0

Anna chce skoczyć

image017Gdy w fabule pojawiają się dziury, gdy sens wymyka się spod kontroli, gdy zdarzenia odurzają surrealistycznością – można śmiało stwierdzić, że jest „jak w czeskim filmie”. Takie określenie dogłębnie oddaje to, czym jest komiks Lucie Lomova. Autorki przez długi czas nieznanej szerokiemu gronu czytelniczemu, która dzięki komiksowi Anna chce skoczyć przebiła się do szerszej świadomości.

Tytułowa Anna jest z pozoru zwykłą Czeszką przed trzydziestką, prowadzącą niezbyt interesujące życie. Wszystko odmienia się w momencie, w którym spotyka staruszkę przepowiadającą przyszłość, mówiącą o wielkim niebezpieczeństwie i tajemniczym mężczyźnie. Już kilka stron dalej fabuła nabiera szalonego tempa i nie zwalnia niemal ani na chwilę. Główna bohaterka wplątuje się w niebywale niecodzienne sytuacje. Nie dość, że ucieka przed mafią, to pojawia się na pierwszych stronach gazet, a na domiar przemierza Czechy z całkowicie obcym mężczyzną, który odkrywa przed nią największy sekret rodzinny.

Poza głównym wątkiem, przez historię przewija się wiele ciekawych pobocznych zagadnień, które zostały potraktowane po macoszemu. Mamy tu Romów ze swoimi zaletami i wadami. Kilka stron obejmuje motyw emigracyjny. Pojawiło się sporo odniesień do nieodległej historii, kultury i realiów panujących w Czechach. Nawet sam Vaclav Havel znalazł tu miejsce dla siebie i to w najmniej oczekiwanym momencie. Ot, taka to historia. Treści obyczajowe uzupełnione są czysto sensacyjnymi, miejscami kryminalnymi, a wszystko okraszono lekkim, typowo południowym humorem. Na domiar całość jest charakterystyczna dla filmu drogi. Poznajemy zakątki Czech, które są nieznane dla zachodniego czytelnika oglądającego jedynie pocztówkowe widoki Pragi. Sama stolica również została tu ujęta inaczej niż zazwyczaj. Lucie Lomova nie biczuje nas jej pięknem, jednakże nawet miejsca niezbyt zacne zdają się być tu ujęte pozytywnie. Punktem kluczowym są ludzie, którzy odzwierciedlają największe uroki, jak i słabostki południowych sąsiadów.

Rysunki to pięta achillesowa Anny….. Są do bólu proste, by przy niektórych kadrach dopisać „prostackie”. Z gąszczu szpetoty komiks jest wyciągany jedynie poprzez retrospekcje i strony przedstawiające sny. Zamiast tuszu użyto tu ołówka i to z całkiem niezłym efektem. Żal, że historia nie została przedstawiona w całości w ten sposób, bo komiks zyskałby niebywale na takowym zabiegu. A tak, przez większość czasu przerzucamy strony wyglądające jak zbiór pasków komiksowych z codziennych gazet.
Pomimo tego narracja nie kuleje i można ją śmiało określić jako największy plus. Chociaż ciąg logiczny fabuły jest czasami zrozumiały najpewniej jedynie dla autorki, to Anna…, jest lekturą przyjemną i czyta się ją jednym tchem.

Polskie wydanie prezentuje się bardzo okazale. Duży format temu sprzyja. Irytuje kilka błędów w warstwie edytorskiej i translacyjnej, jednak nie na tyle, by skreślić tę pozycję z listy zakupów. Oczywiście, pod warunkiem, że ktokolwiek będzie chciał wydać trzydzieści złotych za historyjkę na trzy kwadranse. Komiks niedoskonały, acz mający swój urok. Czeski urok.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *