0

Wywiad z Robertą Gregory

ob061Roberta Gregory, jedna z prekursorek komiksu kobiecego. Szerszemu gronu czytelników znana przede wszystkim z serii „Naughty Bits”, ale ma też na koncie liczne publikacje w antologiach i chyba najbardziej znany lesbijski komiks lat 70-tych czyli „Dynamite Damsels”.

Tworzysz komiksy od lat 70-tych czyli ponad trzy dekady. Nie jesteś tym już zmęczona?

Nie, jedyne czym mogę być zmęczona to ciągłe bycie kreatywną. Mam jeszcze tyle stron do narysowania i historii do opowiedzenia. Teraz moim największym problemem jest znalezienie wydawcy albo zdobycie pieniędzy aby wydać coś we własnym zakresie. Będę rysować i pisać do czasu aż pewnego dnia padnę martwa nad kartką. Tak funkcjonuję. Od dnia gdy byłam małą dziewczynką i nauczyłam się pisać, pisałam historie i rysowałam obrazki aby je zilustrować.

Rysowałaś do „Wimmen’s Comix”. Jak wspominasz pracę dla nich?

Wszystko co musiałam zrobić, to wysłać im komiksy i mieć nadzieję, że je wydrukują. Pierwszą 4-stronicową historię wysłałam do nr 4. i ją opublikowano. Wydaje mi się, że dostałam za to trochę pieniędzy, coś około $20 za stronę. Następnie wysłałam 5-stronicową opowieść do nr 5., ale nie chciano tego wydać. Każdy numer liczył zaledwie 32-strony i wiele kobiet miało nadzieję, że ich komiks tam trafi. Ukazywał się jeden, w porywach do dwóch numerów rocznie. Wysłałam jednostronicówkę do numeru 6. i też się ukazała. Potem mój dwustronicowy komiks opublikowano w numerze 8. i nagle na kilka lat zaprzestano wydawania „Wimmen’s Comix”.

Co było przyczyną do napisania „Dynamite Damsels”?

Było to tuż po tym, jak mój 5-stronicowy komiks został odrzucony przez „Wimmen’s Comix”. Wiedziałam, że nie zajdę daleko, publikując jedną krótką historię co dwa lata. Miałam niewielki strip komiksowy ukazujący się na łamach feministycznej gazety (naprawdę bardziej robiący za reklamę, jedna strona z przodu i jedna z tyłu, dialogi pisane na maszynie do pisania). Nosił tytuł „Feminist Funnies”, ponieważ krytyka feminizmu wynikała z zupełnego braku poczucia humoru u kobiet. Uważałam wiele rzeczy, które działy się wokół mnie za zabawne. To jest właśnie sposób w jaki ja widzę świat. Frieda, przyszła gwiazda „Dynamite Damsels” była główną bohaterką tego stripa.

Czy my – czytelnicy – możemy rozpatrywać „Dynamite Damsels” jako rozrachunek z II falą feminizmu i tym co udało się, a czego nie, wywalczyć w kwestii praw lesbijek?

Tak sądzę. Naprawdę to były jedyne zagadnienia jakie rozgrywały się wokół mnie na uniwersytecie w latach 1974-76. Chciałam po prostu opowiedzieć historię z interesującą obsadą, która wykazuje odrobinę ciągłości – krótkie scenki, prowadzą do opowiedzenia dłuższej historii. Chciałam napisać dłuższy scenariusz zamiast prostych , krótkich zamkniętych opowiastek.

W „Dynamite Damsels” przedstawiłaś „Libertię”, miejsce dla wszystkich kobiet. Czy to był jedynie twój wymysł czy może jeden z kobiecych punktów widzenia w latach 70-tych? Mam na myśli „Libertię” jako utopię dla dyskryminowanych kobiet, miejsce gdzie mogą poczuć się wolne.

W latach gdy pisałam „Dynamite Damsels” ludzie radykalnie redefiniowali kulturę i istniały wówczas farmy w Oregonie i innych miejscach w kraju, które stanowiły wyłącznie kobiece społeczności. Napisałam opowieść nim poprawka do konstytucji zapewniająca równość wobec prawa została obalona przez Kongres. Pokazałam, że tak się dzieje, ponieważ nie byłam zbyt optymistycznie nastawiona do polityki. Następnie sportretowałam ostry sprzeciw jaki został wytoczony przeciwko kobietom, gdzie są przedstawione jako przywrócone do podstawowych ról społecznych i zabijane. Starałam się nie pokazać tego w sposób zbyt depresyjny, zaznaczając, że historia ta została opowiedziana jako rozgrywająca się w przyszłości, w kulturze tylko kobiet. A więc taka sytuacja może być możliwa w lepszych czasach.

Czy wciąż czujesz się związana z ruchem feministycznym?

Uważam, że ruch feministyczny naprawdę zmienił światową kulturę, ale rozgrywa się to w wolniejszym tempie niż ludzie mieli nadzieję. Nie rozumiem kobiet, które mówią, że nie są feministkami, skoro głosują, czują się związane z pracą a nie domem bo chcą godnie żyć (raczej dlatego, a nie jedynie po to by być pielęgniarkami, nauczycielkami czy wykonywać kilka innych zawodów przeznaczonych dla kobiet w czasach przed-feminizmu) lub nawet prowadzić biuro.

„Wimmen’s Comix” to nie jedyny zbiór krótkich historii gdzie twoje prace były publikowane. Możemy czytać twoje komiksy także w „Gay Comix”, „Sexy Chix”, „DH Presents”. Lubisz pracować nad takimi projektami? Czy może dla ciebie komiks to komiks, bez względu czy jest to długa historia czy kolekcja one-shotów?

Lubię być zapraszana do takich zbiorów, aczkolwiek nie zawsze uważam, że są to moje najlepsze prace. Przywykłam pisać dłuższe scenariusze i pracować nad projektami z szerszym zakresem tematycznym – niestety nigdy nie miałam zbyt dużo czasu aby pracować nad komiksami. Byłam bardzo biedna i wiodłam skromne życie przed „Naughty Bits”, imałam się różnych prac i teraz również mam jedną, która pochłania znacznie więcej mojej energii, a ja nie jetem już tak młoda. Krótka opowieść w zbiorze wciąż pozwala ludziom oglądać moje prace.

„Naughty Bits” jest chyba najbardziej znanym z twoich komiksów. Wydany w kilku językach, zanimowany, nominowany do nagród Eisnera. Czy sukces tego tytułu był dla ciebie zaskoczeniem?

Wydaje mi się, że był to przede wszystkim sukces medialny, komiks został bardzo dobrze przyjęty przez krytykę, natomiast nie finansowy. Fantagraphics nigdy nie uważał, że zarobię wystarczająco dużo pieniędzy na moich komiksach i książkach i dlatego teraz nie wyglądają na zainteresowanych publikacją jakiegokolwiek mojego nowego komiksu. Przez kilka lat trwania serialu zarobiłam trochę pieniędzy, wystarczająco by kupić używany samochód i trochę zaoszczędzić, trochę z tego co zostało. Sądzę, iż Bitchy jest silną postacią. Piszę nową powieść graficzną z jej udziałem, ale jej ukończenie jeszcze potrwa. Nie zaczęłam jej jeszcze rysować.

Bitchy, główna bohaterka „Naughty Bits” jest sfrustrowana i agresywna. Praca nad tą postacią była dla ciebie sposobem odreagowania własnego stresu?

Cóż, w pewnym stopniu na pewno, ale nie mam aż tyle wspólnego z Bitchy. Niektóre z elementów jej widzenia świata, jak niezadowolenie z polityki itd. są moimi własnymi, ale uczyniłam z nich skrajność aby dopasować do postaci, która jest także bardzo ekstremalna. Ma ona swój negatywny dialog toczący się w jej głowie, przez połowę czasu nie dostrzega co dzieje się wokół niej, więc stałam się „boginią” w jej świecie i ujawniałam czytelnikom o co chodzi. Brzmi to nico metaforycznie w sposobie w jaki to opisałam. Nigdy nie potrafiłam wyjaśnić co się dzieje ze mną gdy piszę.

Stworzyłaś także „Bitchy Butch” – lesbijski odpowiednik Bitch. Nie miałaś trudności w kreowaniu przygód dwóch podobnych postaci?

Niezupełnie. Butchy ma (w porównaniu z Bitchy) inne spojrzenie na świat i życie. Jest bardziej rozwścieczona polityką i prawdopodobnie nigdy nie zintegrowałaby się z ludźmi ze świata Bitchy. Dodatkowo Butchy, ze względu na jej przekonania, wspiera tylko gay-friendly establiszment i ma naprawdę przyjazne i pomocne osoby w swoim otoczeniu, ale jest tak skoncentrowana na swoim gniewie i zawiedzionych nadziejach, że nawet tego nie zauważa – ludzie w barze, którzy zadbają o to, aby dotarła bezpiecznie do domu; drag queens, którzy dają jej darmowy bilet (który prawie natychmiast wyrzuca) na swoje show, aby poprawić jej nastrój. Nawet pokazałam często ukazujące się boginie, które chcą jej pomóc (Butchy się ich nie boi). Myślę, że pisanie przygód Butchy jest zabawniejsze niż Bitchy.

Jak bardzo biograficzne są twoje historie?

Na pewno pokazują mój sposób myślenia, choć moje powody są bardzo odmienne od tych jakimi kierują się moje postaci; nigdy też nie zaszłam w ciążę jako uczennica, studiowałam siedem lat (w tym samym czasie), zamiast szybko to rzucić i znaleźć pracę, pracowałam przez krótki okres czasu w typie biura w jakim Bitchy wiedzie życie; nigdy nie miałam tych wszystkich katastrofalnych randek czy libacji, jak ona. Pisałam i rysowałam historie, które są naprawdę autobiograficzne i zamieściłam je w niektórych odcinkach komiksów. Pracuję nad opowiadaniem o moich podróżach. Nie sądzę, aby moje własne życie było tak interesujące: wykonuję raczej nudną pracę, za stałą pensję i medyczne świadczenia, usiłuję pisać i rysować komiksy kiedy tylko mogę i czasem podróżuję i w tym ostatnim przypadku lubię przenosić na papier swoje obserwacje.

Od czasu ostatniego tomu „Naughty Bits” nie stworzyłaś żadnej nowej powieści graficznej. Czy, a jeśli tak to kiedy możemy oczekiwać czegoś nowego?

Mam sporo nowego gotowego materiału, ale nikt tego jeszcze nie widział. Stworzyłam shorty, które pojawiły się różnych licznych publikacjach. Jednym z moich wielkich projektów jest stworzyć nową witrynę internetową zawierającą w sobie informacje, arty i linki do tego, nad czym aktualnie pracuję. Wyznaczyłam sobie nawet deadline na maj. Mam problem aby znaleźć wydawcę, gdyż teraz wszyscy narzekają na kryzys, mam więc nacisk na publikację samemu, jak robiłam to prawie 35 lat temu z „Dynamite Damsels”. Pracuję przez wiele godzin aby uzbierać na to fundusze.

Rozpoczęłam projekt w którym ilustruję historie o kotach, opowiedziane przez innych, ponieważ ciekawi mnie jak inni widzą i reagują na te bystre i intrygujące zwierzęta. Będzie o tym strona internetowa i książka lub dwie. Uczestniczę też w pisaniu tej książki, natomiast do niej nie rysuję.
Mam wiele nowych (od czasu gdy ostatni tom „Bitchy Bitch” został wydany) narysowanych stron dotyczących moich podróży koleją i międzynarodowych; wystarczająco materiału by zapełnić książkę.
Piszę powieść graficzną o Bitchy, kontynuującą jej przygody z komiksów i dotyczącą jej problemów zdrowotnych. Około połowa pierwszego tomu jest gotowa, tylko jeszcze nie narysowana. Uwielbiam pracować nad Bitchy i bardzo za nią tęsknię.

Napisałam dwie z czterech książek z serii „Mother Mountain” (każda po około 400 stron), spin-off „Winging It”. Jestem bardzo szczęśliwa gdy mogę pisać i bardzo mnie to pochłania ze względu na wiele postaci umieszczonych w świecie, który jest odmienny od naszego. Napisałam też stu stronicowy prequel, który chciałabym zamieścić w internecie. Najpierw jednak wszystko musi zostać zilustrowane. Jest to znacznie większe wyzwanie jeśli chodzi o styl. Ten projekt jestem skłonna tworzyć samotnie przez wiele lat, w zamkniętym pokoju, abym mogła się nad nim maksymalnie skoncentrować. Trudno jest pracować nad czymś gdy przez godzinę pracujesz tu, a przez kolejną gdzieś indziej.

Myślę, że zostało jeszcze coś. Są projekty, które z przyjemnością bym rozpoczęła (na przykład więcej opowieści z „Bitchy Butch”), ale najpierw musiałabym część ukończyć. Chciałabym też malować, tak tylko dla zabawy, ale nie robiłam czegoś takiego od lat. Marzy mi się masa wolnego czasu do pracy nad wszystkimi projektami, niestety postęp idzie bardzo powoli.
Jak sama widzisz, nie jestem zmęczona całym tym pisaniem i rysowaniem.

Z Robertą rozmawiała Sylwia Kaźmierczak.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *