0

Suppli #2 (II recenzja)

image067aa1Tekst opublikowany pierwotnie na Gildii Komiksu

Wydawnictwo Hanami z terminowością godną pochwały zaprezentowało w listopadzie drugi tom mangi Suppli Mari Okazaki. Tytuł ten cieszy się wciąż rosnącą popularnością. Obok Samotnego Wilka i Szczenięcia z Madragory, jest to druga tak dobrze przyjęta manga wydana w ostatnim czasie na polskim rynku. Hanami podjęło ryzyko i wyszło z niego zwycięsko. Początkowo wydawało się, że pozycja taka jak Suppli nie ma racji bytu na bardzo niestabilnym rynku publikacji japońskich, gdzie siłą napędową są infantylne pozycje w stylu Naruto czy krwawe komedie jak Hellsing. I co się okazało? To nie wielbiciele mangi stali się główną grupą odbiorców. Suppli jako pozycja skierowana do konkretnego targetu znalazła uznanie przede wszystkim wśród kobiet sięgających od czasu do czasu po historie obrazkowe, jak i w środowisku komiksowym. Sukces Suppli leży zapewne nie tylko w ciekawej i jakże innej od dotychczas opublikowanych mang „kobiecych” oprawie graficznej, ale także, a może przede wszystkim, w warstwie fabularnej. Widać, że komiks trafił na podatny grunt. Coraz bardziej zabiegane kobiety znajdują w historii Okazaki cząstkę własnego życia. A miłośnicy komiksu poznają gatunek jakim jest josei od innej, niż stereotypowy romans strony.
Wreszcie produkt Hanami doczekał się też odpowiedniej reklamy. Liczne (najczęściej pochlebne) recenzje w prasie i Internecie, częste aktualizacje informacji o kolejnych tomach; wszystko to sprzyja popularności Suppli.

Drugi tom rozpoczyna się sceną z biura, gdzie ekipa złożona niemal z samych kobiet pracuje nad reklamą kosmetyków. Do zespołu dołącza Mizuho Tanaka – mężatka, która swoją niezależną postawą i kobiecością wzbudza zachwyt w głównej bohaterce. Minami jak zwykle miota się między sprawami zawodowymi, a życiem prywatnym. Za wzór stawiając sobie Tanakę, traci wiarę we własną wartość. Jej życie to wciąż ciąg kolejnych projektów, nieprzespanych nocy i oczekiwania na telefon od Ogiwary. Tym razem bohaterka znajduje jednak czas na odrobinę przyjemności, co niekoniecznie będzie miało dla niej pozytywne skutki. Ostatecznie współpraca z Mizuho także nie przynosi upragnionego rezultatu. Wybrnięcia z zaistniałej sytuacji nie ułatwi informacja o podwójnym życiu, jakie prowadzi ukochany naszej bohaterki.
W tym tomie rozgrywają się jeszcze dwie równoległe historie: Watanabe i Ishidy oraz skomplikowanej relacji w którą wplątani są Ogiwara i Tanaka.

Pojawia się pytanie czy druga część wypada pod względem fabularnym gorzej niż pierwsza? Odpowiedź zależy tak naprawdę od oczekiwań czytelnika. Ci, którzy liczą na jeszcze więcej korporacyjnych zawiłości, kilkunastogodzinnej harówki i wyjazdów pracowniczych, mogą poczuć się zawiedzeni. Mari Okazaki zastosowała bowiem sprawny zabieg. Postanowiła stopniowo nakreślać w kolejnych tomach poszczególne wątki, zamiast kontynuować jeden rozpoczęty. I tak o ile w pierwszym woluminie poznajemy główną bohaterkę oraz zasady jakimi rządzi się agencja w której pracuje Fujii, tak drugi koncentruje się przede wszystkim na relacjach jakie tworzą się pomiędzy pracownikami. Ich efektem są między innymi wielokąty miłosne. Nadal jednak jest to komiks przede wszystkim o kobiecie pracującej. A jak wiadomo pracoholikom miłość nie jest w stanie przesłonić życia zawodowego.
Postać głównej bohaterki, wzbudzająca w czytelnikach mieszane uczucia, nabiera w drugiej odsłonie Suppli więcej wyrazu. Minami Fujii poprzez klęski odniesione na niwie służbowej nabiera więcej doświadczenia. Umie też słuchać i wykorzystać rady udzielone jej przez przełożoną. Wzloty i upadki znajomości z Ogiwarą pozwalają nabrać jej nieco dystansu do życia. Wciąż jednak Minami Fujii wypada blado na tle postaci drugoplanowych, szczególnie Yugi i w ostatnim tomie także Mizuho Tanaki.

O ile do terminowości Hanami oraz samego wydania zastrzeżeń mieć nie można, tak praca Magdaleny Tomaszewskiej-Bolałek wciąż wymaga korekty. Nie chodzi tu bynajmniej o dokładny przekład z języka japońskiego. Prawdopodobnie zresztą niewielu z czytelników miało okazję zapoznać się z dokonaniami Okazaki w jej języku ojczystym, aby móc ocenić poprawność tłumaczenia. Jednak polskie dialogi brzmią niekiedy sztucznie, trafia się błędny szyk w zdaniach. Można odnieść wrażenie, że wpadek językowych jest nawet więcej niż w tomie pierwszym. We wstępie zmieniono płeć jednego z bohaterów – Mity. Na to wydawca powinien zwrócić szczególną uwagę, aby nie powtórzyć błędów w kolejnych częściach.

Drugi tom Suppli nie jest wolny od wad, ale nadal jest to jedna z najciekawszych mangowych pozycji na polskim rynku. Mari Okazaki potrafi “wciągnąć” czytelnika w ten szaleńczy wir pracy i uczuć. Pozostaje oczekiwanie na tom trzeci i jego rozwiązania fabularne.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *