0

Queerowy świat Eriki Moen

Tekst opublikowany pierwotnie na Motywie Drogi

dar1

Od zeszłego tygodnia ciągle jestem pod wrażeniem niesamowitej atmosfery Fun Home. Alison Bechdel poraziła mnie dystansem i absolutnym brakiem litości przy opisywaniu swojej rodziny i seksualności. Być może efekt był tym większy, że tuż przed zabraniem się za lekturę Tragikomedii rodzinnej przeczytałem autobiograficzny komiks internetowy Eriki Moen.

DAR! A Super Girly Top Secret Comic Diary jest nieregularnie aktualizowanym pamiętnikiem, który Erika rysuje od 2004 roku. Tym, co łączy Bechdel i Moen jest fakt, że obie są lesbijkami i na temat swojej seksualności postanowiły opowiedzieć za pomocą komiksu. Różnica polega na tym, że tam, gdzie autorka Fun Home stara się zinterpretować swoje życie za pomocą prozy Jamesa Joyce’a, tam Erika wprost mówi o randkach i swoich problemach z układem pokarmowym.

Przez to, że Moen publikuje w sieci, możemy dowiedzieć się, jak bardzo zmieniło się jej życie na przestrzeni tych ostatnich lat. Poznajemy jej kolejne dziewczyny, kolejne problemy gastryczne, sukcesy i porażki. I w pewnym momencie sprawa zaczyna wychodzić poza schemat „internetowego pamiętnika lesbijki” z którego heteroseksualna osoba może dowiedzieć się, jak jest na ławce rezerwowej przeciwnej drużyny. Ten moment to chwila, w którym Erika zakochuje się w facecie. Zaraz, w facecie? To co z niej za lesbijka?

dar3

Jest to pytanie, które całkiem często przewija się przez DAR!. Moen rozmyśla, czy przypadkiem nie jest L.U.GiemLesbian Until Graduation i zastanawia się wraz z koleżanką, która jeszcze kilka lat temu była hetero, co się z nimi stało. Albo co by było, gdyby miała penisa. Jak sobie wyobrażam, to musi być spory problem dla przeciwników tzw. „promocji homoseksualizmu”, którzy oczywiście lubią gadać o leczeniu z homoseksualizmu, ale jakoś niespecjalnie zdają się w to wierzyć. Czy można więc traktować Erikę jako przykład kluczowej roli penisa w walce o lepsze jutro tradycyjnego modelu rodziny? Czy też może, skoro cały czas chodzi ona na marsze równości, to jest niereformowalna i nie ma takiego donga, który sprawiłby, że przestałaby się ślinić w barze ze striptizem? Do którego chodzi zresztą razem ze swoim mężem.

Jednocześnie widać, nieco na dalszym planie, że rzeczywistość wcale nie jest taka różowa, jakby można było sądzić z lektury kolejnych prześmiesznych pasków. Moen przeszła depresję, nadal jest na lekach i jakkolwiek każdy ma do tego prawo, to trudno nie myśleć, że w jakiś sposób jest to związane z jej homoseksualizmem i wynikającymi z tego problemami. To sprawia, że nad DAR! wisi jakiś cień, miecz Damoklesa, który może w każdej chwili spaść i rozwalić wszystko na kawałki. Czytając ten komiks, uśmiechając się do kolejnych żartów, ciągle czuję się jakbym obcował z czymś kruchym, jakby relacje autorki z mężem w każdej chwili miały posypać się w drobny mak i zostanę pozbawiony pary przesympatycznych bohaterów. No ale to jest chyba całe ryzyko czytania internetowych pamiętników, czyż nie?

dar2

Inną kwestia związaną z trybem publikacji jest możliwość obserwowania, jak na przestrzeni lat rozwijał się warsztat Moen. Autorka DAR! pracuje od jakiegoś czasu jako animator, między innymi „Family Guya”, miała też ostatnio wraz z koleżanką z pracy świetną wystawę w Portland, jej komiksy można znaleźć też w antologii Flight. Jednocześnie posiadła umiejętność niesamowicie lekkiego opowiadania o tematach, które w jeszcze w wielu, wielu miejscach są tabu. Nie wiem, czy to kwestia otwartości Eriki, otoczenia w którym żyje, ale chyba nie każdego stać, aby pod własnym nazwiskiem, publicznie, w tak bezpośredni i jednocześnie czuły i zabawny sposób opowiadać o swoim związku. I problemach gastrycznych.

DAR! jest swego rodzaju oknem do zupełnie innego świata, w którym przyszło mi na co dzień żyć. Niebieskie pigułki Frederika Peetersa fascynowały jako odpowiedź na pytanie, czy da się żyć z AIDS pod jednym dachem. Dzięki komiksowi Moen poznajemy codzienne życie dwudziestoparoletniej babki, która po latach poszukiwań znalazła to, czego szukała – miłość – i możemy cieszyć się jej szczęściem. I chyba to jest najważniejsze.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *