0

Beautiful People

Przyjęło się już, że wydawnictwo Hanami, przynajmniej w przypadku niektórych twórców regularnie prezentuje kolejne ich dokonania na komiksowej niwie. Tym sposobem doczekaliśmy się kilku mang Jiro Taniguchiego i Kentaro Miury. Ostatnio do tego grona dołączyła Mitsukazu Mihara. Mieliśmy już okazję zapoznać się z „Balsamistą”, teraz przyszła kolej na inną jej mangę – „Beautiful People”.

„Beautiful People” to zbiór sześciu nowelek traktujących o, no właśnie o czym? Bo wbrew temu co głosi napis na okładce, nie jest to psychologiczne ujęcie zagadnień samotności i przytłaczającej rzeczywistości. Bardziej jest nieudolną próbą wykorzystania elementów popkultury do opisania ludzkich pragnień. Być może wiara, że okładkowy opis może zdziałać cuda przyczynił się do pojawienia komiksu Mihary w Polsce. Niestety zbiór zarówno scenariuszowo, jak i graficznie jest jedną wielką tragedią, do tego pełną idiotyzmów.

Lekturę rozpoczynamy od „Królewny Śnieżynki”, w której tytułowa postać zostaje odnaleziona przez niespełnionego muzyka. W „World’s End” poznajemy historię rodzeństwa, które po końcu świata jest zdane wyłącznie na siebie. „Antytelefonica” to opowieść umiejscowiona w realiach wirtualnej przyjaźni / miłości. W „Kobieta-stalker” śledzimy dramatyczną sytuację w jakiej znalazła się Aoki, pracownica japońskiej korporacji. Tytułowe „Beautiful People” to skrzyżowanie „Frankensteina” z „Edwardem Nożycorękim” tyle, że w żeńskiej postaci. A „Niebo rozpływające się w powietrzu” jest kolejną z tysięcy podobnych historii o wampirze i jego ukochanej.

Można opowiedzieć banalne historie, w interesujący sposób. Niestety zadanie podjęte przez autorkę, zdecydowanie ją przerosło. Mihara wykorzystała najbardziej typowe, schematyczne i kiczowate elementy, aby opisać poruszone przez siebie tematy. Wampir i jego wielka lecz nie trwała bo ludzka miłość, ileż razy oglądaliśmy to już na filmach. Kruchość i nietrwałość stanowiąca kontrast dla silnej potrzeby istnienia, a wszystko to ukazane za pomocą kostek lodu ułożonych na kształt człowieka. Przydało by się mniej nachalnych symboli, więcej wyszukanych pomysłów. Poskładana z kawałków dziewczyna, obowiązkowo ofiara ojca tyrana, by jeszcze bardziej wzbudzić współczucie u czytelników, mająca być wizualnym kontrastem dla pragnień innej z postaci. Ostatni ludzie pozostali przy życiu, ale nie mogący dać ciągłości gatunkowi ze względu na swą orientację seksualną. Nowatorstwo? Raczej żenująca próba zagrania z wszechobecnym motywem Adama i Ewy. Poświęcona dla firmy pracownica popadająca w manię prześladowczą i nerwicę i uzależniony od internetu emo nastolatek, dramatycznie poszukujący miłości, a zupełnie nieprzystosowany do życia w realu. Zdawałoby się, że można z tych postaci coś wykrzesać. Niestety w pierwszym przypadku otrzymaliśmy fabułę rodem z „okruchów życia”, a w drugim moralizatorski scenariusz o zgubnym wpływie internetu. Za jedyny pozytywny aspekt tych historyjek można uznać nieco zaskakujące zakończenie „Kobiety-stalkera”, co i tak ma niewielki wpływ na całościową ocenę.
Nie sposób nie wymienić też choćby kilku ze wspomnianych na początku tekstu idiotyzmów popełnionych przez twórczynię. Ot choćby pierwsza historia i wrażliwa na ciepło śnieżynka, której topnieje najpierw wyłącznie skóra, by pozostawić kości, po czym okazuje się, że jednak cała składa się z lodu. W shorcie o końcu świata bohaterowie przetrwali tydzień bez pożywienia i wody. Pozostaje tylko pogratulować im organizmu zdolnego wytwarzać niezbędne składniki przez taki okres czasu. Do tego broń bakteryjna, która w tydzień niszczy całą ludzkość, czyli prawie siedem miliardów istnień? Przy okazji Mihara zapomniała uwzględnić w swojej wizji łańcuchy troficzne i wzajemne zależności, jakie istnieją w przyrodzie. A przedostatni, tytułowy komiks jest dobitnym dowodem na brak pojęcia o ludzkiej anatomii bądź też bezgraniczną wiarę autorki w skuteczność chirurgii, szczególnie tej szarlatańskiej. Jak inaczej traktować przedstawioną w intensywnym ruchu, gestykulacji i mimice postać pozszywaną z kawałków? Każde szwy jakie posiada bohaterka mocno ograniczałyby możliwość jej ruchu.
Można też zastanawiać się, a gdzież są ci „piękni ludzie”? Każda z wykreowanych przez twórczynię postaci jest zupełnie nieskomplikowana, pozbawiona jakiejkolwiek głębi psychologicznej czy emocjonalnej. Nie wywołują one w czytelniku żadnych empatii.

Graficznie cały zbiór prezentuje się równie miernie. Ci z odbiorców, którzy mieli nadzieję na choć minimalne nadrobienie fabuły poprzez rysunki, poczują się srodze zawiedzeni. Prosta i nieproporcjonalna kreska Mihary jest do przyjęcia, jeśli rozpatrujemy „Beautiful People” w kategorii mangi josei. Tutaj bowiem maniera rysowania smukłych, nieco „połamanych” ciał z wyolbrzymionymi stopami, dłońmi czy oczami jest dość powszechna. Jednak w tym przypadku należy dodać jeszcze, uzyskaną przez autorkę zapewne przypadkowo, androgyniczność postaci. Kobiety wyglądające jak mężczyźni i faceci, których rzeczywista płeć bywa poddawana pod dyskusję, gdy widzi się rysunki Mihary. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdybyśmy mieli do czynienia z komiksem traktującym o queerze i tożsamości. „Beautiful People” czymś takim nie jest. Poza wspominanym brakiem umiejętności nadawania w wyglądzie cech odpowiednich do płci, autorka nie posiadła też zdolności różnicowania profili, przez co w kolejnych shortach oglądamy kopie postaci z poprzednich.

Radosław Bolałek, założyciel Hanami stwierdził w jednym z wywiadów, że przy wyborze kolejnych mang do wydania kierują się wraz z małżonką własnymi odczuciami co do poszczególnych tytułów. Takie decyzje, jak wydanie „Beautiful People” nie wróżą wydawnictwu świetlanej przyszłości.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *