bo, na litość boską, wychodzi na o, że dyskutujemy na temat czegoś, co nie istnieje! Bo nie jest zdefiniowane.
    Od lat kobiety walczą o równouprawnienie. To dobrze. Mamy być równi. Także w komiksach. Dlaczego teraz mają być granice, gdy komiks do tej pory był wolny od podziałów?

  17. Co w takim razie na temat dzieła okresla termin „Komiks kobiecy”?
    Co mi ten termin powie na temat „Fun Home”? Stworzyła go kobieta. Czyli, cytując mojego dziadka, gówno. Bo NIC się nie dowiedziałem na temat tego komiksu. Dowiedziałem się czegoś o autorze. Czy tego dotyczyło pytanie? Nie, pytanie dotyczyło pracy.
    Przepraszam że wychodzi ze mnię męski szowinizm ale wydaje mi się że są rzeczy ważniejsze które można powiedzieć o komiksie niż płeć autora. Od tematyki, stylu czy faktu ze komiks jest niemy.
    Ostatnie zdanie z mojego ostatniego komentarza dotyczyło tego aby nie stawiać faktu „jest to komiks kobiecy bo został stworzony przez kobietę” przed inni informacjami na temat czekogolwiek.
    I dlatego nie uważam tego za hipokryzję. Za hipokryzję uznaję tekst „po co wam definicja?” zestawiony z “[…]wystarczy, by jakieś komiksy zostały narysowane przez kobiety, by móc mówić o komiksie kobiecym”. To najpierw weźcie sie za walke ze słowem „definicja” bo to własnie jest DEFINICJA „komiks kobiecy to komiks stworzony przez kobiete”. I ta definicja nic mi nie mówi o komiksie. Tym konkretnym komiksie. Mówi mi o autorce. I moze to było by pomocne gdyby znalazło się w zdaniu typu „Obraz szpitala psychiatrycznego obecny w powieści jest sumą doświadczeń pisarza, który jako student wziął udział w rządowym programie badań nad środkami psychomimetycznymi prowadzonymi przez szpital psychiatryczny.”.

  18. Się nie ma co spierać. Marketing dobry.

    „Cześć, jesteśmy trzy dziewczyny i robimy komiksy” – i bach, artykuł w gazecie.

    Jakbyśmy tam we trzech facetów poszli, to by nikt nie pierdnął.

    Więc jako jakaś droga do zwrócenia uwagi ruch dobry.

    Ale ja nadal nie rozumiem co to „komiks kobiecy” – skoro, Sylwio, to adefiniowalne, to co ma ten termin oznaczać? Proszę cię, weź mi powiedz, obiecałaś :D

  19. Niestety, podobnie jak w przypadku niemal identycznej prośby skierowanej do Elżbiety o chociaż próbę nakierowania nas, niewtajemniczonych w rejony i meandry terminu „komiks kobiecy” następuje milczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *