1

Kilka pytań do: Bordowa („Siostra Jolanta”)

Asia Bordowa, graficzka, anarchofeministka i animatorka kultury. Autorka między innymi komiksu „Siostra Jolanta” oraz licznych ilustracji dla warszawskiej UFY. Prowadzi bloga www.xcnpx.blogspot.com

Prowadzisz aktywną działalność w kolektywach dziewczyn-artystek. Jesteś też opiekunką biblioteki zinowej. Masz więc pogląd na prezentowaną na ich łamach kobiecą komiksową twórczość. Możesz nam nieco przybliżyć rynek komiksu anarchofeministycznego?

Hm, zinową biblioteką to ja się ostatnio kiepsko opiekuję, bo póki co jej część leży w szafce w UFIE i się kurzy, ale na specjalne okazje (jak zinefest) jest wyciągana, odkurzana i cieszy oczy publiki. Mam nadzieję, że gdy UFA utuła trochę kasy to kupimy jakiś regał i każdy/a będzie mogła poczytać sobie nasze ziny, które pochodzą z kolekcji kolektywu Revenge of the nerds. W UFIE aktualnie jest też wystawa grupy Bildwechsel o zinach związanych ze sprawiedliwością reprodukcyjną – bardzo polecam!

Wracając do tematu – trudno mi mówić o czymś takim jak komiks anarchofeministyczny. Nie wiem czy mogłabym chociaż jedną takową artystkę wymienić. Jednak dużo takich wątków przewija się w queerowych, lesbijskich, riot girlsowych publikacjach. Czasami są to ziny, czasami małe komiksy wydawane metodą d.i.y. Scena to więc dosyć malutka, młodziutka, ale radosna i jak już się coś dorwie w tej tematyce, to jest wesoło.

Osobiście uwielbiam i polecam „Hothead” Diane Di Massa, jako absolutną „klasykę”, również Tank Girl zdobyła moje serce wiele lat temu jako rewelacyjna kobieca bohaterka stworzona przez kolesi. Poza tym lola guine- kanadyjska autorka komiksów „it’s raining dykes”, fajny jest też queerowy zine-komix z Berlina „trouble x”. Bardzo lubię też komiks „Morgenmuffel”, autorstwa Issy z UK, jest mocno anarchistyczny i aktywistyczny oraz prace Tiitu Takalo- fińskiej artystki, która chyba jako jedyna z mi znanych określa się jako anarchofeministka. Do tego zestawu dodam Fly, która od wielu lat publikuje w prasie wolnościowej oraz Cristy Road, pisarkę, graficzkę i ilustratorkę.

Jesteś odpowiedzialna za międzynarodowy projekt „Womenstruation in comics”. Myślałaś o powtórzeniu jeszcze kiedyś podobnej akcji?

Hm, międzynarodowy projekt to za dużo powiedziane. Chciałam zrobić małą antologię komiksów o menstruacji, bo uważałam że to fajny temat, bo sama takie miałam swoje narysowane (jedne z pierwszych). Potem znalazłam kilka takich komiksów autorstwa „uznanych artystek” i pożyczyłam je (wedle zasady non profit i promowania kobiecych artystek, a co). Potem kilka znajomych artystek dorzuciło coś od siebie, m.in. Endi, Julia Wertz…
Już dawno temu dostałam kilka nowych komiksów, m.in. od Karoliny Bang, Loli Guine oraz Issy z Morgenmuffel, więc może coś jeszcze z tego będzie. Poza tym mam takie poczucie, że ta antologia mogłaby być ładniej wydana, z kolorową okładeczką, więc mam nadzieję, że kiedyś się zmobilizuję i coś z tego wyjdzie. No i że dostanę więcej komiksów od dziewczyn w tym temacie!

Udzielasz się również jako ilustratorka. Spoglądając na ilość twoich grafik, przykładowo zdobiących imprezy organizowane w warszawskiej UFIE można odnieść wrażenie, że od rysowania komiksów, wolisz taką formę twórczości. Jak to wygląda w rzeczywistości?

To trochę prawda, ale tak szczerze, wszystko wynika z lenistwa i braku cierpliwości. Nie mogę usiedzieć za długo nad jedną rzeczą, więc dłubanie w kolejnych obrazkach to dla mnie mega wyzwanie. Może dlatego „Siostra Jolanta” wyszła taka niechlujna, bo już mnie szlag trafiał, że kolejny raz ta sama gęba w innym ujęciu. Jakoś mnie to męczy. Ale pocieszam się, że może jest to kwestia wyćwiczenia i warsztatu, którego nie ma się co oszukiwać, nie mam.

Skąd pomysł na „Siostrę Jolantę”? Czy tworząc ten komiks miałaś na uwadze także jego odbiór wśród czytelników pozycji komercyjnych?

Absolutnie nie. Komiks był pomyślany jako skierowany do konkretnego środowiska, które złapie te żarty, ostre teksty i nie przekręci się przy zakończeniu. Do tych osób dotarł, podobał się i o to chodziło. Wiem, że była recenzja w jakimś piśmie komiksowym, że śmieszna fabuła, ale niechlujne i nie umiem budować kadrów. Jezu, przecież tam nie było żadnych kadrów, ta biedna Siostra latała na kartce jak jej się podobało. Cóż, tak to jest, bo rysunek to dla mnie trochę narzędzie do mówienia o pewnych rzeczach (bo w Siostrze Jolancie najważniejszy był przekaz) oraz do zabawy.

Od powstania „Siostry Jolanty” minęło sporo czasu. Pracujesz aktualnie nad nowym komiksem, dopingowana przykładowo aktualnymi wydarzeniami w sferze politycznej?

Polska jest rzeczywiście niezwykle inspirujacym krajem, jeśli ktoś chciałby rysować polityczne komiksy…ale przyznam, że nad niczym konkretnym ostatnio nie pracuję. Póki co, po długiej przerwie, cuda techniki zawróciły mnie na drogę rysowania, więc sie powoli wprawiam. Może kiedyś wyjdzie z tego coś dłuższego, bardzo bym chciała. Ale też mam strasznie dużo zajawek (czytaj: za dużo) i często rysowanie przegrywa z innymi. Jednak nie mówię sobie nie.

Z Bordową rozmawiała Sylwia Kaźmierczak

Zobacz także:

One Comment

Możliwość komentowania wyłączona.