0

Blue

image006Manga Blue autorstwa Kiriko Nananan zaczęła swój żywot, na łamach MAG Comics w 1997 roku. W ślad za sporą popularnością tego tytułu przyszła pora na wydanie tomikowe. Opisywana pozycja stanowiła niejako zwiastun nadejścia pokolenia twórczyń, reprezentujących „nową szkołę yuri”, takich jak Yamaji Ebine, Haruno Nanae, Rica Takashima. Wszystko, co nieodparcie kojarzy się z tym nurtem: rozbudowana psychologia postaci i minimalistyczny rysunek możemy odnaleźć na kartach tejże mangi. Z obowiązku wypada dodać, że nie jest to jedyny przypadek zajęcia się przez panią Nanae tematyka F/F. Ma ona w swoim dorobku także Haruchin, tytuł ze sporym potencjałem shoujo – ai i Water – zbiorek prac, gdzie dwa z rozdziałów poświęcone są lesbijskim relacjom. Ale w tym artykule chciałabym się skupić tylko i wyłącznie na Blue, czyli jej „sztandarowej” pozycji w zakresie klimatów F/F. Zacznijmy od fabuły…

Nastoletnia Kayako, nie różniąca się specjalnie, od swoich rówieśnic przeprowadziła się, do nadmorskiej miejscowości i co jest konsekwencją przeprowadzki, zmieniła szkołę. Nic w tym dziwnego, że szuka przyjaciół w nowym otoczeniu. Jej zainteresowanie wzbudza chodząca do tej samej klasy Masami, która właściwie z nikim nie utrzymuje kontaktów. Poznajemy dziewczyny, w momencie, gdy Kayako rysuje na lekcji, niczego nieświadomą, siedzącą przed nią Masami. Wydaje się być mocno zafrapowana swoim „modelem”. Niedługo potem uczennice odbywają pierwszą rozmowę, oczywiście z inicjatywy Kayako. Zaprasza ona tajemniczą dziewczynę, żeby przyłączyła się do niej i jej znajomych, wspólnie jedzących obiad na stołówce. Masami, o dziwo przyjmuje zaproszenie. Od tej pory obie stają się wręcz nierozłączne, spędzają ze sobą coraz więcej czasu. Na tym etapie jestto jednak jedynie niewinna szkolna przyjaźń. Wydarzenia nabierają tempa, gdy Kayako, na jednej z imprez spędza noc z nowo poznanym chłopakiem. Początkowo jest to temat do wymiany plotek i doświadczeń z przyjaciółkami (zwłaszcza, że był to jej przysłowiowy „pierwszy raz”), jednak, wkrótce, okazuje się, że ta przygodna noc niesie ze sobą poważniejsze konsekwencje. Kayako prostu uświadamia sobie, że ta łóżkowa przygoda była niczym więcej, jak tylko próbą zapomnienia o Masami. Uświadamia sobie, że…zakochała się w swojej przyjaciółce. Cóż, dla nastoletniej, zaledwie wkraczającej w życie panienki, taka wiadomość może stanowić pewien szok. Kayako jednak decyduje się wyznać koleżance swe uczucia. Mimo jej obaw, Masami nie odrzuca ich, a więź łącząca dziewczęta zostaje przypieczętowana pierwszym pocałunkiem. Mylne jednak okazałoby się stwierdzenie, że teraz, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki usuną się przed naszą parą wszelkie przeszkody. Oczywiście przeżywają wspólnie także i szczęśliwe chwile, ale Masami, cały czas trapią „demony przeszłości”, o których istnieniu nie wie nawet Kayako i ta traumatyczna biografia prędzej, czy później da znać o sobie. Oczywiście, jak łatwo się domyśleć, raczej „prędzej”, niż „później”. Na razie dziewczęta są zajęte snuciem wspólnych planów na przyszłość, w związku z faktem, że niedługo obie ukończą liceum. Marzą na przykład o wspólnej przeprowadzce do Tokio. Niespodziewanie z nadejściem letnich wakacji Masami znika bez słowa. Gdzie jest, ani co się z nią dzieje nie wiedza, ani jej matka, ani Kayako – teoretycznie najbliższa jej osoba. Cały świat Kayako wydaje walić się w gruzy. W końcu dziewczęta spotykają się ponownie, ale co ma do powiedzenia Masami, na swoje usprawiedliwienie? I czy łączące nastolatki uczucie ma szansę przetrwać, w obliczu trudnych życiowych decyzji, jakie czekają każdego młodego człowieka, wchodzącego w dorosłość? Tego już Wamnie zdradzę, sięgnijcie do mangi sami. Jest to pozycja dosyć krotka, więc gdybym powiedziała jeszcze parę słów o fabule, to w zasadzie streściłabym ją całą. A przecież nie o to chodzi.

Pierwsze, co rzuca się w oczy to kreska. Niewątpliwie bardzo charakterystyczna i przykuwająca uwagę. Dzieło pani Nananan może posłużyć za idealny przykład mangi zaliczanej do „nowej szkoły yuri”. Jak wiadomo autorki plasujące się w tym nurcie cechuje (analizując stronę graficzną): ascetyzm, realistyczny rysunek postaci, ubogie tła itp. Ale oczywiście każdą z twórczyń wyróżniają na tym polu pewne indywidualne rysy. Tak więc u pani Nananan mamy: operowanie praktycznie tylko dwoma kolorami-czernią i bielą, baaardzo nieznacznie zaznaczone tła, układ kadrów bardziej typowy dla shounen, niż shoujo. Zapomnijcie o wszelkich kwiatach, ptaszkach, piórach, czy serduszkach wyzierających z każdego kadru – tu nie ma miejsca na tego typu ornamenty. Moim zdaniem autorka posłużyła się w tym tytule jeszcze jednym zabiegiem – postacie są tak naprawdę dosyć podobne do siebie. Miało to zapewne posłużyć podkreśleniu uniformizacji i stereotypizacji, w jaką nieuchronnie wtłaczany jest młody człowiek w shierarchizowanym japońskim społeczeństwie. Inna sprawa, że ten chwyt w mojej opinii przyniósł także inne, nie do końca szczęśliwe efekty. Mówiąc wprost – bohaterki miejscami naprawdę trudno odróżnić od siebie. Dotyczy to zwłaszcza głównej pary, dziewczęta po pamiętnej scenie obcięcia włosów momentami wyglądają jak swoje klony… Nie jestem pewna, czy o to chodziło autorce… Natomiast na duży plus zasługuje bardzo przemyślane i dobrze oddające emocje kadrowanie.

Kolejnym elementem, jaki w mojej opinii najsilniej oddziałuje na czytelnika jest specyficzny nastrój. Ujmując rzecz nie wprost: gwarantuję, że kiedy zagłębicie się w lekturę Blue, nawet, jeśli za oknem będzie piękna, słoneczna, letnia aura, poczujecie mimowolny dreszczyk chłodu i nostalgii. Komiks ten tchnie niepowtarzalnym, dosyć melancholijnym urokiem. Trudno powiedzieć, z czego tak naprawdę wynika ten nastrój. Z rysunków pani Nananan, z pewnego zagubienia i niepewności bohaterek, a może z samej historii? Jedno jest pewne owa emanująca z kart nostalgia, smutek, nawet pewien chłód zapadają w pamięć czytelnika na długo.

Wypada wspomnieć, że nakręcono film fabularny, na podstawie mangi, zresztą pod tym samym tytułem. Reżyserią zajął się Hiroshi Ando, a w głównych rolach wystąpiły Mikako Ichikawa i Manami Konishi. Otrzymał on zresztą nagrody. Obrazu tego niestety nie widziałam, zdarzyło mi się jedynie czytać na jego temat opinie wygłaszane na necie, nie były one jednak zbyt pochlebne. Cóż, nie mogę się wypowiadać co do filmu, którego nie oglądałam, ale sugerując się wspomnianymi recenzjami nie wydaje mi się, aby twórcy próbowali „przeskoczyć” poziom mangi i raczej utrzymali trochę banalny poziom fabularny komiksu. Z drugiej strony biorąc pod uwagę ożywienie kina azjatyckiego na problematykę miłości między kobietami i powstawanie takich obrazów jak Love and Juice (Japonia), czy Fish and Elephant (Chiny) być może i po fabularnym Blue, należy się pewnego poziomu spodziewać. Dopóki sama nie będę miała możliwości obejrzenia powstrzymuję się od jednoznacznych ocen.

Było już trochę superlatywów, no to na koniec przyszedł czas na swego rodzaju gorzką pigułkę. Blue jest zazwyczaj wymieniane jednym tchem, wraz z Pietą, Indigo Blue, Love My Life, Free Soul jako sztandarowa pozycja gatunku yuri, a przy tym niejako „towar z najwyższej półki”- czyli reprezentujący wybitny poziom zarówno pod względem fabularnym, jak i graficznym. Przeważnie nikt z tego typu opiniami nie dyskutuje. Jednak moim zdaniem tej historii czegoś brakuje. Szkolna miłość między dziewczętami, rozstanie z facetem, usunięcie ciąży, otwarte zakończenie… Osobiście mam wrażenie, że to wszystko gdzieś, kiedyś już było. To tak jakby autorka stworzyła bardzo sprawny collage, z pewnych schematów, czy motywów, ale nie dodała specjalnie nic od siebie. Całości, w moim odbiorze brakuje przez to, pewnego autentyzmu, indywidualnego rysu, który sprawia, że historia rzeczywiście staje się unikatowa i zapada w pamięć. Osobiście uważam, ze talent pani Nananan znalazłby lepsze rozwinięcie w czymś po prostu mniej typowym. Kolejna ważna sprawa, w pozycjach innych autorek spod znaku „nowej szkoły yuri”, nawet jeśli są to tylko jednotomowe historie spotykamy bohaterki, które da się autentycznie polubić i naprawdę się do nich przywiązać. Tamaki, Sahoko, Angie, Keito, Rio, można by tak długo wymieniać. Natomiast w Blue, tego typu postaci nie znajdziemy. Mimo faktu, że obserwujemy rodzące się uczucie, które zostaje wystawione na kilka ciężkich prób, bohaterki tak naprawdę pozostają w jakiś sposób, przez cały czas dalekie. Może jest to kwestią wspomnianej już uniformizacji, która w zamiarze autorki miała objąć nie tylko fizyczność, ale i osobowości bohaterów. Może wynika to z faktu, że związek Kayako i Masami ukazany został bez tej spontaniczności, ciepła i jakby z życia wziętych sytuacji, które znamy z innych mang yuri. Mam osobiście wrażenie, że dziewczęta de facto pozostając razem, są nadal w jakiś sposób samotne, każda zamknięta w kokonie z indywidualnych uczuć i obaw… Bije od nich swego rodzaju emocjonalny chłód. Blue, mimo wszystkich zalet pozostaje kolejną mangą o „szkolnym romansie”, między dwiema uczennicami liceum. W każdym razie są to moje osobiste odczucia i każdy ma prawo się ze mną nie zgodzić i ostro polemizować. Osobiście daleko bliższy jest mi komediowy Haruchin, tej samej autorki, bo choć nie zalicza się stricte do yuri/shoujo – ai, to emanuje ciepłem i w sympatyczny sposób przedstawioną „prozą życia”. Czyli tym wszystkim, czego w mojej opinii brakuje Blue. Po za tym sama fabuła każe umiejscawiać Blue raczej w nurcie shoujo – ai, niż stricte w yuri.

Co wypada powiedzieć na zakończenie? Polecam Blue, zarówno zdeklarowanym fanom yuri/shoujo – ai, jak i po prostu osobom, otwartym na nowe prądy i nurty, w tym dziale twórczości, jaką jest komiks. Jednak i jedni i drudzy musza pamiętać, że historia, niestety nie wykracza specjalnie poza ramy szkolnego shoujo – ai. Warto po prostu zobaczyć, jak prezentuje się pozycja, która obrazowo mówiąc „przetarła szlaki” innym dziełom zaliczanym do „nowej szkoły yuri”. Prawdę mówiąc, o jej wartości decyduje (w mojej stronniczej opinii) po pierwsze fakt bycia pierwszą, bądź jedną z pierwszych mang z tego nurtu, po drugie walory graficzne, dopiero na końcu fabuła i postacie. Wypada jednak oddać mandze historyczną sprawiedliwość i zastanowić się, ze może bez powstania Blue i pozytywnego oddźwięku na ten komiks, nie zaistniałyby inne tak ważne tytuły jak Love My Life, Rica tte Kanji, Pieta itp. Tak czy inaczej jest to pozycja znacząca. I to zarówno dla miłośników yuri/shoujo – ai, jak i (mimo wszystkich jej wad) po prostu dla wielbicieli dobrego komiksu.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *