1

Pelissa

image044Francuski cykl Pelissa, autorstwa Le Tendre i Regina Loisela należy z pewnością do bardziej znanych tytułów z kręgu komiksu fantasy. Jednak czytelnik spodziewający się podczas lektury natknąć na garść schematów typowych dla tego rodzaju publikacji, będzie mocno zaskoczony. Pelissa to jedno z tych dzieł, które grają z regułami, wykorzystują ramy konwencji dla opowiedzenia uniwersalnej historii.

Akcja komiksu przenosi nas do fantastycznego świata Akbaru. Świata, któremu grozi zagłada. Bóg zła, Ramor zagraża istnieniu Akbaru, magiczne zaklęcie które więziło go w muszli słabnie i w końcu przestanie działać. Tą makabryczną wiadomość odkrywa czarodziejka – Mara i postanawia nie dopuścić do wydostania się Ramora z muszli. Zwraca się do swojego dawnego kochanka – Bragona, wiekowego, ale wciąż dzielnego i honorowego wojownika o pomoc. Bragon ma wyruszyć, w towarzystwie Pelissy, młodej dziewczyny, najprawdopodobniej córki jego i Mary i zdobyć dla czarodziejki Ptaka Czasu, magiczne stworzenie niezbędne dla powstrzymania przeklętego bóstwa. Niespodziewanie do wyprawy dołącza ukrywający swoją twarz pod maską Nieznajomy – w rzeczywistości młody mieszkaniec wioski, pragnący wywrzeć wrażenie na Pelissie. Z biegiem czasu do podróżników przyłącza się także Bulrog – dawny uczeń Bragona, pałający żądzą zemsty na niegdysiejszym mentorze. Zostało im zaledwie klika dni na powstrzymanie Ramora.

Nietrudno zauważyć, ze historia z początku prezentuje się z lekka sztampowo. Quest, drużyna, zła moc której trzeba przeszkodzić, te wszystkie elementy są typowe dla fantasy. Wkrótce jednak okazuje się, że Pelissa to opowieść przełamująca gatunkowe schematy, a nie tkwiąca sztywno w ramach konwencji. Trzeba tylko dać nieco czasu historii.

Miejsce akcji – Akbar, widziany oczami naszych podróżników to kraina niegościnna i wroga. Jeśli czytelnik spodziewa się klimatów pokrewnych Tolkienowi – szlachetnych elfów, urokliwych leśnych ostępów, spotka go spore rozczarowanie. Stworzenia i pejzaże jakie wędrowcy napotykają na swojej drodze najczęściej budzą obrzydzenie, lub grozę. Ten świat obfituje w dziwaczne istoty, czy ponure zakątki. Akbar został omalowany niezwykle plastycznie, ale najważniejsi w tej opowieści są jednak sami bohaterowie. Wprawdzie początkowo mogą wywierać wrażenie archetypowych: Bragon – niezłomny rycerz, Nieznajomy – gapa, element komiczny w drużynie, Bulrog – wróg, który zmienia się w sprzymierzeńca, Mara – postać obdarzona magicznymi umiejętnościami, przewodnik drużyny itp. Jednak taki obraz szybko pryska. Mamy tu do czynienia z postaciami bardzo „ludzkimi”, maja wady i słabości, popełniają błędy, odczuwają głód, zimno czy ból. Nie należy ich sądzić po pozorach – doskonałym przykładem jest tu zwłaszcza Bulrog, sprawiający początkowo wrażenie nieokrzesanego prymitywa który okazuje się być inteligentnym facetem z sercem na właściwym miejscu. Członkowie drużyny są dalecy od herosów znanych z typowych dzieł fantasy, nie mają nadnaturalnych umiejętności to po prostu zwykli ludzie, postawieni w niezwykłych okolicznościach, zdani na samych siebie. Nietrudno się także zżyć z postaciami i kibicować im w ich poczynaniach. Interesujące jest, jak motywacje każdego z bohaterów ulegają zmianie w trakcie opowieści i jak okrutnie zadrwi z nich przeznaczenie. Bragon chce jeszcze raz przeżyć przygodę i zatrzymać przy sobie córkę, Nieznajomy zdobyć serce Pelissy, Pelissa powstrzymać Ramora. Żadne z nich tak naprawdę nie dostanie tego, czego początkowo pragnie. Z biegiem czasu nieco sztampowa, wydawać by się mogło historia ujawnia drugie dno i wychodzi na jaw, że Bragon, Mara, Pelissa i inni to bohaterowie nie tyle przygodowej opowieści co raczej tragedii. W finale komiksu postacie zostaną postawione w zupełnie innym świetle, a kluczowym wątkiem okazuje się być nie wyprawa w celu powstrzymania Ramora, ale relacja miedzy Bragonem a Pelissą – bezwarunkowa, rodzicielska miłość.

Na tyle samo uznania co strona fabularna zasługuje warstwa plastyczna komiksu. Loisel po prostu nie ma słabych punktów jako rysownik. Doskonale potrafi oddać zarówno emocje bohaterów, jak i zilustrować magiczne krainy, które przemierzają wędrowcy. Wiele kadrów pozostaje na długo w pamięci. Oczywiście nie wszystkim musi przypaść do gustu typowo francuska maniera rysowania postaci, jednak to już kwestia indywidualnych odczuć estetycznych.

Podsumowując, Pelissa to komiks wart uwagi, nie tylko dla wielbicieli klimatów fantasy, przykład znakomitego warsztatu scenarzysty i rysownika, niezapomniana lektura, która potrafi w niektórych momentach wycisnąć łzy z oczu czytelnika. Czasem tylko chciałabym, żeby Le Tendre zdecydował się po prostu na sztampowy happy end. Wprawdzie komiks straciłby na tym fabularnie, jednak postacie, do których zdążyłam się przywiązać i polubić czekałby bardziej pozytywny finał.

Zobacz także:

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *