6

Wywiad z Olgą Wróbel

Scenarzystka, ilustratorka i kolorystka. Znana z aktywnego udzielania się w środowisku komiksowym. Blog artystki: http://odmianymasochizmu.blogspot.com/
Dla Comix Grrrlz mówi między innymi o odbiorze jej twórczości i przebiciu się w zmaskulinizowanym środowisku polskich twórców.

Jak to się u ciebie zaczęło z rysowaniem komiksów?

Od zawsze interesowała mnie plastyka, że to tak roboczo nazwę – chodziłam na zajęcia z grafiki, zajmowałam się ceramiką, i gdzieś po drodze rysowaniem – przy czym nigdy nie interesowało mnie rysowanie samo w sobie (żadnych aniołów i wróżek i pejzaży na ścianę), tylko jako środek przekazu połączony ze słowem. W liceum rysowałam sobie komiksowy pamiętnik, potem małe obrazki w dzienniku. Regularne tworzenie komiksów zaczęło się od konkursu Gildii Komiksu na pasek komiksowy. Najpierw kolorowałam paski dla mojego eks, potem uznałam, że podoba mi się adrenalina związana z konkursem, poza tym sama mam lepsze pomysły, i zaczęłam rysować. I tak się to rozkręcało. Najpierw rysowałam tylko na tematy konkursowe, potem dostałam propozycje publikacji w „B5”, potem w „JEJU”, potem w innych zinach. Zaczęłam mieć coraz więcej pomysłów na własne rzeczy, niezwiązane z żadnymi antologiami i konkursami. Tak mniej więcej wyglądał początek. Impulsem był też film Michela Gondry The science of sleep – zachwycił mnie plastyczną kreatywnością i zapragnęłam NATYCHMIAST być też plastycznie twórcza.

Jaki jest odbiór twojej twórczości w zdecydowanie męskim środowisku rysowniczym?

Odbiór mojej twórczości. Hm. Mam wrażenie, że to znowu zależy od indywidualnego odbiorcy. Jest grupa rysowników, którzy zastanawiają się rzeczywiście nad tym, co narysowałam i co chcę przez to powiedzieć. Takich lubię. Jest też grupa, której podejście można uprościć do: O, Olga Wróbel. Prosta forma graficzna -> ilustracyjny styl -> ilustracja, czy to nie kojarzy się z książkami dla dzieci -> prosta treść. Ewentualnie: znowu te melodramatyczne, kobiece wynurzenia. O ile pierwsze uproszczenie mnie drażni, bo nie przyjmuję do wiadomości, że komuś nie chce się wczytać w treść, dużo łatwiej mi znieść łatkę komiks kobiecy. Owszem, jestem kobietą. Rysuję komiksy autobiograficzne. Są więc kobiece. Nic w tym złego. Problem pojawia się, kiedy z „kobiece” utożsami się „głupsze, mniej wartościowe” bo nie ma w nich zombie
i egzoszkieletów. Ale kwestii odbioru nie wiązałabym znowu zbyt mocno z płcią. Każdy może czytać uważnie, albo sądzić po pozorach, rysownicy i rysowniczki.

Zatem uważasz, że to co robisz różni się od innych komiksów, w towarzystwie, których (w zinach, magazynach) pojawiają się twoje?

Na pewno wyraźnie widać u mnie, że nie posługuję się komputerem – programy graficzne służą mi tylko do przygotowania plansz do publikacji – złożenia, ewentualnie lekkiego podbicia kolorów, które zazwyczaj zżera skaner. Stawiam na jak największą organiczność – używam cienkopisów, tuszu i akwareli. O ile sporo rysowników robi lineart ręcznie, o tyle kolory robione farbami są już dość rzadkie. Nie widać tego w publikacjach zinowych, ponieważ ze względu na koszty druku wydawane są w skali szarości, można sobie popatrzeć na moim blogu. To jeden z czynników wyróżniających. Mam też dość charakterystyczną kompozycję plansz, „gadające głowy”, co wynika niestety nie tyle z chytrych przemyśleń, co z braków technicznych – nie umiem rysować dynamicznych ciał, muszę więc kombinować tak, aby w statyczne kadry wpakować maksimum treści. Na koniec, moje komiksy są autobiograficzne. Rozmawialiśmy o tym ostatnio z Danielem Chmielewskim i uznaliśmy, że to dość rzadkie w Polsce.

Jesteś dość mocno zakorzeniona w środowisku komiksowym, udzielasz się na imprezach, publikujesz w magazynach. Czy miałaś trudności z tym, żeby się „przebić” i zaistnieć w środowisku?

Nie. Paradoksalnie, pomógł mi chyba w tym fakt bycia kobietą. Kiedy zaczęłam wrzucać swoje paski na konkurs Gildii, większość jego „rezydentów” bardzo mocno je krytykowała – to zrobiło mi pewną reklamę. Przy okazji okazało się, że studiuję na jednym wydziale z Jackiem „Głowonukiem” Świdzińskim. Potem przy piwie zaczęłam spotykać się z ekipą „JEJU” – Tomkiem Asu, Sztyborem, Jaszczem itp, którzy byli furtką do „środowiska”. Przez digart poznałam Selenę i Gierka, których następnie spotkałam na żywo na WSK 2007. Potem miałam przerwę związaną ze sporymi kłopotami osobistymi, z marazmu wyciągnął mnie Asu, zapraszając do „JEJU 8”, poświęconemu częściowo kobietom i dość mocno angażując w jego promocję. Dzięki temu zebrałam się do kupy, że tak powiem, przypomniałam sobie, że jestem fantastyczną rysowniczką i wzięłam się solidnie do pracy. Odnowiłam kontakty, zresztą koledzy bardzo troskliwie się mną zaopiekowali, zachęcając i motywując. W tym roku narysowałam bardzo dużo, opublikowałam też sporo, brałam udział w kilku konkursach oraz wszelkich możliwych festiwalach, inicjatywach, spotkaniach i projektach, wepchnęłam się, gdzie tylko mogłam, założyłam bloga – i zaczyna przynosić to efekty w postaci kolejnych zleceń i zaproszeń. Środowiska nie trzeba się bać – dużo dużo pracy, bardzo dużo aktywności i jest się w środku. Ułatwia to Internet, szczególnie osobom nieśmiałym lub introwertycznym, jak ja. Nie wiem, czy miałabym odwagę podchodzić do nieznanych mi rysowników i pokazywać teczkę prac.
W sytuacji, kiedy jestem Olgą-Wróbel-Od-Gadających-Głów-i-bloga, jest mi łatwiej nawiązywać kontakty, cenię też sobie efekt śnieżnej kuli.

Jakie komiksy sama czytasz najchętniej?

Czytam wszystko, co mi wpadnie w ręce, ale najchętniej jednak komiksy autorskie, ciekawe formalnie i treściowo. Najbardziej w komiksach zwracam uwagę na formę graficzną – cenię te, w których widać „ręczną robotę” i nietypowe rozwiązania. To samo dotyczy scenariuszy – albo boleśnie życiowe, albo fantasmagoryczne, albo najlepiej jedno i drugie. Ale żeby były oryginalne. Z ulubionych autorów: na pewno wszystko Satrapi, potem Sfar, szczególnie „Kot Rabina”, „Blankets” Thompsona, „Maus” Spiegelmana, „The Amazing Remarkable Monsieur Leotard” Campbella. Bardzo lubię Bilala. Z polskich autorów wciągam wszystko, co zrobi Rebelka, ostatnio zachwycił mnie „Wrzątkun” Sieńczyka, dziwacznie niezauważony i niedoceniony w rankingach. Do tego stopnia zapadł mi w serce, że mój pies już na stałe zyskał dodatkowe miano „Mały bydlak”, a Daniel w okresach niełaski nazywany jest „Miluchem”.

Jakie są twoje plany komiksowe?

Nie łudzę się, że moja przyszłość zawodowa może być związana z rysowaniem – nie mam plastycznego wykształcenia, a co za tym idzie, mój arsenał środków jest dość ograniczony. Jestem wprawdzie częścią Atelier Wróbel-Chmielewski, ale na razie ledwo wygrzebaliśmy się z fazy koncepcyjnej, klientów będziemy szukać w połowie następnego roku. Traktuję to jednak jako potencjalne dodatkowe pieniądze niż źródło utrzymania (tak jak na razie dorabiam literując komiksy dla Timofa i Mroja Press). Komiksy to przede wszystkim mój sposób wyrażania siebie, opowiadania o sprawach ważnych-bolesnych-zabawnych dla mnie. Coś pomiędzy pamiętnikiem a psychoterapią. Wszystko, co mnie dotyka, dotyka mnie mniej (lub inaczej), kiedy przepuszczę to przez filtr opowiadania graficznego. Poza tym, sam proces tworzenia, kupowanie materiałów, pisanie scenariusza, rozkładanie farb i babranie się w nich, sprawia mi dużą przyjemność. Lubię też publikować i śledzić odbiór moich komiksów. Nawet bardzo. Im więcej publikuję, im większą mam publiczność, tym większa moja motywacja do pracy.

Czy możemy się spodziewać wydania twojego albumu?

Planuję wydać album, jak najbardziej. Mam już zarys scenariusza, koncepcję graficzną całości, wybrałam nawet format. Problemem jest brak czasu – pracuję na cały etat, jak na dorosłą kobietę przystało, zajmuję się domem, chcę mieć też czas dla partnera, rodziny i znajomych. Na rysowanie, które wymaga skupienia, wyciszenia i dobrej formy psychicznej, zostaje mało czasu. Nie bardzo nadążam z realizacją bieżących pomysłów, których mam po kilka dziennie (oczywiście część odpada w selekcji). Postanowiłam, że czas do września 2010 poświęcę na dalszy rozwój techniczny i spisywanie regularnego już scenariusza, potem zacznę powoli rysować. Chcę, żeby mój debiut mnie w pełni zadowalał, więc nie zamierzam się spieszyć.

Z Olgą rozmawiała Kinga Kuczyńska

Zobacz także:

6 Comments

  1. +1 dla całego wywiadu.

    +2 dla „Planuję wydać album, jak najbardziej.”

    Pozdrówka

  2. Z tego co pamiętam, od czasu konkursu paskowego zawsze miałaś grono oddanych fanów :)
    Jeden Kastro-Troll tak zalazł Ci za skórę?

    pozdro100

  3. Repek – dzięki.
    Maciej – już tak mam, że ze stu opinii będę pamiętała jedną złą, a nie 99 dobrych :)

  4. Z wywieszonym językiem oczekuję na album :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *