0

12 Days

image101Jedną z artystek nominowanych do tegorocznej odsłony Lulu Awards była June Kim. Wcześniej publikująca przede wszystkim w antologiach, młoda Koreanka zdobyła uznanie dzięki wydanej przez TokyoPop mandze 12 Days.

Spektakularny sukces komiksu June Kim rozpatrywany jest w dwóch, często łączonych, kategoriach. Jako niezwykle udany tomikowy debiut na rynku amerykańskim młodej azjatyckiej twórczyni, jak i kolejna obyczajówka poruszająca tematykę queerową, tym razem ukazaną jednak w specyficzny „wschodni” sposób. Czy rzeczywiście zasłużenie tyle miejsca w mediach poświecone zostało komiksowi Koreanki?

12 Days to opowieść o dwojgu ludzi próbujących uporać się ze śmiercią bliskiej osoby. 29-letnia Jackie najpierw utraciła swoją kochankę Noah, gdy ta zdecydowała się na zamążpójście. Wkrótce potem musiała zmierzyć się z informacją o śmierci młodej mężatki w wypadku samochodowym. Dla Nicka Noah była przyrodnią siostrą, powierzała mu swoje sekrety. Załamana Jackie stawia sobie za cel zapomnieć o utraconej miłości. Aby to zrealizować zamierza w ciągu dwunastu dni skonsumować prochy zmarłej, a ma jej w tym pomóc Nick. Rozstanie z Noah, a przede wszystkim jej śmierć, powodują, że pogrążona w żalu bohaterka buduje z chłopakiem nową relację. Rozmawiają, wspominają, żartują. Nick i Jackie stają się sobie bardzo bliscy, zaczyna łączyć ich wzajemna fascynacja, która pomaga zapomnieć o Noah.

Fabularna struktura 12 Days jest ściśle określona. Kim przeplata tutaj wydarzenia teraźniejsze ze wspomnieniami z niekiedy bardzo odległej przeszłości. Poznajemy nie tylko minione zdarzenia z życia i związku bohaterek, ale także młodzieńcze relacje Noah z bratem. Częstotliwość zastosowanych przez autorkę retrospekcji może jednak znacząco wpływać na zrozumienie historii. Łatwo bowiem pogubić się w splocie wydarzeń, gdy przeskok czasu akcji następuje niekiedy co kilka stron.

Czytając 12 Days trudno oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już to widzieliśmy, że słowa, czyny bohaterów są nam znane. Pierwsze i trafne skojarzenie to Blue Kiriko Nananan. Oba komiksy o zbliżonej tematyce, wykorzystują te same chwyty fabularne. Jest mężczyzna wkraczający między bohaterki, jest emocjonalna krawędź na którą w efekcie zostają sprowadzone kobiety i rozłąka, która je czeka. Milczenie, gniew, smutek postaci w tych komiksach ukazane zostały poprzez oszczędnie wykonane plansze, proste kadrowanie, ujęcia na różne przedmioty codziennego użytku. Autorkom brakuje jednak podstawowej umiejętności, szczególnie istotnej dla komiksów obyczajowych – uwiarygodnienia zdarzeń, przekazania ładunku emocji, jakie powinny nieść ich scenariusze. Najwyraźniej metoda narracji obrana przez Nananan i Kim nie jest ich mocną stroną.

Do warstwy graficznej zastrzeżeń mieć nie można. Kim prezentuje bardzo dobre umiejętności warsztatowe, sprawnie łącząc elementy charakterystyczne dla mangi z tymi znanymi z amerykańskich komiksów niezależnych. W efekcie otrzymujemy prace stylowo zbliżone do tego, co przykładowo pokazuje w swojej twórczości Becky Cloonan. Trudno więc zgodzić się z głosami napływającymi z zagranicy i sugerującymi niezwykłe graficzne nowatorstwo, jakim posłużyła się Koreanka. Za główny mankament 12 Days uznać można typowo mangowe wstawki „super-deformed”, które zdecydowanie nie pasują ani do kreski autorki, ani tym bardziej charakteru komiksu.

Niestety nie najwyższych lotów fabuła 12 Days czyni z Kim twórczynię, która znacznie więcej czasu powinna poświęcić na pracę nad scenariuszami. Komiks można przyjąć za naturalistyczny tylko wówczas, gdy nie będziemy doszukiwać się jakiejkolwiek logiki w zachowaniu bohaterek. Humor w mandze jest wymuszony, a sceny dramatyczne w ogóle nie oddziałują. Niedopracowanie scenariusza jest tym bardziej widoczne, że jak mówi autorka, powstał on w oparciu o zasłyszaną przez nią opowieść. Przeszkadza też nadmierna poetyckość 12 Days. Być może jest to efekt wyraźnej inspiracji komiksem Kiriko Nananan, bądź też wpływ wschodniej literatury i kina.

12 Days nie jest komiksem z górnej półki. Płytki scenariusz ocierający się o przesadzony melodramatyzm może trafić w gusta przede wszystkim wielbicielek łzawych historii. Jedynym wartym uwagi elementem, jest tutaj oprawa graficzna. Choć nie nowatorska, to wykonana solidnie. Chyba, że za czynnik decydujący o lekturze przyjąć nominację do komiksowych nagród, wtedy 12 Days także znajdzie zwolenników.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *