0

Rzecz o fandomie i yuri, odsłona druga – A.D. 2006

Za nami kolejny, oczywiście komiksowy rok. Czas na podsumowanie tego co wydarzyło się w 2006 na mangowym rynku yuri i shoujo-ai, zarówno w Polsce jak i za granicą. Zadziwiające, że mimo upływu 12 miesięcy niewiele zmieniło się od poprzedniej odsłony felietonu. Jakiś niewielki ruch w Polsce, w Japonii nieco więcej premier ale nic specjalnie z tego nie wynika. A Stany Zjednoczone raczej postępów nie czynią.

Stany Zjednoczone czyli na Zachodzie bez zmian. Z mangi kilka premier, m.in. Day of Revolution oraz Claymore. Fani kurczowo trzymają się Marimite i Simoun, a każde nowe anime, które odbiega od tego „marimitowego” modelu napotyka na krytykę lub w najlepszym wypadku na mur obojętności. Tak, mam tu na myśli Strawberry Panic. Z drugiej strony, trudno wymagać fanfar dla anime, które w doskonały sposób wyśmiewa konwencję, tak zachwalaną przez amerykańskich fanów shoujo-ai. Tkwią oni niczym niektórzy polscy fandomowcy w tym małym światku koleżanek patrzących sobie głęboko w oczka, tudzież panienek sterujących robotami i ratujących świat. A jednocześnie uzurpują sobie prawo do oceniania całego gatunku na podstawie dwóch zaledwie, może trzech tytułów, które są swoimi kopiami. O mangach yuri (ba, o shoujo-ai także) dyskusji prawie nie ma. Nawet zapowiedziana na październik a ostatecznie przesunięta o dwa miesiące amerykańska premiera reedycji Works, nie spotkała odzewu. Za to wydanie OAV do serii Maria Sama Ga Miteru wywołało kolejny wybuch entuzjazmu.

Polska, czyli trochę do przodu. Zapowiadane na ubiegły rok manga i wydanie DVD filmu kinowego Utena nie ujrzały światła dziennego. Pojawiły się wzmianki o polskiej edycji Nany Yazawa Ai, ale trzeba być kompletnym laikiem lub ignorantem aby tą pozycję określać mianem yuri, co jednak zdaje się być zjawiskiem nagminnym na forach internetowych. Innych fanowskich aktywności nie stwierdzam. Ach nie, może jeszcze kopie przypadków znanych z USA czyli rozpływanie się z zachwytu nad Marimite, Kannazuki no Miko, Kashimashi Girl Meets Girl i pochodnymi, a krytyka (lub zaprzeczanie istnienia) pozycji dla starszego odbiorcy. A jakaś poprawa? Na pewno w kwestii negacji wszystkiego co niesie w sobie pierwiastek damsko-damski. O ile w latach ubiegłych dało się wyczuć nacisk na wypieranie obecności lesbijskich wątków, tak w minionym roku mieliśmy niemal obsesyjną ich wizję wszędzie, szczególnie tam gdzie ich brak. I znowu jako przykłady Marimite i Nana.
Od polskiej społeczności fanów (a może raczej powinnam napisać „fanów”) yuri nie wymagam poruszania kwestii ekranizacji mangi Claymore czy też aktorskiej wersji Love My Life, bo większości z nich te tytuły nie są znane. Nie oczekuję też dyskusji o reprezentatywnych dla gatunku komiksach, bo oni koncentrują się głównie na „lekkostrawnych” anime i podobnie jak ich amerykańscy koledzy, na tej podstawie uważają się za znawców gatunku. Wciąż też ci „fani” nie rozróżniają podstawowych pojęć używanych w obrębie yuri, ani nie są w stanie wymienić najbardziej znanych twórczyń z tego nurtu.
Po tych kilku latach obserwacji mogę to powiedzieć, w naszym kraju nie było i nie będzie miłośników yuri z prawdziwego zdarzenia. Ta nieliczna grupka, która jest, wykracza poza ramy komiksu japońskiego, koncentrując się na elementach F/F także w komiksie zachodnim. Ale komiks zachodni to nie ten dział i nie to podsumowanie. Pozostaje jedynie cieszyć się, że wzrasta zainteresowanie komiksem jako medium wśród lesbijek, bądź co bądź stanowiących grupę docelową yuri.

Japonia. To co dzieje się na tamtejszym rynku można uznać za krok wstecz. Owszem ukazują się nowe anime (Kashimashi, Simoun) nowe mangi (np. Hatsukoi Shimai, Kotonoha no Miko to Kodama no Majyo to, Kuchibiru Tameki Sakurairo, Shoujo Bigaku, Voiceful, Aoi Hana) będące niestety głównie tomikowymi edycjami tego co znaleźć można w kolejnych numerach Yuri Hime. Teoretycznie można by to uznać za rozwój rynku. Tylko teoretycznie, bowiem większość z tych produkcji to czysta komercja w postaci shoujo-ai produkowanych pod chłonny rynek zachodni. Ja rozumiem, prawa marketingowe, rynek daje to czego oczekują odbiorcy, czyli przyjaźni licealistek w rodzaju tych, które znaleźć można w Yuri Shimai. Niestety zapomina się o fanach wychowanych na pozycjach dla starszego „targetu”, którzy oczekują czegoś ambitniejszego niż tandetne szkolne romansidła. Yamaji Ebine przestała tworzyć, Mario Yamada skoncentrowała się na yaoi, o Eriko Taderno, Mei Oda czy Tomoko Ogiurze prawie się nie mówi. Owszem ukazują się mangi lesbijskie zarówno w pismach pokroju Young You jak i w tych branżowych, w końcu zapotrzebowanie na takie pozycje w Japonii jest całkiem spore. Jednak rozgłos wydawniczy i dystrybucja poza granicami kraju są na tyle słabe, że ich zdobycie jest możliwe jedynie wówczas, gdy ma się kontakt z odpowiednim źródłem w samej Japonii. A z ogólnie dostępnych mang, warta uwagi jest przede wszystkim historia Hayshiyi Shizuru.

Rok 2007 zapowiada się równie ubogo jak dwa ostatnie. I nie ma się czemu dziwić. Dopóki nie zmieni się mentalność samych zainteresowanych, dopóty nie będzie rynku obfitującego w ambitne pozycje. Zaczynam tęsknić za latami 90-tymi, kiedy to pod dostatkiem było anime, a zwłaszcza mang, zawierających wątki F/F na wysokim poziomie fabularnym. Twórcy powinni zwrócić uwagę, że odbiorcy to nie tylko małolaty zafascynowane Kannazuki no Miko, ale także czytelnicy komiksów obyczajowych w realistyczny i poważny sposób przedstawiających związki lesbijskie z udziałem dorosłych bohaterek.
Problemem jest też ograniczenie rynku przede wszystkim do pozycji animowanych i zepchnięcie komiksów na margines. Jedyna nadzieja pozostaje w twórczyniach takich jak Shizuru czy współpracujących z zachodem Tadeno i Takashimie. Jeśli zdobędą one wśród tamtejszych czytelników odpowiednią popularność, to być może komiksy ich (i innych twórczyń) będą rozprowadzane w szerokim obiegu. Póki co miłośnikom shoujo yuri pozostaje poszukiwanie wartych uwagi pozycji pośród stosu tandetnych historyjek będących swoimi kopiami.

Tak wiem, ten felieton to ostre słowa, ale taka już moja rola. Jako wielbicielka yuri wymagam nowych tytułów, prezentujących ciekawe ujęcie tematyki lesbijskiej. Jednak to co otrzymuję może zadowolić jedynie bardzo niewybredne gusta, moich nie jest w stanie. Chciałabym choć raz w rocznym posumowaniu napisać słowa pochwały dla wydawców (bo na fanów nie ma co liczyć). Niestety za każdym razem z ich własnej winy, zamiast pochwał spływają na nich słowa krytyki.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *